Byliście kiedyś w Rzymie? 🏛️
Ta podróż jeszcze przede mną, ale po przeczytaniu „Miłości na pełny etat” czuję się, jakbym już spacerowała uliczkami tego włoskiego miasta.
Debiutancka powieść Patrycji Fidelus to historia o letniej miłości, która miała przetrwać wszystko, a upadła już na pierwszym zakręcie. To opowieść o silnej i zdecydowanej Natalii, która wie, że chce zajść daleko, a w tym celu musi jedynie skupić się na swojej pracy. To jednak staje się ogromnym wyzwaniem, gdy w firmie pojawia się Andrea - mężczyzna, który złamał jej serce kilkanaście lat temu.
Czytelnik jest zaciekawiony, co takiego wydarzyło się trzynaście lat temu, w jaki sposób zakończyła się wakacyjna miłość Natalii i Andrei, a autorka stopniowo odkrywa karty, przeplatając teraźniejszość z przeszłością.
Zazwyczaj w książkach pisanych przez Polaków opisy zagranicznych miejsc są nierealistycznie, bo wiedza autorek i autorów nie wykracza poza Google Maps. W przypadku książki Patrycji Fidelus faktycznie czuje się, że pisarka zna Maltę i Rzym jak własną kieszeń, a to pozytywnie wpływa na odbiór książki przez czytelnika.
Jestem też przekonana, że autorka dobrze zna korporacyjny świat, który często w romansach jest daleki rzeczywistości. W książce Fidelus jest wręcz przeciwnie - czytelnik przenosi się wprost do królestwa biurokracji, a oczami wyobraźni może zobaczyć pracę każdego z działów.
Dzięki tak realistycznym opisom powieść nabiera autentyczności, a czytelnikowi łatwiej jest poczuć tę historię.
W "Miłości na pełny etat" czytelnik odnajdzie włoski klimat niczym w "From Sicily with Love" Adrianny Ratajczak wymieszany z korporacyjnym romansem w stylu książek Vi Keeland oraz Whitney G. To powieść dla kobiet, które już wiedzą, jak trudno sprawić, aby pierwsza miłość przetrwała i znają realia korporacji.
