Korona na zawsze


Trzeci tom serii "Royals" był przeze mnie długo wyczekiwany. Jednak gdy sięgnęłam po zakończenie tej historii - zawiodłam się. Od początku seria ta nie była niezwykle ambitna, ale jednak wciągnęłam się i czytałam zainteresowana. Były momenty, kiedy akcja mnie całkowicie pochłaniała - były też takie, gdy miałam dość głównych bohaterów.

W trzecim tomie oczekujemy ostatecznych deklaracji i decyzji między księciem Alexandrem a Clarą. Przewidujemy, że skończy to się niczym bajka - przepięknym ślubem i słowami „i żyli długo i szczęśliwie". Jednak żeby nie było zbyt słodko, na naszych bohaterów czekają niemałe problemy.

Przeszłość upomina się o Clarę, a ona sama nie jest bezpieczna, mimo całej ochrony, jaką zapewnia jej narzeczony. Między zakochanymi też zaczynają pojawiać się napięcia. Alexander ma mnóstwo obowiązków i coraz rzadziej się widują. W dodatku Clara ma wątpliwą przyjemność poznać jedną z dawnych partnerek jej ukochanego. Kobieta na nowo wkracza w życie Alexandra i nie zamierza ponownie zniknąć.

Czy ślub oraz szczęśliwe zakończenie będzie miało miejsce?

Alexander miał nade mną władzę i nie mogłam temu zaprzeczyć, tak samo jak nie mogłam zakwestionować tego, że potrzebuję powietrza do życia. Wkurzał mnie, ale ten gniew tylko nasilał moje pragnienie. Wiedział o tym. Wiedział, że ma nade mną kontrolę.

Niestety, a trzecim tomie pojawiło się o wiele więcej znanych nam schematów oraz typowych sytuacji. Nic nie mogło mnie tam zaskoczyć, widząc, że docieram do trzeciej czwartej objętości książki, wiedziałam, że czeka mnie jakiś kryzys. Brakowało tam jakichś nowych elementów, które mogłyby zaciekawić czytelnika. Kłótnie głównych bohaterów i ich problemy, zamiast fascynować, stały się po prostu irytujące. To, co podobało mi się w pierwszym i drugim tomie, odeszło w niepamięć. Niestety. A przecież można było to dobrze rozegrać. Owszem, wiem, że po tym gatunku nie można wiele oczekiwać poza rozgrywką i chwilą ucieczki od rzeczywistości, przeniesienia do pięknego świata, wręcz nierealnego. Ale jednak chciałabym, aby autorka włożyła w to zakończenie nieco wysiłku i utrzymała, jeśli nie podwyższyła, poziom z poprzednich tomów. Zbyt często zdarza się, że autor zaczyna dobrze, a kończy byle jak. Dlaczego? Zabrakło weny, pomysłów, siły, chęci, a może czasu? Nie wiem, co tutaj zawiniło, ale niestety, jestem rozczarowana "Koroną na zawsze" i nagradzam ją jedynie dwoma kostkami czekolady.




Może zainteresuje Cię również

3 komentarze

  1. nie jest to gatunek książek po jaki sięgam, więc nie będę marnować czasu, tym bardziej, że utarte schematy zdecydowanie mnie zniechęcają.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety książka nie przypadła mi do gustu..

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie w ogóle nie ciągnie do tej historii. Coś czuję, że więcej bym się przy niej irytowała, niż czerpała przyjemność :/

    weronikarecenzuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za aktywność na blogu. :)