W rytmie passady
Zawsze sądziłam, że pisanie o tańcu jest wyzwaniem, któremu nie każdy pisarz podoła. Czytelnik musi dokładnie wyobrazić sobie każdy ruch tancerzy, dlatego autor ma obowiązek bardzo obrazowego pisania. Tym bardziej chciałam przeczytać "W rytmie passady", aby dowiedzieć się, czy udało się Annie Dąbrowskiej podołać temu trudnemu zadaniu, jakim jest książka o kizumbie.
Julita ma za sobą traumatyczne wydarzenia, które sprawiły, że wraz z matką przeprowadziła się z Sopotu do Warszawy, odcinając się od dawnego życia. Beztroskie lata pełne śmiechu i zabawy ma już dawno za sobą. Mimo młodego wieku nastolatka zrezygnowała z normalnego życia, ukrywając się za paraliżującym ją strachem.
Jedno złe wydarzenie nie powinno aż tak bardzo zaważyć na moim życiu. Powinnam odrodzić się na nowo i spróbować zawalczyć o siebie, nim będzie na to za późno...
Marcel, odwiedzając swoją matkę w szpitalu na oddziale onkologicznym, czuje się coraz gorzej. Nie potrafi pomóc ukochanej mamie. Potrzebuje pieniędzy, aby chociaż uśmierzyć jej ból. To wtedy dzwoni do niego jego przyjaciel Kuba z informacją o konkursie tańca w podziemiach, gdzie do wygrania jest spora gotówka, a on już nawet znalazł Marcelowi tancerkę.
Marcel próbuje przekonać Julitę do wspólnej nauki kizumby, ale jak namówić dziewczynę, która panicznie boi się jakiegokolwiek dotyku ze strony mężczyzny, do zatańczenia tak seksownego tańca? Tym bardziej że Marcel jest dla niej obcym człowiekiem.
Skrywała w sobie jakąś tajemnicę, chociaż bardzo nie chciała dać po sobie tego poznać, ale ja dobrze rozpoznałem smutek w jej oczach.
Kiedy Julita zgadza się na próby kizumby, robi to dla siebie. Chce pokonać swój lęk, ale już pierwszy trening pokazuje, że to nie będzie łatwe. Napady paniki, płacz i wymioty powodują, że zarówno Marcel, jak i Julita tracą jakiekolwiek nadzieje. Jednak po chwili przerwy dalej walczą. Starają się przełamać bariery. I widać tego efekty. Julita powolutku otwiera się na Marcela, darzy go zaufaniem, a jej ruchy stają się odważniejsze.
Nasza muzyka ukryta jest w tobie, Jula. Podążaj za mną. Usłysz rytm passady, który nosisz w sobie.
"W rytmie passady" to niezwykła książka. Czytaliście kiedyś opowieść o tańcu? Oglądaliście na pewno, ale czy czytaliście? Pewnie nie. Jak wspominałam na początku tej recenzji, jest to ogromne wyzwanie, ale autorka sprostała temu zadaniu.
Nie znoszę książek, w których główna bohaterka od lat zmaga się z poważnym problemem, a tu nagle w jej życiu pojawia się przystojniak, który jak za pomocą czarodziejskiej różdżki, w jednej chwili sprawia, że wszystkie zmartwienia dziewczyny znikają. To fikcja literacka, a ja lubię historie, które trzymają się rzeczywistości. Na szczęście Anna Dąbrowska jest inteligentną pisarką i nie trzyma się schematów. Tutaj wyraźnie widać walkę Julity ze swoimi słabościami. Nie jest łatwo. Jeden dotyk Marcela nie sprawił, że dziewczyna nagle się przemogła i została uzdrowiona.
Jest taki taniec, który nazywa się życiem. Nigdy nie wiesz, jak potoczy się twoja historia.
Kiedy w "W rytmie passady" nasi bohaterowie tańczą, podają nam tytuł piosenki, którą od razu włączałam, aby jeszcze lepiej wczuć się w akcję i wyobrazić sobie ich ruchy w rytm kizumby.
Podsumowując "W rytmie passady" to wyjątkowa książka, która nie trzyma się żadnych schematów. Nie sposób poczuć nudę, czytając ją. Ta opowieść rozpala czytelnika do czerwoności i nawet Ci najbardziej oporni, nagle zaczynają myśleć, czy i oni nie spróbowaliby tańczyć. Do tego całkowicie nieprzewidywalne zakończenie, którego zupełnie się nie spodziewałam i nie tak je sobie wyobrażałam. Ta książka jest niespodzianką. Pozytywną niespodzianką. Jak najbardziej zasłużone są cztery kostki czekolady.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
Szczęście mierzy się ilością uśmiechów i rytmem bicia naszych serc, przypominającym tempo tańczenia passady.



23 komentarze