Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • STRONA GŁÓWNA
  • SPIS RECENZJI
  • MÓJ BOOKSTAGRAM
  • PATRONATY
  • ARTYKUŁY
    • Wizyta w studio Harry'ego Pottera
    • Co podarować książkoholikowi na święta?
    • Bookstagram - jak zacząć?
    • Podróż z książką
    • Czytelnicy polecają świąteczne książki
    • Blogerzy polecają świąteczne książki
    • Jak poradzić sobie z lekturami szkolnymi?
    • Co blog zmienił w moim życiu?
    • O BOOKSTAGRAMIE
    • CYTATY
    Instagram

    Książki Dobre Jak Czekolada | blog z recenzjami książek


    Mamy 2035 rok. Pearl pracuje jako technik do spraw satysfakcji w siedzibie Apricity Corporation w San Francisco. Czym jest Apricity? Jest to urządzenie, które po zbadaniu kodu DNA człowieka, podaje mu wytyczne, co ma robić, by poprawić swój poziom satysfakcji. Pearl zajmuje się tym już od dziewięciu lat. Pobiera wymaz od osoby, która chce poznać swoją receptę na szczęście, a następnie omawia te wyniki z klientem. Niejednokrotnie dziwi ją to, co widzi. Jedz miód, spaceruj więcej, owiń się najmilszym materiałem. Ale też odetnij sobie koniuszek palca. Porzuć dotychczasowe życie. 

    Zapytasz, jaka jest gwarancja, że wypełnienie tych zaleceń uszczęśliwi cię? 99,97%. Czy to wystarczająco dużo, abyś ślepo zrobił to, co każe ci Apricitiy?

    "Maszyna szczęścia" opowiada o tym, jak technologia może zmienić nasze życie. Teoretycznie na lepsze. Dostać indywidualną receptę na szczęście? I to właściwie ze 100% gwarancją, że to naprawdę cię uszczęśliwi? Kto by tego nie chciał? Szczęśliwszy pracownik to bardziej wydajny pracownik. W firmach często właśnie z tego powodu decydowano się na finansowanie pracownikom badania Apricity. 

    Pearl ma nastoletniego syna, który choruje na zaburzenia odżywiania. Matka jest w stanie zmusić go jedynie do trzech koktajli dziennie. Nic więcej. Nie ma szans, że jej syn chociażby spojrzy na prawdziwe jedzenie. Chciałaby wykonać test Apricity, aby dowiedzieć się, jak go uszczęśliwić i wyleczyć, ale on nie pozwala na to. Czy będzie w stanie zrobić to bez jego zgody? Czy posunie się tak daleko dla, jak myśli, dobra swojego dziecka? Gdzie jest granica, której nie powinna przekraczać?

    W "Maszynie szczęścia" poznajemy kilka bohaterów oraz ich zalecenia od Apricity. Widzimy wpływ tego urządzenia na życie ludzi. Jesteśmy obserwatorami, możemy zauważyć, czy faktycznie stają się szczęśliwsi, czy nie jest to jedynie wymysł sfrustrowanych, przepracowanych ludzi. Społeczeństwo, które żyje na pół gwizdka, bo nie ma na nic czasu, ludzie, którzy jedzą gotowe posiłki, bo nie mają czasu przygotować sobie coś do jedzenia, nie mają też ani chwili, by zadbać o siebie, o swój poziom zadowolenia i pragną gotowej instrukcji. Marzą o tych trzech, czterech punktach, które uczynią ich szczęśliwszymi.

    A co jeśli na kogoś liście znajdzie się "Zabij człowieka"?

    Jak wiecie, cenię sobie oryginalność i oczywiście doceniam pomysł autorki. Ciekawie to wymyśliła i opracowała. Ale potem zabrakło czegoś. Pomysły się wyczerpały? Przeskakiwaliśmy od jednej postaci do kolejnej, widzieliśmy, co Apricity zmieniła w ich życiu, ale nic więcej. Brakowało tam pełnej napięcia akcji, czegoś, co utrzymałoby zainteresowanie czytelnika. Tak naprawdę tylko te pierwsze, początkowe rozdziały mnie ciekawiły, potem, z każdym kolejnym moje zainteresowanie malało, a "Maszyna szczęścia" zaczęła mnie nudzić.

    Za pomysł dwie kostki czekolady. Nie było tam żadnych więcej treści, które byt podniosły moją ocenę. A szkoda, bo można było tę historię z Apricity naprawdę fajnie wykorzystać.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.
    Premiera 27 lutego.

    Share
    Tweet
    Pin
    4 komentarze

    Wierzysz w przypadki? Po przeczytaniu tej książki przestaniesz. Wyobraź sobie, że to wykwalifikowani agenci wszystko zaplanowali. Co do szczegółu. To oni decydują o tym, że ktoś cię zaczepi, przez co będziesz spóźniona, będziesz biegła, aby zdążyć, nie zauważysz mężczyzny i wpadniesz na niego. A potem zakochacie się od pierwszego wejrzenia. To nie przypadek. To wszystko było z góry zaplanowane.

    Nasz cel to rozpalenie iskry po stronie przeznaczenia, tak by zobaczył ją ktoś po stronie wolnej woli i postanowił coś zrobić. Nie rozpalamy pożarów, nie przekraczamy granic, a już na pewno nie sądzimy, że naszą rolą jest mówić ludziom, co mają robić. Jesteśmy tymi, którzy tworzą możliwości, dają wskazówki, kusząco puszczają oko, odkrywają opcje.

    Guy, Emily i Eric zajmują się kreowaniem przypadków, zbiegów okoliczności. Mają oni ogromny wpływ na nasze życie. Jak to działa? W skrócie: kreator przypadku otrzymuje kopertę z misją. Przykładowo jeden z robotników na budowie ma stracić pracę, ale nie w wyniku jego zaniedbania czy jakiejkolwiek tragedii, a potem ma odważyć się i podjąć próbę zarabiania na swojej głęboko ukrytej pasji - śpiewie. Zastrzeżono również, że nikt nie może przy tej misji ucierpieć, a robotnik ma być przekonany, że to jego zmarła małżonka nakierowała go na tę życiową drogę. I wtedy do akcji wkracza tajny agent, kreator przypadków.

    Trójka przyjaciół spotyka się raz w tygodniu, by porozmawiać o swoich misjach i po prostu nie zaniedbać swojej relacji. Trzeba przyznać, że są to bardzo ciekawi bohaterowie książki i niejednokrotnie zaskakują czytelnika swoimi pomysłami.

    Nawet nie wiem, co napisać o tej książce. Z pewnością muszę pochwalić autora za oryginalny pomysł. Tego jeszcze nie było, a przynajmniej ja się jeszcze z czymś takim nie spotkałam. Myśl, że przypadki nie istnieją, a wszystko jest starannie przez kogoś zaaranżowane, mnie przeraża, ale fajnie jest zastanowić się, a co jeśli naprawdę tak by było?

    "Zakochany przez przypadek" ma w sobie coś z bajki. Są tam postacie i profesje, które mogą zaskoczyć. Wydawałoby się, że powieść jest utrzymana w świecie rzeczywistym, ale już po kilku rozdziałach przekonacie się, że te światy są nieco pomieszane. Zawód wymyślonego przyjaciela może zaskoczyć. A tym właśnie zajmował się wcześniej Guy, zanim awansował i stał się kreatorem przypadków. 

    Powieść ta zawiera zarówno elementy romansu, jak i thrillera. Są tam sceny, które mają sprawić, że z przerażenia na chwilę stanie na serce, ale też są momenty, które przyspieszą bicie naszego serducha.

    Historia Guy'a pokazuje, jak bardzo miłość może zaślepić oraz to, jak ludzie są uparci. Przez długie lata trzymają się wspomnienia o kimś tak mocno, że nie mają już siły, by spojrzeć na kogoś innego. Nie potrafią patrzeć w przyszłość, żyją przeszłością i tym samym niszczą teraźniejszość.

    Osobiście miałam bardzo mieszane uczucia po lekturze tej książki. Nie wiedziałam, co myśleć. Zakończenie mnie zaskoczyło, to kolejny plus. Ale mimo wszystko trudno było mi się wciągnąć w ten niezwykły świat stworzony przez autora. Nie poczułam tego. Czekałam na jakąś piękną, romantyczną scenę, która by poprawiła moją opinię o "Zakochanym przez przypadek", ale się nie doczekałam. Niby jest to mieszkanka książki romantycznej i thrillera, jednak odniosłam wrażenie, że żaden z tych gatunków nie został przez autora dobrze wykorzystany. Przyznaję dwie kostki czekolady.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

    Share
    Tweet
    Pin
    4 komentarze

    Nad książkami Lucindy Riley rozpływałam się już wielokrotnie: czy to przy okazji serii "Siedem Sióstr" ("Siostra burzy", "Siostra cienia", "Siostra perły") czy też w okresie świątecznym, kiedy to przeczytałam "Drzewo anioła". Śmiało mogę powiedzieć, że Lucinda Riley jest jedną z moich ulubionych autorek. Owszem, nie przeczytałam jeszcze jej wszystkich książek, ale mam to w planach. A dziś mam zamiar zachęcić Was do zapoznania się z kolejną wspaniałą historią od tej autorki.

    "Dziewczyna na klifie" tak jak każda dotychczas przeczytana przeze mnie książka Riley, łączy teraźniejszość silnymi więzami z przeszłością. Każdy bohater, któremu dała życie autorka, stopniowo odkrywa losy swoich przodków, które mają silny wpływ na obecne wydarzenia. Pisarka pokazuje nam, że nasze działania są istotne nie tylko dla nas samych, ale i dla naszych potomków, dlatego musimy zawsze zastanowić się kilka razy przed podjęciem właściwej decyzji.

    Życie każdego człowieka pełne jest fascynujących wydarzeń, a gra w nim wielu aktorów: złych i dobrych.
    I prawie zawsze w którymś momencie pojawia się magia.

    Tym razem bohaterką jest Grania, która właśnie musiała zmierzyć się z niewyobrażalną tragedią, jaką jest poronienie. Młoda kobieta, aby odciąć się od świata, ucieka z Ameryki i wraca do Irlandii, z której pochodzi. Powraca w okolice Cork, gdzie pełno klifów, wzgórz i malowniczych miejsc. To właśnie tam pewnego dnia zauważa małą dziewczynkę stojącą nad przepaścią. 

    Aurora, bo tak nazywa się ośmiolatka, szybko zaprzyjaźnia się z Granią, w której odzywa się instynkt macierzyński. Opieka i spędzanie czasu z dzieckiem sprawia jej ogromną przyjemność i robi to z radością, tym bardziej wiedząc, że matka Aurora zmarła i dziewczynka mieszka jedynie z ojcem.

    Matka Grani nie jest zadowolona ze spotkań córki z Aurorą, pochodzącą z rodziny, która wyrządziła rodzinie Grani wiele złego. To sprawia, że nadchodzi czas, by Grania poznała historię swoich przodków, a jest ona niezwykle fascynująca i pełna cierpienia, wzruszeń, ale i zwrotów akcji, miłości, przygód i wyzwań.

    (...) w dzisiejszych czasach ludzie mają zbyt duże oczekiwania. Zmieniła się hierarchia potrzeb. Małżonkowie nie muszą się już martwić, czy będą mieli dosyć jedzenia dla dzieci albo skąd wezmą następny grosz. A przede wszystkim, czy maluchy przetrwają niebezpieczną chorobę dziecięcą. Teraz nie chodzi o to, żeby w zimie mieć czym ciepło się opatulić, ale którego projektanta ciuchy najlepiej nadają się do pracy. W dzisiejszych czasach kobiety zachodniego społeczeństwa nie całują mężów na pożegnanie, nie wiedząc, czy ich jeszcze zobaczą, bo ci nie wyruszają na wojnę. Najważniejsze życiowe sprawy znacznie wyszły ponad poziom zwykłego przetrwania.
    - Teraz żądamy szczęścia. I jesteśmy przekonani, że na nie zasługujemy.

    W ten sposób przenosimy się do 1914 roku, kiedy to wybucha wojna, a ludzie żyją w ciągłym strachu. Poznajemy opowieść Mary, której ukochany walczy dla kraju i przez wiele lat nie widzi się z narzeczoną. W tym czasie Mary drży ze strachu o jego życie i modli się o bezpieczny powrót. Jednak, czy może mieć na to nadzieję w tak trudnych czasach?

    Jak wiecie, historie Lucindy Riley są wielowątkowe, poznajemy tam mnóstwo bohaterów, więc czasami można się pogubić. Tym razem autorka przygotowała dla nas drzewo genealogiczne, aby łatwiej było nam zrozumieć akcję książki.

    "Dziewczynie na klifie" zarzuca się, że jest mało wiarygodna. Ale czy nie jest tak z każdą z książek Riley? Jej opowieści są tak niezwykłe, że z trudem możemy sobie wyobrazić, że coś takiego naprawdę mogło się wydarzyć. Czy jednak to jest wada? Nie dla mnie. Sięgam po książki właśnie po to, by oderwać się od rzeczywistości, a twórczości Lucindy Riley jest do tego idealna. Z łatwością porywa mnie do swojego świata, a ja zatracam się w życiu bohaterów. 

    Autorka sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, jak wyglądały losy naszych przodków. Myślę, że dzięki niej, wiele osób zaczęło wypytywać o to, jak poznali się rodzice, dziadkowie, pradziadkowie. Jak wyglądało ich życie, z czym się zmagali, jakich cudów życia doświadczyli. Bardzo cenię sobie to w twórczości Lucindy Riley.

    "Dziewczyna na klifie" wzrusza i to wielokrotnie, bo nie brakuje w niej łamiących serca momentów, ale także takich, które na nowo napełniają nas wiarą w ludzi.

    Mogę zapewnić, że lektura książek Riley jest jak przygoda na rollercoasterze - ani na chwilę nie zabraknie Wam emocji i nie będziecie chcieli przestać czytać. Czy potrzeba czegoś jeszcze, abyście sięgnęli po "Dziewczynę na klifie"?
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros.
    Share
    Tweet
    Pin
    3 komentarze

    Wyobraź sobie, że dziennie możesz wypowiedzieć jedynie sto słów. Weź pod uwagę, że każdego dnia przeciętny człowiek wypowiada około szesnastu tysięcy wyrazów. Nie miałabyś tego problemu, gdybyś tylko urodziła się jako mężczyzna, jedynie kobiety zostały zmuszone do noszenia liczników na swoich nadgarstkach. Nie mają dla nikogo litości, nawet dla małych dziewczynek. Wyobraź sobie naukę mówienia dziecka, kiedy ty i twoja córeczka dysponujecie pulą jedynie stu wyrazów. Co się dzieje, kiedy przekroczysz ustalony limit? Porażenie prądem. Najpierw delikatne. Ale za każdym razem będzie silniejsze. Gdybyśmy żyły w rzeczywistości rodem z książki „Vox” musiałabym resztę napisać jutro, ponieważ właśnie użyłam sto wyrazów.

    Wszędzie pracują tylko i wyłącznie mężczyźni, ponieważ kobiety zostały zwolnione, aby mogły wypełniać bożą wolę i spełniać się w roli gospodyni domu. Powinnyśmy zapomnieć o większych ambicjach, słuchać męża i z radością wypełniać obowiązki domowe. Aby nastoletni chłopcy mieli szansę dostać się na studia, muszą uczęszczać na zajęcia z religioznawstwa. To właśnie tam wpaja się im zasady patriarchatu. Kobiety są stale monitorowane. Nie mają możliwości kupienia długopisu, znaczku pocztowego, ich komputery są schowane w sejfach. Nie mogą porozumiewać się za pomocą języka migowego. Nie mają nic poza tymi stoma wyrazami. Zabrano im głos, bo chciały zbyt wiele. 

    Urny wyborcze nie są dla kobiet, do których należy inna sfera życia, niesamowicie ważna i odpowiedzialna. Kobieta jest mianowaną przez Boga strażniczką ogniska domowego. Powinna uświadomić sobie w pełni, że jej rola żony i matki, rodzinnego anioła, jest najświętszym, najbardziej czcigodnym zaszczytem, jakiego mogą dostąpić śmiertelnicy, i powinna wyzbyć się jakichkolwiek wyższych aspiracji, nie ma bowiem nic równie wzniosłego, co mogłaby osiągnąć osoba śmiertelna.

    Homoseksualizm został wyeliminowany. Wystarczyło zabrać takim parom dzieci i przekazać najbliższej rodzinie do czasu, aż biologiczny rodzin zawrze "właściwy" związek małżeński. 

    Część ludzi uciekła, dopóki jeszcze było to możliwe. Mur wzdłuż granicy z Meksykiem był już gotowy, więc nie istniało wiele dróg ucieczki ze Stanów Zjednoczonych.

    Czego teraz się uczą nasze dziewczynki? Trochę dodawania i odejmowania, odczytywania godzin z tarczy zegara, rozmieniania pieniędzy. Rachunków, oczywiście. Przede wszystkim muszą umieć liczyć. Do stu.

    Autorka w podziękowaniach napisała, że przede wszystkim liczy na to, że ta książka rozbudzi w nas, czytelnikach, trochę gniewu i da nam do myślenia. I to jej się udało. Długo się zastanawiałam, w jaki sposób udało się dojść do władzy takim, a nie innym ludziom, w jaki sposób odebrano kobietom głos i sprawiono, że ludzie wierzyli, że jest to jedyne słuszne rozwiązanie. Jakim cudem ich tak omamiono? Cóż. Okazało się, że wcale nie potrzebowano do tego cudu. 

    Podobało mi się, że autorka, Christina Dalcher, nie boi się pisać wprost. To nie jest czas, żeby owijać w bawełnę. Śmiało posługuje się piórem i bezlitośnie pozbywa się wszelkiej obłudy. Nie zostawia ani odrobiny nadziei, że nie była to wina społeczeństwa. Że to nie za naszą sprawą do władzy doszli tacy ludzie. Nie pozwala się skrywać i udawać, że nie wiedzieliśmy, do czego to doprowadzi. Jest surowa i ostra. 

    "Vox" zmusza nas do refleksji. To nie jest lekka książka. Ta dystopijna opowieść wzbudzi w was mnóstwo emocji i mam nadzieję, że zastanowicie się dłużej nad jej przesłaniem. Być może "Vox" wywoła dyskusje o prawach kobiet. Musimy dyskutować. Musimy używać swojego głosu. Głosować. Póki jeszcze możemy, bo jak to świetnie pokazuje "Vox", szybko może nam zostać odebrana nawet zdolność mowy. 

    Ta historia mną wstrząsnęła i to mocno. Dawno nie czytałam z takim przerażeniem w oczach. Stale zastanawiałam się, co by było, gdybym musiała żyć w takiej rzeczywistości. Czy dałabym radę? Kobiety w "Vox" musiały sobie poradzić. Musiały przede wszystkim wspierać swoje córki. I pięknym przykładem takiego działania jest Jean McClellan, która zostaje zmuszona do współpracy z rządem. Robi wszystko, aby przywrócić córeczce głos. Zastanawia się, czy byłaby zdolna do zabicia człowieka. Niedługo później nie musi się już zastanawiać.

    Myślę, że nie muszę Was przekonywać do sięgnięcia po "Vox". To książka z typu "MUST READ". Niewiele jest tytułów, które wybrałabym jako te, które koniecznie trzeba przeczytać, ale przy "Vox" nawet się nie waham. Ta opowieść uświadamia tak wiele, pokazuje, jak mogłoby wyglądać nasze życie, jak łatwo jest odebrać nam głos, uświadamia, w jaki łatwy sposób można manipulować całym społeczeństwem. To nie jest książka, przy której się rozerwiecie. To książka, o której na długo nie zapomnicie. 

    Przyznaję cztery kostki czekolady i gorąco zachęcam do przeczytania "Vox".
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza.
    Premiera "Vox" zaplanowana jest na 27 lutego.
    Share
    Tweet
    Pin
    7 komentarze

    "Ucieczka z martwego życia" zachęca okładką, intryguje tytułem, ciekawi opisem. Zapowiada się na naprawdę dobrą książkę, ale niestety mnie rozczarowała.

    Brenner to nauczyciel muzyki oraz niemieckiego. Kiedyś grał w zespole, jednak wyrzucono go z niego, z czym do tej pory nie może się pogodzić. Solidarnie razem z nim odszedł Charlie, czarnoskóry Niemiec i zarazem najlepszy przyjaciel Brennera. 

    Życie nauczyciela muzyki ma odmienić niezwykle utalentowany uczeń - Rauri. Brenner już planuje, że będzie jego menadżerem i wróci do świata muzyki i wielkich pieniędzy. Jak to wszystko się potoczy?

    Nie wiemy, dlaczego śnimy, a często także, dlaczego nie pamiętamy, co nam się śniło. Nie wiemy, czy gdzieś tam czeka na nas wielka miłość. Nie wiemy, czy gdzieś tam czeka na nas tysiąc wielkich miłości. Nie wiemy, kiedy umrzemy, a także nie wiemy dlaczego. Nie wiemy, czy umrzemy osamotnieni, czy szczęśliwi.
    Naszą egzystencją jest cały kosmos niewiedzy. W zasadzie mamy życie do dupy, jako że końcem jest śmierć, a przez to koniec jest zawsze zły. Wszystko, co możemy zrobić, to wyprzeć ten fakt i mieć nadzieję, że nie będzie tak źle. Naszym zdaniem może być tylko jedno: zakłamywanie własnej niewiedzy. Musimy zapomnieć, aby nie zwariować. Musimy odpuścić. Musimy poddać się życiu, bezbronnie wydać się na jego pastwę, aby nie oszaleć.
    Nasze możliwości jako ludzi są ograniczone. Możemy sobie pooglądać trochę telewizję, popieprzyć, wyjść na miasto i stworzyć nieco sztuki, ale prawdopodobnie nawet Requiem Mozarta czy Hamlet widziane z kosmosu są odpadkami, ludzkimi odpadkami, nad którymi istoty wyższe czy każda pozaziemska inteligencja tylko pokręcą głową.
    Co więc należy robić? Naćpać się do imentu? Zabić? Oglądać telewizję i mieć nadzieję, że jakoś to w miarę spokojnie minie?
    Uważam, że śmiech to właściwa reakcja, być może najlepsza. I być może miłość (...)

    Obiecano nam piękną, wakacyjną opowieść o tym, że wszystko jest możliwe. A co dostaliśmy? Historię może i z ważnym przesłaniem, jednak podaną w nudnej i mało interesującej formie. Nigdy nie czytałam tak długo książki, a raczej nie męczyłam się tak długo z książką, jak z "Ucieczką z martwego życia".

    Narrator, a jednocześnie autor, ujawnia nam się kilka razy i zdradza szczegóły powstawania książki, jego rozmowy z Brennerem, ustalanie szczegółów, intymne rozmowy. To nadaje wyjątkowego klimatu książce, jednak nie zmienia faktu, że fabuła nie wciąga. Mamy kilka dziwnych sytuacji, jak uczeń z bronią, opis dwa razy przejechanego psa, czy życiowa podróż bohaterów do Stambułu, podczas której siłą napędową są narkotyki, więc nie brakuje adrenaliny.

    Mimo to ta książka nie przypadła mi do gustu. Autor chciał nam opowiedzieć wzruszającą historię o tym, że nawet kiedy nasze życie jest szare i nudne, a na horyzoncie nie widnieje żadna szansa na zmiany, to zawsze jest nadzieja. Możemy uciec z naszego martwego życia, a możliwość na tę ucieczkę, odmianę, może pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Niemniej sposób w jaki Benedict Wells to przekazał, sprawił, że ziewałam na co drugiej stronie. Tak, wiem, że ta książka to jedna wielka metafora, ale dla mnie jest mało interesująca.


    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza.
    Share
    Tweet
    Pin
    5 komentarze

    Niejedna z nas omawiając w szkole romantyczną, ale i tragiczną historię Romea i Julii, marzyła, by przeżyć coś takiego na własnej skórze. Która z nas nie chciała grać rolę Julii w szkolnym przedstawieniu? I wreszcie - która z nas nie chciałaby odnaleźć swojego Romea?

    Dzięki powieści Anne Fortier po raz kolejny możemy zatracić się w średniowiecznej opowieści o dwójce nieszczęśliwych kochanków, jednak teraz poznamy ją lepiej.

    Julie Jacobs to młoda Amerykanka. Kiedy umiera jej ukochana babcia, cały jej świat wywraca się do góry nogami. Babcia cały spadek przekazuje jej siostrze bliźniaczce, co zaskakuje Julie, ale to jeszcze nie koniec niespodzianek. Zmarła zostawiła jej list, w którym wyjaśniła część rodzinnej tajemnicy. Resztę Julie musi odkryć sama... we Włoszech. Tam ma też czekać na nią tajemniczy skarb.

    Rodzice bliźniaczek zmarli, kiedy te były małymi dziećmi. Fakt ten znacznie utrudnia wyjaśnienie rodzinnego sekretu. Julie nie ma wyboru - brak jej pieniędzy, dlatego jedynym ratunkiem wydaje się odnalezienie cennego skarbu.

    Julie odkrywa, że jej losy są związane z legendarną historią Romea i Julii. Okazuje się, że dziewczyna pochodzi w prostej linii od szekspirowskiej Julii. Choć nie do końca szekspirowskiej. Wydarzenia opisywane przez Szekspira miały miejsce, lecz nie w Weronie, a w Sienie.

    Zadaniem Julie jest zdjąć koszmarną klątwę z obu rodów oraz odnaleźć swojego Romea. Nie jest to takie łatwe, jak się wydaje. Julie grozi poważne niebezpieczeństwo, nie może ufać nawet swoim bliskim. Na oku ma ją również włoska mafia...

    Czy jej przeznaczenia nie spisano setki lat temu? 

    Szekspir nie był Bogiem. Nie stworzył cię i nie ma wpływu na twoje życie. Ty go masz.

    "Julie" to moja kolejna ukochana książka. Zakochałam się w tej opowieści już podczas czytania prologu. Wiedza autorki o losach tragicznych kochanków jest imponująca, ale to pomysł na wykorzystanie tej wiedzy najbardziej zachwyca czytelnika. Takich książek powinno być więcej!

    Wydarzenia rozgrywane w teraźniejszości są przemieszane z historią, która wydarzyła się w XIV wieku. Anne Fortier opisała tak barwnie Sienę, zarówno tę średniowieczną, jak i współczesną, że na zawołanie mogę przywołać obraz tego miasta. A ten klimat! Naprawdę, całą sobą przeżywałam tę akcję, wczułam się niesamowicie.

    Jeśli chodzi o bohaterów, to jeszcze przed Julie domyśliłam się, kto jest jej Romeem. Dziewczyna wydawała się mieć klapki na oczach. :) Natomiast swoją osobowością oczarował mnie brat Laurenty, którego nie sposób go nie polubić.

    Zatem zmarłam, jak było mi przeznaczone, gdy skończyły się moje kwestie. Znowu wpadłam w otchłań stworzenia.

    Ta książka to prawdziwa gratka dla fanów "Romea i Julii", ale i możliwość odświeżenia tej historii i poznania jej z zupełnie innej strony. Co ciekawe, autorka przyznaje, że długo pracowała nad tą książką, część wydarzeń jest fikcyjna, ale nie wszystkie. Najwcześniejsza wersja "Romea i Julii" naprawdę wydarzyła się w Sienie. Wiedzieliście o tym?

    Na początku każdego rozdziału znajduje się cytat z dramatu Szekspira, odnoszący się do treści zdarzeń, o których będzie mowa na najbliższych stronach.

    W "Julie" znajdziecie i romans, i kryminał, a nawet poczujecie dreszczyk grozy. Oczywiście elementy powieści historycznej też się tam znajdują. 

    Ta książka całkowicie podbiła moje serce i wiem, że będę do niej wracać wielokrotnie. Mam nadzieję, że zapragniecie poznać losy Romea i Julii jeszcze dokładniej, właśnie dzięki książce Anne Fortier.

    Od 2011 mówi się o zekranizowaniu współczesnej historii Julii, właśnie na podstawie opowieści Fortier. Niestety wciąż są to plany.

    Przyznaję cztery kostki czekolady, a gdybym mogła to dałabym i całą tabliczkę czekolady. :)



    Share
    Tweet
    Pin
    6 komentarze
    Dobrą książkę można rozpoznać po kilku rzeczach, m.in. po ilości zaznaczonych mądrych cytatów. Czytając "Jak zatrzymać czas" znalazłam tak wiele pięknych zdań zmuszających do refleksji, że mogłabym nimi wypełnić cały zeszyt. To zdecydowanie bardzo dobra i przede wszystkim mądra historia. A o czym opowiada?

    Tom starzeje się i zdecydowanie nie jest nieśmiertelny. Na czym więc polega jego fenomen? Rok życia normalnego człowieka to u niego około piętnastu lat. Starzeje się o wiele wolniej, jego organizm jest odporniejszy niż u zwykłego mężczyzny, więc rzadziej choruje. Urodził się w 1581 roku i nie tyle widział historię, ile ją przeżył. Jego matkę zabito, bo uznano ją za czarownicę, która zapewnia młodość swojemu synowi. Przy życiu utrzymuje Toma jedynie obietnica, którą złożył swojej matce, że będzie żył i cieszył się każdym dniem.

    Byłem w swoim życiu tak wieloma osobami i odgrywałem tak wiele ról. Nie jestem osobą, a całym tłumem zamkniętym w jednym ciele. 



    Dlaczego Tom nie docenia daru, który otrzymał od losu? Prowadząc tak długie życie, trzeba wyrzec się wielu rzeczy, np. miłości. To pierwsza zasada - żadnego zakochiwania się. Najlepiej w ogóle nie przywiązywać się do ludzi, w końcu oni odejdą, a Ty zostaniesz samotny i zraniony. Co grozi w przypadku niezastosowania się do powyższej reguły? Można popaść w obłęd. Jednak, czy życie bez bliskości ludzi, bez ich towarzystwa, nie sprawi, że człowiek i tak zwariuje, tyle że z samotności?

    Tom kochał tylko raz w swoim życiu, a miłość ta odcisnęła na nim ogromne piętno. Kiedy Twoja ukochana starzeje się w oczach, kiedy Twoja córka wygląda na starszą od Ciebie i nie możesz zapewnić bezpieczeństwa swojej rodzinie, taki dar staje się przekleństwem.

    O to właśnie chodzi z przyszłością. Nic o niej nie wiesz. W pewnym momencie musisz zaakceptować to, czego nie wiesz. Musisz przestać przerzucać kartki do przodu i po prostu skoncentrować się na stronie, na której jesteś.

    "Jak zatrzymać czas" najpierw uwiedzie Was przepiękną szatą graficzną. Gdy zaczęłam czytać tę książkę, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Od pierwszej strony czułam pasję tej historii i chciałam jak najszybciej ją poznać w całości. W tej książce przeszłość (i to przeszłość przez duże P, bo mówimy o czasach od XVI wieku) przeplatana jest z teraźniejszością, gdzie Tom nie ma już chęci do życia, jest zmuszony do rozpoczęcia kolejnego rozdziału życia z nową tożsamością. Dzięki narracji pierwszoosobowej poznajemy dogłębnie uczucia towarzyszące głównemu bohaterowi. A na przestrzeni tak wielu lat, dzieje się naprawdę dużo. "Jak zatrzymać czas" to taka lekcja historii dla opornych, otoczona fabułą i ciekawymi postaciami stała się fanatyczną książką, którą nie mogę przestać się zachwycać. 

    W pewnym sensie autor zaskoczył mnie, ponieważ znałam go jedynie z książek dla dzieci, np. "Dziewczynka, która uratowała Gwiazdkę". Tak jak wspomniałam na początku, "Jak zatrzymać czas" przekazuje nam wiele mądrości życiowych, które za pomocą wyjątkowego stylu autora, stały się pięknymi aforyzmami.

    Polecam każdemu bez wyjątku tę książkę, zapewniam, że spędzicie z nią wspaniały czas. Ja do tej historii z pewnością wrócę i to niejednokrotnie.

    Premiera książki 16 kwietnia.

    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.



    Share
    Tweet
    Pin
    14 komentarze
    Starsze Posty

    Polecany post

    Bookstagram. Jak zacząć?

    2 października 2018 roku minął rok odkąd prowadzę bookstagrama. Zakładając konto na Instagramie, nie przypuszczałam, że osiągnie ono tak ...

    Wybierz coś dla siebie

    • Kalendarze/dzienniki (4)
    • Kryminał/sensacja/thriller (38)
    • Literatura dla dzieci (2)
    • Literatura fantastyczna (40)
    • Literatura historyczna (14)
    • Literatura kobieca (243)
    • Literatura młodzieżowa (93)
    • Literatura piękna (1)
    • Literatura współczesna (7)
    • Literatura świąteczna (14)
    • Patronat (36)
    • Poezja (4)
    • Reportaż (1)
    • artykuł (14)
    • cytaty (23)
    • hate-love (19)
    • wywiad (4)

    Najpopularniejsze

    • Moje ulubione cytaty z książek (I)
      Ponieważ na moim Instagramie zdjęcia z cytatami są Waszymi ulubionymi postami, postanowiłam podzielić się z Wami jeszcze większą ilości...
    • Fale i echa
      Jej życie jest pełne lęku przed śmiercią. Jego życie jest pełne śmierci. Nina ma 21 lat i studiuje w Warszawie pedagogikę wczes...
    • Córka gliniarza
      Indy wpadła w prawdziwe tarapaty. Strzelanina pod jej księgarnią nie wróży niczego dobrego. Jej pracownik zgubił torbę pełną brylantów,...

    Archiwum

    • ▼  2026 (7)
      • ▼  lipca (2)
        • Fever Dream
        • Miłość na pełny etat
      • ►  czerwca (3)
      • ►  kwietnia (2)
    • ►  2025 (9)
      • ►  listopada (1)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  lutego (3)
    • ►  2024 (27)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (1)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (1)
      • ►  marca (2)
      • ►  lutego (3)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2023 (25)
      • ►  listopada (2)
      • ►  października (2)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (1)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (1)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (2)
    • ►  2022 (42)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (5)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (5)
      • ►  czerwca (2)
      • ►  maja (4)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2021 (51)
      • ►  grudnia (9)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (1)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  maja (6)
      • ►  kwietnia (3)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (5)
    • ►  2020 (71)
      • ►  grudnia (5)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (10)
      • ►  września (12)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (5)
      • ►  marca (13)
      • ►  lutego (10)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2019 (54)
      • ►  grudnia (1)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (2)
      • ►  sierpnia (6)
      • ►  lipca (7)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (7)
      • ►  lutego (15)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2018 (85)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (6)
      • ►  września (9)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (19)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (8)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  marca (6)
      • ►  lutego (6)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2017 (65)
      • ►  grudnia (7)
      • ►  listopada (7)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (9)
      • ►  czerwca (8)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (4)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2016 (21)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (8)
      • ►  października (9)
    Instagram

    Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates