Wkręceni


Zanim przeczytasz tę książkę, musisz wiedzieć trzy rzeczy:
Po pierwsze, szuka mnie policja, żeby oskarżyć o morderstwo.
Po drugie, nikt nie wie, kim jestem. Ani jak to zrobiłem.
Po trzecie, jeśli odkryjesz moją tożsamość, będziesz następną ofiarą.
A kiedy przeczytasz tę książkę, zobaczysz, że prawda jest o wiele bardziej pokręcona...

"Wkręceni" to książka, która od początku zapowiadała się naprawdę dobrze. Już sam prolog wywołał we mnie mnóstwo emocji, a im dalej, tym było ich więcej. Czy do końca było tak dobrze? Niestety nie.

Akcja zaczyna się od pogrzebu sławnego pisarza. JT LeBeau był tak znany za życia, że na jego uroczystościach pogrzebowych mowę wygłaszał sam Stephen King. Celem narratora jest zabicie jednej z czterech osób, które znają prawdziwą tożsamość JT LeBeau — pisarz bowiem od początku ukrywa swoje prawdziwe "ja".  Dwie z tych czterech osób już nie żyją, a teraz czas na trzecią.

Po tym wprowadzeniu cofamy się cztery miesiące i poznajemy Marię, która odnajduje dokumenty jej męża, wskazujące na to, że mężczyzna ma na koncie 20 milionów. Po krótkim dochodzeniu, wraz ze swoim kochankiem, dochodzą do wniosku, że mąż Marii może być słynnym JT LeBeau. Co Maria może zrobić z tym faktem, skoro i tak chce odejść od męża? Możliwości jest wiele, a kobieta jest zdeterminowana, by zdobyć część fortuny małżonka.

W tym miejscu akcja się jeszcze bardziej rozkręca, momentami wręcz pędzi od jednego zwrotu akcji do kolejnego. Przyznaję, że nie kojarzę żadnej innej książki, w której by działo się tak dużo. Na początku każdy kolejny zwrot akcji wywoływał we mnie ogromne zdziwienie, bo naprawdę się go nie spodziewałam. Niestety, im więcej takich zamieszań w fabule, tym łatwiej czytelnikowi się pogubić. Mam wrażenie, że autor zdecydowanie przedobrzył. Chciał dobrze i z początku mu to wychodziło, jednak z czasem te niespodziewane zwroty akcji stawały się przewidywalne i wręcz nudne. Odkładając "Wkręconych" sama nie wiedziałam, co myśleć o tej powieści. Nie czułam się "wkręcona", a raczej mocno skołowana i zagubiona w fabule.

Postaciom naprawdę nie można ufać, bo szybko zagrają nam na nosie. Zresztą w prologu już jesteśmy uprzedzeni, by nie wierzyć w żadne słowo, jakie tu przeczytamy. Ale czy to w ogóle możliwe?

Trzeba przyznać, że jakiekolwiek przewidywania i próby odgadnięcia zakończenia są bezsensowne, jego nie sposób się domyślić. W każdym rozdziale czeka na nas jakaś niespodzianka. Dosłownie. Tylko czy nie jest tak, że gdy codziennie dostajemy niespodziewany prezent, to po pewnym czasie staje się to przewidywalne i po prostu nudne? Wydaje mi się, że ten przykład jak najlepiej opisuje "Wkręconych".

Moim zdaniem Steve Cavanagh wykorzystał w jednej książce pomysły na fabułę i zwroty akcji, które mogłyby zaspokoić trzy powieści.

Zdecydowanie jest to oryginalna książka, nie da się zaprzeczyć. Ale jak dla mnie jest już zbyt pokręcona i zawiła.

Mam problem z oceną "Wkręconych", bo wciąż mam mieszane uczucia. Z jednej strony wiem, że trzeba nagrodzić pomysłowość autora, a z drugiej czuję, że nie jest to powieść, do której będę wracać. Trzy kostki czekolady powinny być dobrym kompromisem.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Może zainteresuje Cię również

5 komentarze

  1. Zaciekawiłaś mnie tą książką! Wpisuję ją na moją listę "do przeczytania" Aktualnie chcę kupić "Leonardo da Vinci"-Isaacson Walter, może czytałaś?
    https://paniodsztuki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie jestem na początku lektury tej książki i już naprawdę mnie wciągnęła. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Interesująca recenzja, chętnie sięgnę po tą książkę :)

    https://xgabisxworlds.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Tę książkę mam już na oku od jakiegoś czasu :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za aktywność na blogu. :)