Początek wszystkiego

„Początek wszystkiego” zachwyca już samym tytułem. Potem czytelnik jest oczarowany szatą graficzną. I kiedy już sobie myśli, że treść jest na pewno jeszcze bardziej spektakularna, czeka go rozczarowanie. Bo ta książka, to największy gniot tego roku. Totalnie przereklamowana opowieść. Jedno wielkie rozczarowanie. Ale zastanówmy się, dlaczego tak się stało?

Czasem myślę sobie, że na każdego czai się jego osobista tragedia. Że ktoś, kto właśnie kupuje mleko w piżamie albo dłubie w nosie na światłach, może być sekundę od katastrofy. Że każde życie, nieważne, jak zwyczajne, ma tę jedną chwilę, kiedy staje się wyjątkowe - chwilę, po której wydarzy się wszystko, co naprawdę ma znaczenie.

Ta historia miała potencjał. I pewnie większość z Was też nabrała się na piękne opakowanie i interesujący opis na tyle książki. Pierwsze rozdziały nie są takie złe. Poznajemy Ezra i jego przyjaciela Tobyego, którzy w dzieciństwie przeżyli cóż... dość niezwykłą historię. Poczas wycieczki do Disneylandu na jednej z kolejek mężczyzna siedzący przed nimi wstał, w wyniku czego jego głowa została oderwana i wylądowała na Tobym. Tak, po czymś takim może się odechcieć wszelkich atrakcji.

W każdym razie to wydarzenie było początkiem wszystkiego Tobiego. A co było tym etapem u Ezra? Tego mamy się dowiedzieć.

Moja własna tragedia czekała na odpowiedni moment. Chciała uderzyć, kiedy już przyzwyczaję się do całkiem niezłego życia na zwyczajnych przedmieściach i przestanę oczekiwać, że przytrafi mi się coś ciekawego. Dlatego kiedy moja osobista tragedia wreszcie mnie znalazła, było już prawie za późno.

Ezra po tym wypadku w Disneylandzie stał się popularny w szkole. Objął stanowisko przewodniczącego, chodził z najpiękniejszą dziewczyną w szkole, był wspaniałym sportowcem i cieszył się licealnym życiem, do czasu...



Podczas jednej z imprez przyłapał swoją dziewczynę na zdradzie, po czym postanowił wrócić do domu. Niestety na zakręcie uderzył w niego samochód, a w wyniku tego wypadku kolano chłopaka zostało tak roztrzaskane, że czekały go operacje i rehabilitacje. Teraz porusza się z pomocą laski.

Wakacje dobiegają końca, a w szpitalu nikt z przyjaciół go nie odwiedził. Czas zmierzyć się z samotnym szkolnym życiem. Nie ma szans już na kontynuowanie kariery sportowej. Musi pogodzić się i odnaleźć w nowej sytuacji. Tutaj na ratunek przybywa dawny kolega Toby oraz nowa uczennica w szkole Cassidy, która skrywa kilka sekretów.

Wprawdzie w jej uśmiechu było coś takiego, że nie do końca jej ufałem, ale zaakceptowałam swoje szczęście. Nie byłem taki głupi, żeby wypuścić je z rąk.

Cassidy przedstawiona jest jako małe dziwadło. W dzieciństwie wielokrotnie się przeprowadzała. Ostatnio uczyła się w szkole z internatem. Ubiera się w rzeczy, które licealistką kojarzą się z lumpeksem, a Ezrowi z Dumą i uprzedzeniem. Zna wiele dziwnych wyrazów. Do tego okazuje się, że Cassidy jest świetną mówczynią i ma na swoim koncie wiele sukcesów. Ostatecznie Ezra i Cassidy dołączają do klubu debatantów, którego przewodniczącym jest Toby.


Właściwie tylko po wprowadzeniu do książki postaci Cassidy, wiemy, jak potoczy się dalej akcja. Ezra wyrwany ze swojego życia w szkolnej elicie, zauważy skromność, wyjątkowość i mądrość Cassidy, całkowicie zapominając o swojej dawnej miłości, szablonowej blondynce, cheerleaderce, niezbyt inteligentnej, ale nadrabiającej urodą Charlotte.

Mam nadzieję, że pamiętacie jeszcze, iż Cassidy ukrywa ogroooomny sekret. I tak jak się możecie domyślać, ta tajemnica rozdzieli dwójkę kochanków, czyniąc z nich nieszczęśliwych, tragicznych bohaterów. Cóż za oryginalność...

Życie jest tragedią. (...) Wiesz jak się kategoryzuje sztuki Szekspira, nie? Jeśli kończy się weselem, to jest komedia. A jeśli pogrzebem, to tragedia. Więc wszyscy żyjemy w tragedii, bo wszyscy skończymy tak samo, wcale nie na żadnym zasranym weselu.

Czy wspominałam, że bystry czytelnik od razu wpadnie na to, co ukrywa Cassie? Ha! Pewnie każdy jest w stanie to odkryć. Naprawdę, nie było to żadnym zaskoczeniem dla mnie.

Czytając "Ponad wszystko", okropnie się nudziłam. Męczarnią było dla mnie dotarcie do końca, toczyłam walkę z samą sobą, żeby nie rzucić tej książki w kąt. Jestem rozczarowana. Zapowiadała się fantastyczna młodzieżówka, idealna na wakacje, a tu takie coś...

Tej historii brakuje wątku, który by utrzymał w napięciu czytelnika. Przez chwilę myślałam, że może tajemnica, jaką skrywa Cassidy, zaciekawi czytających, ale tak się nie stało. Perypetie miłosne są tu przewidywalne, a postacie są szablonowe. Nie dzieje się tu nic, co sprawiłoby, że chciałabym poznać zakończenie, albo chociaż, co jest na kolejnej stronie.

I chociaż początek był całkiem w porządku, bo naprawdę chciałam dowidzieć się, o co chodzi z tym początkiem wszystkiego, czyli momentem, w którym coś zmienia nasze życie o 180 stopni, to potem akcja jest prowadzona fatalnie. O przepraszam. Akcji tutaj w tej książce nie znajdziecie. Bohaterów zmieniono w postacie tragiczne, może chciano, aby był to Romeo i Julia XXI wieku. Jeśli tak był zamysł, cóż nie wyszło. Osobiście mnie losy tej dwójki nie wzruszyły.

Ta książka przypomina mi nieco "Chemię naszych serc" i książki Johnego Greena. Jeśli więc tamte powieści Wam się podobały, to i ta może Was urzec. Do mnie to nie trafiło. W moim przekonaniu ta książka to strata pieniędzy, a co najważniejsze waszego czasu. Jedna kostka czekolady wędruje do "Początku wszystkiego". 

Słyszeliście o tej książce wcześniej? A może już ją czytaliście? Jakie macie odczucia co do niej? Dajcie znać w komentarzach. :)

Może zainteresuje Cię również

28 komentarze