Co jeśli...
Czwórka przyjaciół z dzieciństwa, kiedyś nierozłączni, dziś z tej paczki została tylko dwójka - Cal i Rae. Richelle podobno studiuje gdzieś daleko, a Nicole... Nicole zniknęła i zerwała z nimi kontakt. Oficjalna wersja jest taka, że Nicole studiuje na Harvardzie. Ale kiedy podczas jednej z imprez Cal spotyka pewną dziewczynę, zaczyna w to wątpić.
Nagle wszystko stało się dziwnie zamazane - nie mogłem odwrócić wzroku. Spoglądałem w najbardziej niesamowite błękitne oczy na świecie. Mógłbym stać na środku ulicy jak skończony idiota i gapić się w nie przez całą noc. Wiedziałem, że jestem do tego zdolny, bo znałem te oczy - już kiedyś się w nie wpatrywałem.
Co jeśli...
Cal nie potrafi tego racjonalnie wytłumaczyć. Stawia sobie za cel dowiedzenie się, co stało się z Nicole i kim jest Nyelle.
Masz miesiąc (...). W ciągu miesiąca musisz dowiedzieć się, co jej się przydarzyło.
Co jeśli...
"Co jeśli..." to fantastyczna historia. Nie mogę narzekać na brać oryginalności. Autorka po raz kolejny się spisała. Po serii "Oddechy", podczas której czytania wylałam hektolitry łez, wydała "Co jeśli..." i znowu pokazała swoje niezwykłe umiejętności pisarskie.
W podziękowaniach Donovan pisze: "Co jeśli... opowiada o miłości, stracie i przyjaźni, przede wszystkim zaś o danej przez los drugiej szansie, by coś zmienić. O rozpoznawaniu tych chwil w życiu, w których podejmuje się decyzje przesądzające o przyszłości. O docenianiu owych momentów i przeżywaniu każdego dnia ze świadomością, że zawsze można dokonać wyboru, który uczyni świat lepszym. O tym, że stale można rozpoczynać na nowo... dowolnego dnia. Wszystko po to, żeby czuć się szczęśliwym, żeby być tym, kim mamy być. To książka po prostu o byciu szczęśliwym." I ja nie mam tutaj nic więcej do dodania, poza tym, że "Co jeśli..." zdobywa cztery kostki czekolady.

70 komentarze