Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • STRONA GŁÓWNA
  • SPIS RECENZJI
  • MÓJ BOOKSTAGRAM
  • PATRONATY
  • ARTYKUŁY
    • Wizyta w studio Harry'ego Pottera
    • Co podarować książkoholikowi na święta?
    • Bookstagram - jak zacząć?
    • Podróż z książką
    • Czytelnicy polecają świąteczne książki
    • Blogerzy polecają świąteczne książki
    • Jak poradzić sobie z lekturami szkolnymi?
    • Co blog zmienił w moim życiu?
    • O BOOKSTAGRAMIE
    • CYTATY
    Instagram

    Książki Dobre Jak Czekolada | blog z recenzjami książek


    "Gwiazdy nadziei" to książka, która naprawdę mnie zaskoczyła. Autorkę znałam już dzięki powieści fantastycznej "Światło w mroku", już wtedy I.M. Darkss zachwyciła mnie swoją twórczością. Długo musiałam czekać na kolejną próbkę umiejętności tej pisarki, ale było warto.

    Amara wraca do domu po długiej nieobecności. Już na samym początku spotyka się z pretensjami rodziców. Nigdy nie uda jej się spełnić ich oczekiwań. Nie jest idealna jak jej siostra i nigdy nie będzie. Amara kocha kolory i nie boi się tego pokazywać, stąd też jej pseudonim "Rainbow", który już dawno nadał jej Jaks.

    To spotkania z nim najbardziej się obawia. Nawet wyjazd do Włoch nie pomógł Amarze zapomnieć o tym mężczyźnie. Kocha go całą sobą. Niestety to uczucie jest nieodwzajemnione. Do tej pory Jaks był w związku z perfekcyjną siostrą Rainbow, co jeszcze łamało jej serce. 

    Jaks to wyjątkowy mężczyzna. Emanuje aurą tajemniczości, jego skóra pokryta jest licznymi tatuażami, które przyciągają wzrok. Prowadzi własne studio tatuażu. On nie chce miłości. Pragnie jedynie zabawy. 

    Amara chce uczuć. Jaks chce przygody. To nigdy się nie uda. Ta dwójka ma destrukcyjny wpływ na siebie. Każde z nich dźwiga swój bagaż doświadczeń. Są skazani na niepowodzenie.

    Jak wspomniałam na początku - ta książka była dla mnie wielką niespodzianką. Oczekiwałam romansu, niczego więcej. Dostałam emocjonalny rollercoaster, jakiego długo nie zapomnę. 

    Trudno jest w takim popularnym gatunku wymyślić coś nowego, czego jeszcze nie było. Nie jest łatwo wyjść poza schemat. Dlatego nie winię autorki, że "Gwiazdy nadziei" jest dość typową historią. Mamy tutaj szaleńczo zakochaną młodą kobietę, która pragnie uratować wypranego z emocji bad boya z tatuażami. Przyznacie, że nie jest to nic odkrywczego?

    Mimo to byłam zafascynowana tą powieścią! I.M. Darkss pisze w taki sposób, że każde zdanie jest naprawdę przemyślane i niesie ze sobą przesłanie. Zaznaczyłam tak wiele cytatów, że prawie zabrakło mi znaczników, a to o tym świadczy. Już dawno nie trafiłam na taką książkę, pełną zdań, które aż chce się gdzieś zapisać, zachować na przyszłość. 

    Może ta książka jest nieco cukierkowa. Czasami było aż za słodko. Zakończenie było szczególnie przesłodzone. Ale nie przeszkadzało mi to tak, bo w całej tej historii działo się dużo, nie brakowało dramatów, kłótni, było naprawdę emocjonująco. Nie mogłam ani na chwilę oderwać się od przygód Jaksa i Amary. Rainbow nieustannie walczyła o swoją miłość. Nie poddawała się, mimo że wielokrotnie była raniona i odtrącana. Z drugiej strony momentami chciałam krzyknąć na główną bohaterkę i uświadomić jej, że powinna dać już sobie spokój, bo za chwilę straci godność. Ale ona dalej próbowała dotrzeć do serca ukochanego.

    Jak widać, nie jest to książka idealna, a mimo to pamiętam uczucie, gdy dotarłam do końca. Byłam zachwycona. To dlatego nie mogę nie dać czterech kostek czekolady. Błędów nie brakuje, ale nie zepsuły one finalnego wrażenia. Polecam wszystkim romansoholiczkom.

    Mam nadzieję, że na kolejną powieść autorki nie będziemy musieli czekać tak długo. :)

    A poniżej lista cytatów, ponieważ ta książka jest pełna pięknych fragmentów. Zresztą przekonajcie się sami.

    Jaks Traviss jest jak tsunami. Pojawia się bez ostrzeżenia, pochłania i nie daje szansy na ucieczkę. Najgorsze jest to, że ja wcale nie chcę uciekać, a powinnam, bo tsunami to przecież potężny i bezlitosny kataklizm, który wszystko na swojej drodze może zmienić w bezużyteczne ruiny. Tak, Jaks jest jak tsunami i choć wiem, że powinnam się od niego odseparować dla własnego bezpieczeństwa, to i tak idę w jego stronę. Za każdym razem. Zawsze.

    Czas się nigdy nie zatrzyma, pustka po osobie, którą kochasz, nigdy nie zostanie zapełniona, a tęsknota za kimś, kto posiadł każde uderzenie twojego serca, nigdy nie minie.


    Kiedyś sądziłam, że można się podnieść po każdym upadku, ale to nieprawda. To, że człowiek znajduje w sobie siłę, by dalej funkcjonować, by wstawać rano z łóżka, uśmiechać się i śmiać, nie oznacza, że się podniósł. Wręcz przeciwnie. Jego funkcjonowanie nie jest życiem. Jest zaledwie brnięciem naprzód ze świadomością, że każdy kolejny krok będzie naznaczony upadkiem i utratą, Wstawanie rano z łóżka nie jest równoznaczne z chęcią rozpoczęcia nowego dnia, a śmiech jest tylko kamuflażem łez. Nie podnosimy się po utracie. Tylko chowamy ją głęboko.


    Nigdy nie doświadczę utraty Jaksa, bo on nie jest mój, ale codziennie doświadczam utraty wszystkiego, co mogliśmy mieć. Codziennie tracę możliwość całowania go, dotykania go czy spędzania z nim czasu. Codziennie tracę możliwość obudzenia się i zaśnięcia obok niego. Codziennie tracę możliwość odnalezienia sposobów na rozśmieszenie go. I z każdą kolejną utratą tracę cząstkę siebie.


    Mówią, że przeznaczeni zawsze odnajdują drogę do siebie. Mówią, że dusza dzieli się na dwie części i żyje w dwóch przeznaczonych sobie sercach, przyciągając je do siebie. Mówią, że prawdziwa miłość nie może być nieodwzajemniona. Ja sądzę, że dusza może być opuszczona. Przeznaczeni mogą się minąć. A miłość nieodwzajemniona pozostaje taka zbyt często. Nie oznacza to, że nie wierzę w przeznaczenie. Dręczy mnie tylko jedno pytanie. Co, jeśli jestem przeznaczona komuś, kto nie jest przeznaczony mnie?


    Zabawne i cholernie przerażające, że codziennie mijasz setki ludzi, którzy są zwyczajni, obojętni, nieistotni. I nagle — bez ostrzeżenia — spotykasz go.  A on jest wszystkim. I jest wszędzie. Nawet jeśli dzielą was setki kilometrów.


    Podążanie za głosem serca wymaga odwagi. Przypomina bowiem bieg z zawiązanymi oczami drogą pełną przepaści, ale czasem tylko na dnie tej przepaści można odnaleźć swoje prawdziwe przeznaczenie. I w pełni świadoma wiążących się z tym niebezpieczeństw, dziś wiem, że bez wahania skoczę w każdą otchłań, na dnie której czekać mnie będą chwile takie jak ta.


    Gdyby ktoś mnie dziś zapytał, czy ufam życiu, bez wahania odparłabym, że tak. Od dziecka wierzyłam w przeznaczenie. Myślę, że wiara w to, iż nic nie dzieje się bez powodu, dawała mi nadzieję na lepsze jutro. A lepsze jutro następuje, gdy masz nadzieję.


    Wszystko, co doprowadziło mnie do dnia dzisiejszego, nauczyło mnie, że nadzieja zawsze gdzieś na nas czeka, nawet jeśli się poddamy. To ona jest sprawdzianem naszej zdolności do walki.


    "Gwiazdy nadziei" nagradzam czterema kostkami czekolady.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

    Share
    Tweet
    Pin
    5 komentarze

    Po prostu wchodzisz do jego księgarni i tak to się zaczyna. Jesteś pisarką... Nie. Nie tak to powinnam napisać, ale sposób narracji "Ty" najpierw bardzo przeszkadza, a potem szybko zadomawia się u Ciebie. Autorka postanowiła, że całą historię opowie nam Joe, a właściwie nie nam, a swojej ukochanej Beck. Przez cały czas zwraca się do niej, a z takim sposobem narracji spotkałam się po raz pierwszy. Przyznam, że jest to oryginalne, ale naprawdę męczące.
    Do tego, jak została napisana "Ty" wrócimy na koniec. Teraz skupmy się na tym, co opowiada Joe.

    "Ty" to tak jak już wspomniałam historia znajomości Joe z Beck, opowiedziana przez niego. Poznał ją w księgarni, w której pracuje i od razu wiedział, że będzie to coś niezwykłego. Beck natychmiast staje się jego obsesją, jego całym życiem.

    Obecnie nie trudno jest znaleźć informacje o kimś w internecie. Wystarczy kilka chwil, a Joe, dzięki nazwisku na karcie, którą płaciła dziewczyna, odnajduje jej social media. Nie ma problemu, aby znaleźć jej mieszkanie i przesiadywać pod jej oknem. Niestety, to szybko mu zaczyna nie wystarczać i po prostu wkrada się do jej domu.

    Oglądasz Elliota, który w "Hannah i jej siostry" kombinuje, jak znaleźć się blisko swojej szwagierki, i myślisz, że to romantyczne, ale gdybyś wiedziała, co musiałem zrobić, żeby dostać się do twojego domu, i że obiłem sobie plecy, próbując cię lepiej poznać, z zewnątrz i od środka, na pewno odpowiednio być mnie oceniła.

    Skrupulatnie opracowuje plan, jak zbliżyć się do Beck. Nic go nie powstrzyma. Jest przekonany, że ona też czuje, że są sobie przeznaczeni. Potrafi czekać, bo wie, że spędzą ze sobą całe życie. Joe nie zawaha się przed niczym. Zdolny do poświęceń, zrobi wszystko dla ukochanej.

    To nie jest książka dla każdego. W "Ty" występuje wiele brutalnych scen, mamy kilka morderstw, niecenzuralny język. Ale mimo to, sądzę, że tę historię powinniśmy przeczytać, chociażby po to, by uświadomić sobie, jak łatwo jest znaleźć w sieci informacje na nasz temat. Nie jesteśmy anonimowi. Tak naprawdę nie stanowimy żadnego wyzwania dla osób poszukujących informacji na nasz temat.

    W "Ty" brakowało mi normalnych bohaterów. Nie jest to odpowiednie określenie, dlatego zapisałam je kursywą. Chodzi o to, że wszystkie postacie, które stworzyła autorka, zmagają się z problemami psychicznymi. Nie ma tam nikogo, kto wydawałby się chociaż odrobinę normalny. Czy tak wygląda obecne społeczeństwo? Czy nie ma już ludzi, którzy nie są uzależnieni od seksu, alkoholu, narkotyków, pieniędzy, władzy?

    Ta książka skusiła mnie swoją fabułą. Przecież mamy tutaj historię miłości pracownika księgarni i pisarki! Żaden książkoholik nie mógłby odmówić przeczytaniu powieści na ten temat. Jednak "Ty" opowiada o czymś więcej. O problemach ludzi XXI wieku. O świecie, w którym żyjemy. O tym, jak wielkie niebezpieczeństwo na nas czyha i że tak naprawdę nie możemy czuć się bezpieczni. Sami jesteśmy temu winni. Nikt nie kazał nam na Facebooku chwalić się swoim mieszkaniem, nikt nie zmuszał nas do publikowania wszystkich swoich danych na Instagramie.

    Jak widać, autorka - Caroline Kepnes miała dobre zamiary. Chciała nam przekazać konkretną wiedzę, uświadomić, jak źle jest. I ja to naprawdę doceniam, ale mam pewne zastrzeżenia do sposobu, w jaki to zrobiła. Już wspomniałam o trudnościach z przyzwyczajeniem się do narracji, pal licho narrację. Moim zdaniem Kepnes przekombinowała. Ta historia szybko staje się nierzeczywista, pomimo aktualnych tematów, jakie podejmuje. Jakim cudem mężczyzna zabija kilka osób i nikt się nim nawet nie zainteresował? Nikt nie wpadł na jego trop? Dlaczego rodzina ofiar tak późno zorientowała się, że ich krewny nie żyje. W pewnym momencie książka ta staje się grubymi nićmi szyta. I to dlatego nie mogę przyznać więcej niż dwie kostki czekolady. Ekranizacji Netflixa nie oglądałam i nie planuję tego robić. A wy?

    Uwaga! Dowiedziałam się właśnie, że ta książka będzie mieć drugi tom.


    Premiera zaplanowana jest na 15 maja.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.
    Share
    Tweet
    Pin
    2 komentarze

    O tym thrillerze powiedziałabym, że jest mocno osadzony w aktualnej rzeczywistości. Znajdziemy tam wszystkie problemy, z jakimi obecnie zmaga się świat. Autorka śmiało porusza kwestię imigrantów, a także nastawienia Norwegów do cudzoziemców. Widzimy, jak ważną rolę w naszej codzienności odgrywają media społecznościowe i jak trudno jest tam cokolwiek ukryć. Obserwujemy, jak za pomocą aplikacji do monitorowania swojej aktywności sportowej, główna bohaterka odkrywa romans męża. Jesteśmy świadkami, jak łatwo jest manipulować ludźmi. Obserwujemy poczynania polityków. "Odbiorę Ci wszystko" to zdecydowanie książka, która porusza kwestie naszego życia codziennego.

    Clara pracuje w norweski Ministerstwie Sprawiedliwości.  Od dłuższego czasu dniami i nocami pracuje nad swoim "trzecim dzieckiem" - ustawą, która miałaby chronić dzieci dotknięte przemocą. Jej dzieło jest dość kontrowersyjne, wzbudza wiele emocji i gorących dyskusji. Clara wierzy, że to, co robi, jest ważne i słuszne, jej celem jest zatrzymanie zła, którego zbyt często doświadczają niewinne istoty.

    Jej mąż, Haavard, jest lekarzem. To do niego trafia czteroletni, nieprzytomny chłopiec. Jego ojciec utrzymuje, że dziecko spadło z drzewa, ale po zdjęciu ubrać z chłopczyka, widać gołym okiem, że jest on każdego dnia bity. Mimo wysiłków lekarzy, chłopca nie udaje się uratować. Następnego dnia rozpoczyna się śledztwo w sprawie... śmierci ojca dziecka. Okazuje się, że mężczyzna został zamordowany w szpitalnej kaplicy, gdzie mężczyzna udał się, by pomodlić.

    Później dochodzi do jeszcze dwóch morderstw, a w tle każdego z nich jest przemoc domowa. Kto zabija? Jaki jest jego motyw? Czy mamy prawo do samosądów, nawet jeśli robimy to z dobrej woli? Czy chcąc wymierzyć sprawiedliwość, możemy zabić? Dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło...

    Te zabójstwa sprawiają, że atmosfera robi się napięta. Ministerstwo Sprawiedliwości szaleje, są zasypywani gradem pytań od dziennikarzy. Pytań, na które nie potrafią odpowiedzieć. Czy Norwegii grozi niebezpieczeństwo? Czy policja ma jakikolwiek trop? Kiedy uda im się zamknąć zabójcę? Czy te morderstwa są w ogóle ze sobą powiązane? Clara ma coraz więcej problemów w pracy, co sprawia, że robi się nerwowa. Każdego dnia mniej panuje nad sobą, kontrolę nad jej życiem przejmuje przeszłość, która wywiera na nią ogromny wpływ. Kobieta do tej pory nie może pogodzić się z tym, co wydarzyło się w jej dzieciństwie. Do tego dochodzi zdradzający mąż. Czy Clara poradzi sobie z wyzwaniami, które stawia przed nią los?

    "Odbiorę Ci wszystko" zapowiadało się naprawdę dobrze. Niestety nie porwała mnie ta książka. Czytałam ją szybko, ale nie wywoływała we mnie emocji, nie doświadczyłam dreszczyku strachu, nie udało mi się wciągnąć w fabułę.

    Autora bardzo szczegółowo opisała portrety psychologiczne naszych bohaterów. Stopniowo poznajemy ich dzieciństwo, rodzinę, wiemy, z czym się borykali i możemy zaobserwować, jak to na nich wpłynęło. To nie jest łatwa książka, to historia, którą trzeba sobie przemyśleć, między innymi ze względu na to, jak bardzo jest osadzona w naszej rzeczywistości. Owszem, akcja dzieje się w Norwegii, ale są tu opisane kwestie, które dotyczą naszego codziennego życia i zdecydowanie mogłoby to się wydarzyć w Polsce.

    Kwestia imigrantów, społeczeństw LGBT+, samosądów, a w tle polityczne gierki, w których ani trochę nie zważa się na dobro ludzi, a jedynie o ich głosy. Brak prywatności, śledzenie za pomocą aplikacji, teraz w kilka sekund możemy dowiedzieć się, kto gdzie jest, co robi, gdzie się wybiera. Mordercy mają naprawdę ułatwioną kwestię zwabiania do siebie ofiary. Czytając "Odbiorę Ci wszystko" zwróćcie uwagę, z jaką łatwością zabójca odbiera życie. Bez trudu namierza, z łatwością wchodzi do domu, przekierowuje podejrzenia na kogoś innego. Bez strachu odchodzi z miejsca zdarzenia. A to wszystko robi z dobrych intencji. Robi to, by chronić, ale czy to jest słuszne?

    Zdecydowanie "Odbiorę Ci wszystko" zmusi Was do przemyślenia wielu kwestii. I to jest ogromny plus tej książki. Ale minusów było więcej...

    Jak już wspomniałam, nie udało mi się wkręcić w akcję. Dodatkowo miałam wrażenie, że pod względem językowym coś tu nie gra. Niestety, nie jestem w stanie stwierdzić, czy jest to wina autorki, czy też tłumaczenia. Niektóre zdania brzmiały bardzo surowo i wymagały poprawek. Czytałam jednak wersję przedpremierową, która będzie jeszcze poddana korekcie, więc wierzę, że ten problem będzie naprawiony.

    Ode mnie dwie kostki czekolady.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.
    Premiera "Odbiorę Ci wszystko" zaplanowana jest na 24 kwietnia.
    Share
    Tweet
    Pin
    3 komentarze

    Potrzeba wiele czasu, by ułożyć sobie życie, a później wystarczy jedna chwila, by wszystko obróciło się w pył. Czasem stanie się kimś, kim chcieliśmy być, zajmuje lata, dekady, a nieraz prawie całe życie. Wzniesione przez nas mury zawsze są nieco krzywe, ale myślę, że jest w tym jakiś głębszy sens, że życie ma być budowane metodą prób i błędów. Te próby nieustannie nas kształtują i ostatecznie czynią z nas takimi, jakimi przeszliśmy przez nie wszystkie aż do końca naszych dni.

    Sandellowie są zupełnie normalną rodziną. Adam pracuje jako pastor. Urlika jest docenianym adwokatem. Stella właśnie skończyła szkołę i dorabia sobie, pracując w H&M. Zaoszczędzone pieniądze chce wydać na podróż do Azji. Sandellowie to rodzina taka jak Twoja i moja. Przeciętna. A jednak w jedną chwilę przydarzyło się im coś, co zrujnowało ich spokojne życie.

    Telefon z informacją o aresztowaniu dziewiętnastoletniej Stelli wytrąca jej rodziców z równowagi. To pierwsze trzęsienie w ich idealnym świecie. Niestety nie ostatnie.

    Okazuje się, że Stella jest oskarżona o zamordowanie mężczyzny, z którym utrzymywała intymne relacje. Adam i Urlika nie wierzą w to, co słyszą. Dlaczego nie wiedzieli, że ich córeczka jest w związku? Dlaczego doszło do tak potwornej pomyłki? Dlaczego to właśnie ich dziecko zostało wciągnięte w tę sprawę?

    "Zupełnie normalna rodzina" nie zaskoczyła mnie. Czytałam ją szybko, ale nie wciągnęłam się. Nie miałam gęsiej skórki, książka nie wzbudziła we mnie przerażenia, ani innych silnych emocji. Ale nie skreślajmy od razu tego thrillera. Podobało mi się, że autor postanowił opowiedzieć tę historię w trzech różnych perspektywach. O zdarzeniach, teraźniejszych, ale także tych, które wydarzyły się w przeszłości, opowiada nam kolejno ojciec, córka, a na koniec matka. Widzimy, jak każdy z nich reagował na to, co się dzieje, wiemy, co myśleli, a także co kierowało ich działaniami. 

    Nie mamy żadnych nałogów, jesteśmy wykształceni i dobrze zarabiamy. Jesteśmy w dobrej formie, zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Nie jesteśmy rozbitą rodziną z marginesu społeczeństwa, ze społecznymi i finansowymi problemami.
    Byliśmy zupełnie normalną rodziną. To nie my powinniśmy siedzieć w sądzie.
    A mimo wszystko tam trafiliśmy.

    "Zupełnie normalna rodzina" skłania czytelnika do refleksji – jak wiele byś zrobił dla bliskiej ci osoby? Czy złamałbyś swoje zasady moralne? Czy zataiłbyś prawdę? Czy potrafiłbyś wybrać między sprawiedliwym wyrokiem a uratowaniem dziecka przed spędzeniem długich lat w więzieniu? Czy potrafiłbyś bezgranicznie ufać swojemu dziecku, mimo że wszystkie dowody wskazywałyby na jego winę?

    Mattias Edvardsson pokazuje nam też, że ludzie często pielęgnują idealny wizerunek swojej rodziny. Udają, że wszystko jest w porządku, że nie zmagają się z żadnymi problemami, a nawet jeśli, to potrafią sobie ze wszystkim poradzić. Lubimy przemilczeć niekorzystne fakty, natomiast chętnie chwalimy się sukcesami dzieci, małżonka. Tworzymy idealną wizję naszej rodziny. A prawda jest zupełnie inna. 

    Mimo że brakowało mi akcji, która by przyspieszyła bicie serce, to muszę przyznać, że "Zupełnie normalna rodzina" nie nudziła mnie. Czyta się tę książkę szybko, czytelnik chce jak najszybciej poznać zakończenie. Trzy różne perspektywy jeszcze bardziej wzbudzają w nas zaciekawienie historią rodziny Sandellów. Autor skierował naszą uwagę na ludzką psychikę, to, jak się zachowujemy, kiedy ktoś z naszych bliskich wpada w poważne tarapaty. Powieść Edvardssona sprawia, że zastanawiamy się, jak daleko my byśmy się posunęli na miejscu głównych bohaterów.

    Przyznaję trzy kostki czekolady.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Znak.


    Share
    Tweet
    Pin
    2 komentarze

    Czy można kochać dwie osoby jednocześnie? Czy serce można podzielić na pół i oddać je dwóm, zupełnie różnym mężczyznom? Jak być z jednym, aby nie zranić drugiego?

    Stella oddycha muzyką. Żyje dla muzyki. Muzyka pomaga jej wyrazić swoje emocje, przemyśleć wiele spraw, uwolnić się od kłopotów. To także jej pomysł na przyszłość. Dziewczyna chce być dziennikarką i pisać o młodych zespołach, pomagać im się wybić. Na razie jedynie o tym marzy, leżąc na kanapie w mieszkaniu siostry, gdzie spędza z nią czas, jej ukochanym, a także jej przyjacielem, Reidem. Wie, że musi znaleźć pracę i mieszkanie, bo nie może wiecznie żyć życiem starszej siostry. 

    Jest ciekawska, zadaje mnóstwo pytań, nigdy nie ustępuje, jest uparta i odważna. Jej zachowanie niezwykle działa na nerwy Reidowi. Od początku się nie polubili. Mimo to Stella, jak to ona, atakuje go swoimi wścibskimi pytaniami i dzień po dniu odkrywa jego prawdziwą twarz. Poznaje jego historię, której wcale nie chciał jej opowiedzieć, bo nie ma tam happy endu. Jedyną dobrą rzeczą w jego życiu jest muzyka, a i z niej niedługo będzie musiał zrezygnować. Reid zdecydowanie nie jest dobrym towarzystwem dla Stelli, o czym wielokrotnie uprzedza ją siostra.

    Podczas poszukiwań pracy, Stella trafia do redakcji lokalnej gazety. Jest bezceremonialna, wie, że nie ma nic do stracenia, walczy z całych sił o tę posadę. Musi oczarować szefa, ale ten nie chce dać jej nawet pięciu minut na rozmowę. Stella stoi przed dużym wyzwaniem, jednak to jej nie przeraża. Nate daje jej kilka miesięcy, aby przygotowała materiały, które sprawią, że będzie chciał ją zatrudnić. Przyciąganie między nimi jest niezaprzeczalne, ale przecież praca jest dla Stelli ważniejsza, dlatego obiecuje sobie pozostać z Nate'm w relacjach zawodowych.

    Miłość nie umierała, nawet gdy przestawałeś ją karmić. Tęsknota za kimś, z kim dzieliło się serce, ciało i życie, nie miała daty ważności.

    Nie bójcie się, nie będzie to książka z typowym trójkątem w roli głównej. W "Drive" czeka Was emocjonalna huśtawka albo nawet rollercoaster. Jakby tego nie nazwać, uwierzcie mi, że czyta się historię Stelli z wypiekami na policzkach.

    Główną bohaterkę od razu polubiłam, w końcu jest częściowo moją koleżanką po fachu. ;) Uwielbiam jej niewyparzony język i buntowniczy charakter. Nikomu nie pozwalała się zbyć, nie poddawała się, chociaż życie lubiło dawać w jej kość. Sama nie miała wiele, ale robiła wszystko, aby pomóc Reidowi w taki sposób, by tego nie zauważył. Nie przyjąłby pomocy, mimo że jej potrzebował.

    Niezwykle ważną częścią tej powieści jest muzyka. Autorka zadbała o to, byśmy poczuli klimat kameralnych występów młodych zespołów z ogromnym potencjałem. Zakurzony klub, mnóstwo alkoholu, a na scenie zespół, który już dawno powinien dostać swoją szansę, by usłyszał o nim świat. Do "Drive" została stworzona ścieżka dźwiękowa, co według mnie jest zawsze dobrym pomysłem. Pozwala to jeszcze lepiej wczuć się w opisywaną historię, jeszcze lepiej zrozumieć to, co autor chce nam przekazać.

    Zakończenie niestety mnie nie zaskoczyło — z góry wiedziałam, jak skończy się ta książka, ale mogłam odgadnąć, w jaki sposób do tego dojdzie. Więcej wad nie znalazłam!

    "Drive" to naprawdę przyjemna książka o miłości, pasji, muzyce i szansach, które los nie zawsze chce nam dawać. Opowiada o wyzwaniach dorosłego świata, z którymi muszą podołać młodzi ludzie, dopiero wkraczający w ten trudny czas.

    Ode mnie cztery kostki czekolady, naprawdę dobrze bawiłam się podczas lektury "Drive".
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Filia.
    Share
    Tweet
    Pin
    4 komentarze

    Twórczość Doroty Gąsiorowskiej poznałam przy lekturze "Karminowego serca", które ujęło mnie swoim ciepłem i odrobiną magii. Zachwycałam się wtedy przy kubku gorącej czekolady, barwnymi opisami autorki, dzięki nim wyobrażałam sobie wszystko bardzo szczegółowo. Chciałam ponownie zanurzyć się w świecie wykreowanym przez Dorotę Gąsiorowską. Sprawdzić, czy znowu nie zawiedzie, czy znowu będę oczarowana jej stylem. To dlatego sięgnęłam po "Szept syberyjskiego wiatru".

    W tej książce poznajemy Kalinę, która po latach wraca do Polski, by pomóc babci w prowadzeniu fabryki porcelany. Nie uśmiecha jej się wizja wyjazdu ze Szkocji, ale postanawia spróbować. 

    Od początku wszystko idzie nie tak. Babka jest wyniosła i mało rozmowna. Negatywnie ocenia ubiór swojej niewidzianej od lat wnuczki. W fabryce miał się opiekować nią Sergiusz, jednak wygląda na to, że po prostu została rzucona na pożarcie przez tego mężczyznę. Sergiusz jest bezczelny i tylko utrudnia Kalinie zaaklimatyzowanie się w nowym miejscu. Kalina musi sama zatroszczyć się o siebie, odnaleźć kogoś, kto pomoże jej zmierzyć się z wrogo nastawionym pracownikiem fabryki. 

    Babka, która uwielbia Sergiusza, prosi wnuczkę, by ta wybrała się z mężczyzną do Petersburga. Kalina nie może podejrzewać, jak ta podróż zmieni jej życie. Zakochuje się w tym mieście, a i na Sergiusza patrzy inaczej. Widzi, że on coś skrywa i w głębi nie jest taki, jakiego udaje przed wszystkimi. Przy niej zapomina o swojej roli zimnego drania.

    Zafascynowana Rosją, w miłym towarzystwie spędza przyjemnie czas. Jej relacja z Sergiuszem się poprawia, coś ich do siebie przyciąga. Niestety — wraz z powrotem do Polski, mężczyzna wraca do swojej roli.

    Co ukrywa babka i Sergiusz? Jak wpłynie to na życie Kaliny? Czy Kalina odnajdzie swoje miejsce na świecie? Czy wróci do Szkocji? Zostanie w Polsce? A może wyruszy w głąb Rosji?

    Tak bywa w życiu, że to, przed czym uciekasz i czego się boisz, może okazać się twoim szczęściem.

    Dorota Gąsiorowska nie zawiodła i idealnie oddała klimat rosyjskich zakamarków. W "Szepcie syberyjskiego wiatru" znajdziecie zarówno sekrety, tajemnice, jak i napięcie. Jest to opowieść o poszukiwaniu szczęścia, własnego miejsca na świecie. Autorka pokazuje, że nie możemy bać się zaufać własnemu sercu. Przeciwnie — jeśli odważymy się posłuchać serca, a nie rozumu, znajdziemy to, czego od dawna bezskutecznie szukamy. Szczęścia. 

    Na naszych oczach widzimy, jak Kalina krok po kroku odkrywa, czego chce od życia, stopniowo otwiera się i podąża wskazówkami własnego serca. Niestety, to, co skrywa przed nią babka, może zatrząsnąć jej światem i sprawić, że ta młoda kobieta znowu odetnie się od świata.

    Ponownie jestem zachwycona barwnymi, szczegółowymi opisami. Wystarczyło, abym zamknęła oczy i widziałam każde opisywane miejsce przed oczami. Klimat "Szeptu syberyjskiego wiatru" jest niesamowity i zapewniam Was, że z łatwością wciągniecie się w historię Kaliny i czym prędzej będziecie chcieli poznać zakończenie. 

    Na Instagramie są do wygrania dwa egzemplarze tej książki. :)
    Wyświetl ten post na Instagramie.

    Post udostępniony przez Książki Dobre Jak Czekolada (@ksiazkidobrejakczekolada) Kwi 19, 2019 o 10:15 PDT

    Przyznaję trzy kostki czekolady.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Znak.

    Share
    Tweet
    Pin
    2 komentarze

    "W kajdankach miłości" to pierwszy tom trylogii "Życiowi bohaterowie". Przyznaję szczerze, że byłam sceptycznie nastawiona do tej książki. Tytuł nie zachęca, okładka sugeruje, że będzie to erotyk, jakich wiele w księgarniach. W życiu nie pomyślałabym, że będzie to jedna z książek, które bardziej poruszą mnie w 2019 roku...

    Kirsty Bromberg tym razem opowiada o losach policjanta oraz jego przyjaciółki z dzieciństwa. Grant przypadkiem wpada na Emmerson po kilkunastu latach od ich ostatniego spotkania, podczas którego Emmy powiedziała mu, że nienawidzi go i nie chce go nigdy widzieć. Ten przypadkowy moment wszystko zmienia, a Grant znowu chce uczestniczyć w życiu swojej dawnej przyjaciółki. Niestety, Emmy dobrze jest tak, jak jest, nie zamierza wybaczać Grantowi tego, jak nadużył jej zaufania.

    On jest przystojnym policjantem. Wypełnia swoją służbę wzorowo. Zawsze marzył o pracy dla społeczeństwa. Angażuje się w każdą sprawę, być może podchodzi do swojej pracy nieco zbyt emocjonalnie, ale nie umie inaczej. Pragnie uratować każdego, ponieważ już raz zawiódł, nie udało mu się pomóc Emmerson. Nigdy sobie tego nie wybaczy.

    Ona żyje tu i teraz. Dotychczas podróżowała z miejsca na miejsce, teraz postanowiła spróbować zapuścić korzenie. Pracuje na lotnisku, skacze ze spadochronem. Nie pozwala sobie na rozmyślanie, wie, że to źle się kończy. Jej podświadomość jednak pamięta i od spotkania z Grantem podsuwa jej każdej nocy wspomnienia w postaci koszmarów. Nigdy nie uwolni się od tego, co się wydarzyło. Jej silną, niezależną kobietą, ale trauma z dzieciństwa ją niszczy. Nigdy Grantowi tego nie wybaczy.

    Grant nie ustaje w próbach zbliżenia się do Emmy, zależy mu, aby odzyskać jej zaufanie. Jego kompleks bohatera sprawia, że nie może się poddać, chce sprawdzić, czy jest wszystko u niej w porządku. Pragnie wiedzieć, jak przerażające wydarzenia z dzieciństwa wpłynęły na jej charakter.

    Wyrośli, zmienili się, czy jest szansa, że nić porozumienia, która ich łączyła w latach dziecięcych i została brutalnie zerwana, może jeszcze się odbudować? Emmy pragnie wymazać ich wspólne wspomnienia ze swojej pamięci. Nie chce wracać do tego, co się wydarzyło. Skupia się na teraźniejszości i nie ma odwagi, aby rozprawić się z przeszłością i stawić czoła przyszłości.

    Czy Emmy pozwoli Grantowi wrócić do swojego życia?

    Jakaś część mnie pragnie jej udowodnić, że wszystkie te jej głupie zasady zostaną złamane.
    Jedna.
    Po.
    Drugiej.
    Dopóki nie zrozumie, że na wspólnej przeszłości też można zbudować wspólną przyszłość.

    Byłam pewna, że "W kajdankach miłości" będzie erotykiem, w którym nie znajdę niczego poza seksem. Myliłam się. Autorka nadała tej historii głębi, opowiedziała piękną, ale i łamiącą serce historię, wykreowała bohaterów, których nie sposób nie lubić. Chemia między Emmerson a Grantem jest tak namacalna, że czyta się tę książkę z wypiekami na twarzy. Podobało mi się, że Bromberg nawiązała do zdarzeń, które jej samej się przydarzyły. To nadało jej książce wyrazistości i realności.

    Bromberg pisze w taki sposób, że trudno oderwać się od lektury. Ponad 400 stron, a ja przeczytałam je w kilka godzin. Od razu poleciłam tę książkę przyjaciółce i zachęcam Was gorąco do sięgnięcia po "W kajdankach miłości". Nie dajcie się zmylić okładce, nie bądźcie jak ja — nie oceniajcie książki po okładce. Niestety, ostatnio większość powieści dla kobiet jest promowana wizerunkiem nagiej klatki piersiowej, a my od razu wysuwamy wniosek, że będzie to erotyk. A nie zawsze tak jest. Powiedzenie, że "W kajdankach miłości" reprezentuje jedynie literaturę erotyczną, byłoby spłyceniem historii Granta i Emmy. W tej książce aż buzuje od emocji, jest ona naszpikowana trudnymi wyznaniami, znajdziecie tam nieustającą walkę — Granta o Emmy oraz samej Emmy, która walczy, aby ponownie zaufać.

    Już wiem, że najnowsza książka Bromberg będzie jedną z moich ulubionych. Z przyjemnością sięgnę po kolejne tomy serii "Życiowi bohaterowie", mam nadzieję, że będą one równie dobre, jak "W kajdankach miłości". Jako ciekawostkę dodam, że drugi tom będzie opowiadał o bracie Granta, który jest strażakiem, a trzeci tom o kolejnym z braci Malone, trudniącym się w pogotowiu.

    Zapowiada się ciekawie? Oj tak. Już wyczekuję tych premier, a "W kajdankach miłości" nagradzam czterema kostkami czekolady.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Editio Red.
    Share
    Tweet
    Pin
    3 komentarze
    Nowsze Posty
    Starsze Posty

    Polecany post

    Bookstagram. Jak zacząć?

    2 października 2018 roku minął rok odkąd prowadzę bookstagrama. Zakładając konto na Instagramie, nie przypuszczałam, że osiągnie ono tak ...

    Wybierz coś dla siebie

    • Kalendarze/dzienniki (4)
    • Kryminał/sensacja/thriller (38)
    • Literatura dla dzieci (2)
    • Literatura fantastyczna (40)
    • Literatura historyczna (14)
    • Literatura kobieca (243)
    • Literatura młodzieżowa (93)
    • Literatura piękna (1)
    • Literatura współczesna (7)
    • Literatura świąteczna (14)
    • Patronat (36)
    • Poezja (4)
    • Reportaż (1)
    • artykuł (14)
    • cytaty (23)
    • hate-love (19)
    • wywiad (4)

    Najpopularniejsze

    • Moje ulubione cytaty z książek (I)
      Ponieważ na moim Instagramie zdjęcia z cytatami są Waszymi ulubionymi postami, postanowiłam podzielić się z Wami jeszcze większą ilości...
    • Fale i echa
      Jej życie jest pełne lęku przed śmiercią. Jego życie jest pełne śmierci. Nina ma 21 lat i studiuje w Warszawie pedagogikę wczes...
    • Córka gliniarza
      Indy wpadła w prawdziwe tarapaty. Strzelanina pod jej księgarnią nie wróży niczego dobrego. Jej pracownik zgubił torbę pełną brylantów,...

    Archiwum

    • ►  2026 (7)
      • ►  lipca (2)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  kwietnia (2)
    • ►  2025 (9)
      • ►  listopada (1)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  lutego (3)
    • ►  2024 (27)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (1)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (1)
      • ►  marca (2)
      • ►  lutego (3)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2023 (25)
      • ►  listopada (2)
      • ►  października (2)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (1)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (1)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (2)
    • ►  2022 (42)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (5)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (5)
      • ►  czerwca (2)
      • ►  maja (4)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2021 (51)
      • ►  grudnia (9)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (1)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  maja (6)
      • ►  kwietnia (3)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (5)
    • ►  2020 (71)
      • ►  grudnia (5)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (10)
      • ►  września (12)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (5)
      • ►  marca (13)
      • ►  lutego (10)
      • ►  stycznia (1)
    • ▼  2019 (54)
      • ►  grudnia (1)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (2)
      • ►  sierpnia (6)
      • ►  lipca (7)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (5)
      • ▼  kwietnia (7)
        • Gwiazdy nadziei
        • Ty
        • Odbiorę Ci wszystko
        • Zupełnie normalna rodzina
        • Drive
        • Szept syberyjskiego wiatru
        • W kajdankach miłości
      • ►  lutego (15)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2018 (85)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (6)
      • ►  września (9)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (19)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (8)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  marca (6)
      • ►  lutego (6)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2017 (65)
      • ►  grudnia (7)
      • ►  listopada (7)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (9)
      • ►  czerwca (8)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (4)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2016 (21)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (8)
      • ►  października (9)
    Instagram

    Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates