Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • STRONA GŁÓWNA
  • SPIS RECENZJI
  • MÓJ BOOKSTAGRAM
  • PATRONATY
  • ARTYKUŁY
    • Wizyta w studio Harry'ego Pottera
    • Co podarować książkoholikowi na święta?
    • Bookstagram - jak zacząć?
    • Podróż z książką
    • Czytelnicy polecają świąteczne książki
    • Blogerzy polecają świąteczne książki
    • Jak poradzić sobie z lekturami szkolnymi?
    • Co blog zmienił w moim życiu?
    • O BOOKSTAGRAMIE
    • CYTATY
    Instagram

    Książki Dobre Jak Czekolada | blog z recenzjami książek

     
    Niegrzeczny prezes Weronika Jaczewska recenzja

    ❗ Uwaga, recenzja może zawierać spoilery.

    "Niegrzeczny prezes" to połączenie wszystkich utartych schematów i typowych tekstów, które znajdziecie w słabych powieściach. Ta mieszanka sprawia, że chciałam rzucać książką. Schemat na schemacie. Płytkie teksty. Żadnych niespodzianek. Akcja tak przewidywalna, że ma się wrażenie, że już się to czytało. I owszem, bo to już było.

    Gdybyśmy stworzyli listę oklepanych wydarzeń i wypowiedzi z literatury, jestem przekonana, że znaleźlibyście je wszystkie w "Niegrzecznym prezesie":
    ✔️ wpadniecie na prezesa (nie zdając sobie sprawy, że to prezes),
    ✔️ wylanie kawy,
    ✔️ ukrywanie się przed firmą,
    ✔️ zmiany zdania o 180 stopni,
    ✔️ "Nie uciekałem od ciebie...",
    ✔️ "Nie jestem romantykiem, ale będę nim dla ciebie",
    ✔️ "- To było...
    - Wiem."

    Tak, jest mnóstwo książek, których akcja rozpoczyna się od rozlania kawy. Ale w dobrej powieści na tym skończą się oklepane schematy i autor pokazuje swoją historię, udowadnia swoją oryginalność. Opowiada coś swojego. W "Niegrzecznym prezesie" nie ma nic nowego. Wszystko już gdzieś kiedyś było. To zlepek scen z innych powieści, a nie coś nowego.

    A przecież nawet literaturę erotyczną można napisać kreatywnie i zaskoczyć czytelnika. Nie trzeba powielać tych samych oklepanych tekstów i scen, które już mogą się wręcz znudzić czytelnikowi, bo czytają o nich po raz kolejny.

    Ale to nie koniec — zachowanie bohaterów wręcz męczy czytelnika. Jest między nimi idealnie, a chwilę później kłócą się o to samo, co kilka dni wcześniej, rozstają się (tym razem już definitywnie i ostatecznie jak w "Milionerach"), po to, aby za chwilę do siebie wrócić i powtórzyć cały cykl. Trochę przypominało mi to "After".

    Pojawił się też tutaj brak konsekwencji. Główny bohater najpierw twierdzi, że o jego prawdziwej historii nie wie nikt, potem, że wie tylko kilka bliskich osób, a następnie, że tylko jego najbliższy przyjaciel. Żałuję, że nie zapisałam sobie numerów stron, na których pojawiały się te sprzeczne informacje.

    Na dodatek pojawiło się kilka błędów, które nie zostały wyłapane w redakcji — głównie wypowiedzi, niezaczynające się od nowego wersu, przez co trudno się czytało dialogi.

    Może się czepiam. I pewnie tak jest. Ale dla mnie czytanie "Niegrzecznego prezesa" nie było rozrywką. Często sięgam po niegrzeczne książki, ale cenię sobie oryginalność, której tutaj zdecydowanie zabrakło.

    Nie lubię pisać negatywnych opinii. Rzadko mi się to zdarza, bo potrafię wybrać książki, które są w moim stylu. Ale czasami ta metoda zawodzi. I tak było tym razem. ☹️


    Poniżej sprawdzisz, gdzie w najlepszej cenie kupisz recenzowaną książkę.
    Share
    Tweet
    Pin
    1 komentarze
    She's With Me. Razem wbrew światu

    Nie możesz się do nikogo zbliżyć. Musisz zostać niezauważona.

    Takie ostrzeżenie każdego dnia słyszy Amelia od swojej matki. Każdego dnia, jeśli jej matka jest w domu. Amelia musi ukrywać się pod fałszywą tożsamością, ponieważ ściga ją niebezpieczny człowiek żądny zemsty. To już kolejne imię i nazwisko, kolejna szkoła, kolejny nowy start. Tym razem Amelia zamierza się nie wychylać i pozostać bezpieczna w ukryciu.

    Problem polega na tym, że od pierwszego dnia jej zachowanie przeczy postanowieniu, by się nie wychylać. Dziewczyna rzuca się w oczy i wywołuje konflikty.

    Moim zdaniem w tej książce jest za dużo nastoletnich dram. To taka trochę telenowela. Co więcej — w jednej chwili bohaterka wspomina, że ma tak posiniaczony brzuch, że boli ją nawet oddychanie, w drugiej chwili z całej siły rzuca się w ramiona chłopaka. Nie była przed chwilą okrutnie obolała?

    Jej matka jest stewardesą i zazwyczaj nie ma jej w domu. To trochę dziwne, skoro na jej córkę poluje niebezpieczny mężczyzna, prawda?

    "She's with me" to książka o niewykorzystanym potencjale. Tę historię można było opowiedzieć lepiej. Bohaterowie mogliby zachowywać się dojrzalej, stosowniej do sytuacji. Jestem świadoma, że to nastolatkowie, ale kiedy po raz kolejny zmieniasz tożsamość, aby nie dopadł cię mężczyzna, który planuje cię zabić, to raczej nie myślisz o pójściu na imprezę czy nielegalne wyścigi, prawda?

    Wisienką na torcie są błędy językowe oraz liczne literówki, które pokazywałam Wam na stories. Gdzie była korekta?

    Niestety tego tytułu Wam nie polecę. Nie planuję też czytać drugiego tomu. Ten tytuł oceniam na jedną kostkę czekolady.


    Poniżej sprawdzisz, gdzie w najlepszej cenie kupisz tę książkę.
    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze

    Love-Hate, Hate-Love, Anna Wolf

    Kto mnie zna, wie, że uwielbiam wątek hate-love, więc jak mogłabym przejść obojętnie obok książki "Love-hate, hate-love"?

    Oglądaliście film "Och, życie"? Czytając powieść Anny Wolf, od razu miałam przed oczami tę historię. Mel i Nicka w młodości łączyło uczucie, ale los sprawił, że musieli się rozstać. On obwinia ją, ona jego. Najrozsądniej byłoby zejść sobie z oczu, niestety nie jest to możliwe. Brat Nicka poślubił siostrę Mel, więc spotykają się co kilka lat na uroczystościach rodzinnych.

    Spotkania te są pełne jadu, ponieważ oboje są dla siebie okrutni i nie szczędzą sobie przykrych słów. Tym razem nie jest inaczej. Kolejna rocznica ślubu ich bliskich sprawia, że ich drogi ponownie się krzyżują.

    To wtedy dochodzi do tragicznego wypadku, w którym ginie siostra Mel i brat Nicka. Dzieci mogą zostać pod opieką tej dwójki, tylko jeśli wezmą ślub.

    Mel i Nick stają przed trudnym wyborem. Jeśli zgodzą się na małżeństwo dla dobra dzieci, czy nie pozabijają się pierwszego dnia?

    Byłam pozytywnie nastawiona do tej historii, ale czekało mnie rozczarowanie.

    Historia wciąga, ale jest pełna dość absurdalnych zdarzeń. Główna bohaterka ciągle mdleje. Zarówno Mel, jak i Nick, uwielbiają niedopowiedzenia, które powodują mnóstwo konfliktów. Wielokrotnie kwestionowałam ich zachowanie, które wydawało mi się zupełnie bezsensowne. Co więcej - mężczyzna kilkukrotnie prosi o rozmowę na poważny temat, by za chwilę stwierdzić, że jednak jest to nieistotne.

    Kolejny wątek, który moim zdaniem był potraktowany po macoszemu to żałoba dzieci, a raczej dziecka, bo synek był zbyt mały, aby zapamiętać rodziców. Ale dziewczynka miała 4 lata, więc powinna tęsknić za rodzicami. Tymczasem po płaczu przy tłumaczeniu, co stało się z jej mamą i tatą, nie powrócono do tego tematu. W dodatku 4-latka w naprawdę krótkim czasie zaczęła mówić do rodziców chrzestnych "mamo" i "tato". Wydaje się to zbyt idealne, aby było prawdziwe.

    Najciekawsza jest jednak narracja. Autorka zdecydowała się na trzecioosobową, ale to w moim odczuciu wyszło to dość nieudolnie. Jedno zdanie odnosi się do Nicka, kolejne zaś do Mel. Uwierzcie, że po kilku takich szybkich zmianach można się zagubić.

    Miałam też zastrzeżenia do korekty. Wyłapałam kilka błędów stylistycznych, które nie powinny mieć miejsca.

    Podsumowując - niestety nie uważam "Love-hate, hate-love" za udaną książkę, ale biorąc pod uwagę liczne pozytywne opinie i wysoką ocenę na Lubimy Czytać, jestem świadoma, że niewiele osób podzieli moje zdanie.

    Ode mnie jedna kostka czekolady.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Niezwykłemu.

    Poniżej możecie sprawdzić, gdzie kupicie tę książkę w najlepszej cenie.
    Share
    Tweet
    Pin
    1 komentarze

    Uwaga: recenzja zawiera spoilery (zdradzam fabułę książki), ponieważ szczegółowo omawiam to, co przeszkadzało mi w tej książce.

    Ostatnio mam pecha do książek, które debiutowały na Wattpadzie i odniosły tam spory sukces. Moim zdaniem nie wszystko to, co jest popularne na Wattpadzie, powinno być wydawane, ponieważ Wattpad rządzi się swoimi prawami. I niekoniecznie to, co cieszyło się uznaniem użytkowników Wattpada, odniesie sukces na rynku wydawniczym.

    Przejdźmy do szczegółów.

    Tym razem główna bohaterka ma 22 lata, więc oczekiwałam od niej pewnej dojrzałości. Co więcej - mamy tu też ważną postać po trzydziestce. Niestety książka ta pokazuje, że wiek nie świadczy o dojrzałości.

    Keith traci pracę w pubie, więc desperacko zaczyna szukać pracy. Ma wyjątkowe szczęście, ponieważ w pośredniaku błyskawicznie odnajduje ofertę opiekunki. Zgłasza się na rozmowę kwalifikacyjną, która jest przeprowadzona w luksusowej siedzibie firmy, a jej szef, Rick, jest bardzo przystojny.

    Jak się domyślacie - dziewczyna bez żadnych kwalifikacji w tym zawodzie, bez udowodnionego doświadczenia, ma zająć się dzieckiem bogatego biznesmena, który wystawił ofertę pracy dla niani w zwyczajnym pośredniaku. Pewnie, czego ja się czepiam.

    5-letnia Grace, nad którą opiekę ma sprawować Keith, miała być małym diabłem. Przynajmniej tak twierdził Rick, jej ojciec. Ostrzegał nianię przed charakterem jego córki. Grace okazała się względem Keith miła i chętna do zabawy. Jasne. Co za niespodzianka.

    Fabuła sobie momentami zaprzeczała. Keith została zatrudniona, ponieważ ewidentnie był problem z opieką nad dzieckiem. Jakiś czas później okazywało się, że dziewczyna ma kolejny wolny dzień, bo Grace może zająć się gospodyni. Skoro tak, to po co było zatrudniać nianię?

    Keith potrzebowała pracy, aby opłacić mamie leki na chore serce. Tak właściwie o tej chorobie nie ma wspomniane nic więcej. Pisarka pozostawiła nas tylko z informacjami o chorym sercu, a później mama Keith leci samolotem do przyjaciółki. Ale pracować nie może. Na leki pieniędzy nie ma, na lot są!

    Choroba Grace również pojawia się dosłownie znikąd. A co najważniejsze - 5-letnia dziewczynka z poważną chorobą wygania swojego ojca ze szpitala i chce być sama. A ojciec wzorowo słucha polecenia córki i idzie na lody z opiekunką Grace. Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić.

    Już nie wspominam o scenach, kiedy bohaterowie się kłócą, pomiatają sobą, mówią sobie obrzydliwe rzeczy, a następnie się godzą i wszystko jest okej. Pozostawię to bez komentarza.

    Myślałam, że może skok w czasie uratuje tę książkę, ale tak się nie wydarzyło. Ponownie zaskakują nas wydarzenia, które są oderwane od rzeczywistości. Keith dzięki przyjacielowi otrzymuje pracę marzeń, ale autorka nie przybliża nam jej specyfiki. Wiemy jedynie, że gdy wraca do domu, na odległość musi podpisywać jakieś umowy, ale dzięki temu stać ją na mieszkanie w penthousie. Powiedzcie mi, gdzie mam złożyć podpis, aby tak poprawić swoje warunki życiowe?

    Po przeprowadzce obiecała małej Grace, że będzie się z nią widywać regularnie, a w ciągu dwóch lat odwiedziła ją 3 razy. Ale przecież dziewczynka tyle dla niej znaczyła!

    Kolejna niedopracowana i pełna sprzeczności postać to matka Grace, która pojawia się znikąd, niszczy wszystkim życie, a następnie dostaje objawienia, że jest złym człowiekiem i się nawraca. Ach, żeby życie było takie proste!

    Nigdy nie powiem, że książki, które debiutowały na Wattpadzie, są złe. To za duża generalizacja. Chciałabym jednak zauważyć, że często użytkownikami tej platformy są młode osoby, które kreują bohaterów starszych od siebie. Piszą o tym, czego jeszcze nie do końca rozumieją. W ten sposób powstają bardzo infantylne historie. Nie wiem, ile lat miała Anita Rafalska, kiedy pisała "I'm a babysitter", więc nie mam pewności, czy było tak w tym przypadku, ale niewątpliwie historia ta jest niedopracowana. Jej czytanie nie jest łatwe, chociażby ze względu na błędy stylistyczne.

    Poniżej przykładowy fragment:
    "Wyszykowałam się i postanowiłam urządzić Rickowi taką awanturę, że w końcu zrozumie, jak dziecinnie się zachował. Na moje szczęście Drake zatankuje moje auto już zaraz. Za pół godziny był pod moim domem. Powiedziałam, że wszystko wyjaśnię mu jutro, oddałam pieniądze za paliwo i podziękowałam za pomoc. Uratował mój plan."

    Zdania są krótkie i nieskomplikowane. Kreacja bohaterów pozostawia wiele do życzenia, natomiast fabuła, jak już wspomniałam, jest bardzo chaotyczna i kiepsko zaplanowana. Męczyłam się, czytając tę książkę. Niestety. To nie moje klimaty, a szkoda, bo opis (jak zawsze) zapowiadał świetną historię. Czy osoby piszące opisy książek, mogą same zabrać się za pisanie powieści? Proszę!

    Nie przedłużając - "I'm a babysitter" oceniam na jedną kostkę czekolady.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Niezwykłemu.

    A gdybyście chcieli się jednak przekonać, czy Wasze zdanie jest inne niż moje, poniżej macie tabelkę z informacją, gdzie kupicie książkę w najlepszej cenie.

    Share
    Tweet
    Pin
    12 komentarze

    Olivia i Mike są wrogami od dzieciństwa. Kiedyś dokuczali sobie w szkole. Wzajemne psikusy wypełniały ich codzienność. Sklejanie butów czy obcinanie włosów nie było dla nich niczym nadzwyczajnym. Ich misją zawsze była zemsta. To wszystko skończyło się, kiedy Olivia wyjechała do szkoły z internatem.

    Kiedy dziewczyna wraca do rodzinnego miasta po latach, nie poznaje Michaela, a on nie kojarzy jej. Los postanawia się nimi zabawić i sprawia, że muszą razem zamieszkać. Jak wielką katastrofą to się zakończy?

    Opis brzmiał bardzo zachęcająco. Widoczny wątek hate-love sprawił, że miałam wysokie oczekiwania co do "Bad Boys go to Hell". Historia ta odniosła również sukces na Wattpadzie, więc byłam przekonana, że czeka mnie świetny czas z tą książką.

    Nie mogłam się bardziej mylić.

    Autorka była bardzo niekonsekwentna i gubiła się w tym, co pisała. Najpierw nasz bohater nie był za bardzo umięśniony, za chwilę dziewczyny zachwycały się jego wysportowanym ciałem. Główna bohaterka nie mogła się napatrzeć na widok chłopaka bez koszulki. Na koniec jego ojciec stwierdził, że jego syn nie jest sportowym typem. Można się pogubić już w opisie bohatera.

    Olivia nie wie, czego chce. Jej zachowanie mnie doprowadzało do szału. 18-latka zachowywała się bardzo niedojrzale. Była w związku, ale wielokrotnie całowała się z innym chłopakiem, po czym go odpychała, mówiąc, że nie chce zdradzić swojego partnera. Długo nie utrzymywała swojego postanowienia i szybko lądowała w ramionach Michaela.

    Brakowało mi chemii między bohaterami. Niby się nienawidzili, za chwilę się całowali, a na koniec (uwaga spoiler, ale to logiczne, że tak się skończy książka, więc dużo nie stracicie, czytając dalej) zostali parą. Jak do tego doszło - nie pytajcie mnie. Nie widziałam tam żadnego budowania relacji. Bum i nagle wyznania miłości. A one mogą zaskoczyć czytelnika. Ja się ich nie spodziewałam. Autorka kiepsko sobie poradziła w tej kwestii.

    Ale najwięcej zastrzeżeń mam do scen przemocy i wyzwisk, których nie brakuje. Mnóstwo było też szczeniackich odzywek. Poniżej dwa fragmenty.

    "- Nie będę się powtarzać, gówniaro. - warknął. Mocniej zacisnął rękę na mojej szyi, a mnie zaczęło brakować tlenu."

    "Jak na ciebie patrzę, to mi ziemniaki w piwnicy gniją".

    Ach! Zapomniałabym o wisience na torcie, czyli scenie pierwszego razu. Kompletnie oderwana od rzeczywistości. Lekkie ukłucie, chwilę później orgazm, zero krwawienia, następnego dnia żadnego dyskomfortu. Ja rozumiem, że każdy organizm jest inny i inaczej reaguje, ale to przypominało mi opis jak z bajki.

    Dla mnie tego typu książki są szkodliwe. Młode dziewczyny mogą wzorować się na takich historiach. A tego bardzo bym nie chciała. To nie jest powieść, która daje dobry przykład. Wierzę, że można napisać świetną książkę o młodzieży ze scenami sexu i jednocześnie zrobić to realistycznie. Wierzę, że w książkach z wątkiem "od nienawiści do miłości" (hate-love) nie musi występować przemoc. To wszystko można zrobić na poziomie, którego tutaj zabrakło.

    Z przykrością przyznaje "Bad Boys go to Hell" jedną kostkę czekolady.

    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Niezwykłe.

    Poniżej sprawdzisz, gdzie kupisz recenzowaną książkę w najlepszej cenie.
    Share
    Tweet
    Pin
    2 komentarze

    "Niepokorna królowa" to kontynuacja "Króla bez skrupułów". Pierwsza część, mimo że jest to erotyk pełen brutalności, podobała mi się. Niestety, drugi tom całkowicie zaprzepaścił to dobre wrażenie.

    Keira wciąż należy do Mounta, nie jest w stanie zerwać umowy. Jej światem zatrzęsła informacja, że jej mąż jest cały i zdrowy, mimo że już dawno go pochowała. Mężczyzna grozi jej, chce od niej ogromnej sumy pieniędzy. Wtedy do akcji wkracza bohaterski Mount, a Keira zaczyna inaczej patrzeć na swojego tyrana.

    Brzmi źle i tak niestety jest. Wydawało mi się, że to jakiś odcinek telenoweli. Potwierdza to też mała objętość książki. 

    W drugim tomie Mount zaczyna zauważać, że zależy mu na Keirze, chce, aby i ona na niego inaczej spojrzała, nie tylko z nienawiścią. Stara się, by zmienić jej zdanie na jego temat, ale te próby kończą się różnym skutkiem. Najczęściej Keira jeszcze bardziej wpada w szał. On chce jej pomóc, by ją uszczęśliwić. Kobieta jednak jest dumna i nie chce przyjąć pomocy Mounta.

    Mount, na myśl, o którym drży całe miasto, jest pod coraz większym wpływem rudowłosej Keiry. Ludzie zaczynają to zauważać i być może odważą się, by wykorzystać ją jako słabość Mounta. Przewiduję, że tak właśnie będzie wyglądać z grubsza trzeci tom. Mnie chyba jednak wystarczy i zakończę czytanie tej trylogii na "Niepokornej królowej". To nie dla mnie.

    Przyznam się, że po zaledwie kilku dniach od przeczytania tej książki, mam problemy z opowiedzeniem, o czym była. Nie jest to historia, która zostaje z nami na dłużej. Najprzyjemniej wspominam rozdziały, które toczyły się w Irlandii. Bohaterowie nawet trochę pozwiedzali. Niestety jedynie Muzeum browaru Guinessa...

    Akcja jest zbyt przewidywalna, przypomina brazylijską telenowelę. Bohaterowie albo się kłócą, albo uprawiają seks. Nie ma nic pomiędzy. Już w recenzji pierwszego tomu uprzedzałam, że nie jest to książka dla każdego, nie brakuje w niej brutalności i ostrego języka. O ile byłam w stanie to znieść w "Królu bez skrupułów", to niestety dwa tomy z takim słownictwem to dla mnie stanowczo zbyt wiele. Wymiękam. Przyznaję jedną kostkę czekolady.
    Premiera 15 maja.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Editio.
    Share
    Tweet
    Pin
    1 komentarze
    Starsze Posty

    Polecany post

    Bookstagram. Jak zacząć?

    2 października 2018 roku minął rok odkąd prowadzę bookstagrama. Zakładając konto na Instagramie, nie przypuszczałam, że osiągnie ono tak ...

    Wybierz coś dla siebie

    • Kalendarze/dzienniki (4)
    • Kryminał/sensacja/thriller (38)
    • Literatura dla dzieci (2)
    • Literatura fantastyczna (40)
    • Literatura historyczna (14)
    • Literatura kobieca (247)
    • Literatura młodzieżowa (95)
    • Literatura piękna (1)
    • Literatura współczesna (7)
    • Literatura świąteczna (14)
    • Patronat (41)
    • Poezja (4)
    • Reportaż (1)
    • artykuł (14)
    • cytaty (23)
    • hate-love (19)
    • wywiad (4)

    Najpopularniejsze

    • Moje ulubione cytaty z książek (I)
      Ponieważ na moim Instagramie zdjęcia z cytatami są Waszymi ulubionymi postami, postanowiłam podzielić się z Wami jeszcze większą ilości...
    • Fale i echa
      Jej życie jest pełne lęku przed śmiercią. Jego życie jest pełne śmierci. Nina ma 21 lat i studiuje w Warszawie pedagogikę wczes...
    • Córka gliniarza
      Indy wpadła w prawdziwe tarapaty. Strzelanina pod jej księgarnią nie wróży niczego dobrego. Jej pracownik zgubił torbę pełną brylantów,...

    Archiwum

    • ▼  2026 (14)
      • ▼  października (4)
        • Pod złotym niebem
        • Desire. Odzyskać nadzieję
        • Love Inn
        • Między sercem a rozumem
      • ►  września (1)
      • ►  sierpnia (2)
      • ►  lipca (2)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  kwietnia (2)
    • ►  2025 (9)
      • ►  listopada (1)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  lutego (3)
    • ►  2024 (27)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (1)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (1)
      • ►  marca (2)
      • ►  lutego (3)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2023 (25)
      • ►  listopada (2)
      • ►  października (2)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (1)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (1)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (2)
    • ►  2022 (42)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (5)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (5)
      • ►  czerwca (2)
      • ►  maja (4)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2021 (51)
      • ►  grudnia (9)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (1)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  maja (6)
      • ►  kwietnia (3)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (5)
    • ►  2020 (71)
      • ►  grudnia (5)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (10)
      • ►  września (12)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (5)
      • ►  marca (13)
      • ►  lutego (10)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2019 (54)
      • ►  grudnia (1)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (2)
      • ►  sierpnia (6)
      • ►  lipca (7)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (7)
      • ►  lutego (15)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2018 (85)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (6)
      • ►  września (9)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (19)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (8)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  marca (6)
      • ►  lutego (6)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2017 (65)
      • ►  grudnia (7)
      • ►  listopada (7)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (9)
      • ►  czerwca (8)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (4)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2016 (21)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (8)
      • ►  października (9)
    Instagram

    Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates