Myślę, że Leisy Rayven nie trzeba Wam przedstawiać. Jej dwie książki stały się bestsellerami na całym świecie. "Zły Romeo" oraz "Zła Julia" doprowadzały do szaleństwa czytelniczki w każdym wieku. Ostatnią częścią tej trylogii jest "Złe serce". Kiedy dowiedziałam się, że nie dotyczy ona bezpośrednio losów Ethana i Cassie jednocześnie odetchnęłam z ulgą, ale i przeraziłam się. Cieszyłam się, że nie będzie to kolejna książka pisana na siłę, przeciąganie historii bohaterów, która już dawno powinna być zakończona. Jednocześnie obawiałam się, że autorka nie podoła temu trudnemu zadaniu, jakim jest przebicie jakże romantycznej i emocjonującej opowieści o Ethanie i Cassie. I tak pełna obaw sięgnęłam po "Złe serce" i kompletnie odleciałam.
Znacie to uczucie, kiedy czytacie pierwszą stronę książki i od razu czujecie chemię? Czujecie, że to jest właśnie to, czego szukaliście? Że po prostu to będzie dobra książka? Tak miałam ze "Złym Sercem", tu wszystko grało od samego początku.
Jeśli czytaliście poprzednie części, znacie dobrze Elissę - siostrę Ethana, która pracuje jako inspicjentka w teatrze. To bardzo atrakcyjna młoda kobieta, jednak od mężczyzn trzyma się z daleka, a już szczególnie nie znosi aktorów. Sparzyła się trzykrotnie i nie zamierza kolejny raz popełnić tego samego, jakże bolesnego błędu.
Kiedy zgodziła się na pracę przy nowym przedstawieniu, nie miała pojęcia, że będzie musiała się zmierzyć z miłością swojego życia - Liamem. Z jedynym mężczyzną, którego kochała i tak naprawdę mimo tego, jak ją zranił, wciąż go kocha.
W jakiś sposób udało mi się zapomnieć o bólu, który mi sprawił, być może dlatego, że w równym stopniu mam pretensje do siebie i do niego. Ale pożądanie? Ono wciąż bucha, niwecząc mój spokój, rozbijając go w drobny mak niczym słoń w składzie porcelany.
Ich pierwsze spotkanie przyprawia ją o nawrót wspomnień, a wtedy i my poznajemy tę krótką, ale jakże piękną historię uczucia, które po 6 latach wciąż się tli. A fakt, że Liam zaręczony jest z jedną z atrakcyjniejszych kobiet w całym Hollywood, nie pomaga Lissie.
Ja naprawdę nie wiem, jak Leisa Rayven to robi, ale jej książki wzbudzają we mnie cały wachlarz emocji. Uwierzcie mi, że podczas 4 godzin czytania płakałam, bo wzruszających momentów nie brakowało, śmiałam się, bo niektóre teksty bohaterów były bardzo zabawne, denerwowałam się, kiedy akcja nie toczyła się po mojej myśli, a nawet wiłam się z niecierpliwości i napięcia. A dzieje się tam dużo! Książkę przeczytałam na raz, a po dotarciu do podziękowań autorki, chciałam zacząć ją od nowa. I zrobiłam to moi drodzy.
"Złe serce" to nie tylko historia wielkiej miłości, ale i dowód na to, że warto wierzyć w przeznaczenie. Autorka pokazuje nam, że prawdziwego uczucia nie nadszarpnie ani czas, ani odległość. Widzimy tu też, że sława wcale nie jest taka wspaniała, jak nam się wydaje, a życie pełne jest poświęceń, przez które cierpimy.
Jak szybko można się zakochać?
W sekundę? W tydzień? W rok?
W sekundę? W tydzień? W rok?
To jak pytać, ile czasu trwa zasypianie. Niektórzy chrapią, kiedy tylko przyłożą głowę do poduszki. Inni godzinami leżą w ciemnościach i dopiero gdy gonitwa myśli na moment ustaje, wkrada się sen i wciąga ich w swoje odmęty.
Tak właśnie wyobrażam sobie proces zakochania. Niektórzy zakochują się tak łatwo, że sprawiają wrażenie nieustraszonych. Kochają odważnie i bez ograniczeń.
Podsumowując "Złe serce" szybko stała się jedną z moich ulubionych książek i na głowę bije historię Ethana i Cassie. Czekam na kolejne powieści tej autorki i pokładam w nich naprawdę spore nadzieje. Jeśli szukacie emocjonujących historii, które wbiją Was w fotel i sprawią, że będziecie czytać z otwartymi ustami - polecam "Złe serce" z całego serca. Cztery kostki czekolady to za mało dla takiej książki... Książki dobre jak czekolada? Gdybym miała wybrać między "Złym Sercem" a czekoladą, nie wahałabym się.
Ps. Liam to mój książkowy mąż i kropka. 😂
"Złe Serce" ukaże się w księgarniach 10 stycznia, a już teraz zachęcam Was do zamawiania swoich egzemplarzy.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.
"Złe Serce" ukaże się w księgarniach 10 stycznia, a już teraz zachęcam Was do zamawiania swoich egzemplarzy.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.
18 komentarze