Tańczące martwe dziewczynki


Taki tytuł od razu zwraca na siebie uwagę. "Tańczące martwe dziewczynki" to ósmy tom z cyklu Katie Maguire, który opowiada o śledztwach prowadzonych przez nadispektor w policji w Cork. Nie czytałam poprzednich tomów i nie jest to konieczne, aby połapać się w akcji. Każdy tom opowiada o innej sprawie, więc spokojnie możecie sięgnąć od razu po ósmy tom.

"Tańczące martwe dziewczynki" rozpoczyna się tragicznym w skutkach pożarem w szkole tańca. Tancerze, odbywający próbę przed zawodami w stepie irlandzkim spłonęli żywcem. Wydaje się, że nikt nie uratował się z pożaru, jednak gdy na miejsce przyjeżdżają służby ratunkowe, widzą w oknie małą dziewczynkę. To jedyna ocalała, jedyny świadek zdarzenia. Niestety dziewczynka w wyniku trudnych doświadczeń przestała mówić, co utrudnia śledztwo.

Katie Maguire nie ustaje w poszukiwaniach, choć to odbija się na jej życiu prywatnym. Znajduje powiązania między pożarem a innymi przestępstwami w okolicy. Okazuje się, że pożar to dopiero początek tego, co ma się wydarzyć.

To, co podobało mi się w "Tańczących martwych dziewczynkach" to z pewnością umieszczenie akcji w Irlandii oraz wykorzystanie w książce elementów tradycji irlandzkiej, np. stepu irlandzkiego. Cieszę się, że autor poruszył temat gorszego traktowania kobiet na wysokich stanowiskach w służbach bezpieczeństwa, np. policji. Na plus też oceniam akcję, która rozgrywała się szybko, a powiązania między zbrodniami nie były oczywiste. Nie sposób było wszystkiego rozgryźć w połowie książki.

Jednak to nie jest książka bez wad. To jeden z mroczniejszych thrillerów, jakie czytałam. Nie mówię, że autor powinien zrezygnować z szczegółowego opisywania wyglądu spalonych ciał, czy przebiegu zbrodni na tle seksualnym. Nie. Ale muszę Was ostrzec, że brutalnych scen nie brakuje, więc jeśli nie są to Wasze klimaty, nie polecam Wam tej powieści.

Niestety te drastyczne fragmenty znacznie osłabiły moją radość z czytania, a tym samym również końcową ocenę. Tak, książka była ciekawa, ale niekoniecznie chciałabym ją przeczytać jeszcze raz. Jestem zbyt wrażliwa na takie sceny. Tym, którzy mają mocne nerwy, a thrillery czytają jeden za drugim, mogę polecić "Tańczące martwe dziewczynki". To powieść, która szybko wciąga, ale niestety jest skierowana do pewnego grona czytelników, w którym się nie znajduję. ;)

A wy lubicie takie mocne thrillery?


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Może zainteresuje Cię również

5 komentarze

  1. Ja lubię mocny thriller, więc myślę że sięgnę po tę książkę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam takie klimaty :)

    www.paulinakobza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Czeka na swoją kolej, niedługo będę czytać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubie takie mocne książki, a ta juz samym tytulem mnie zaintrygowała :) dobrze, że trafilam na te recenzje, dzięki temu wiem, jaki tytul zapamietac.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja wręcz uwielbiam mocne thrillery... Myślę, że sięgnę po tę książkę :D Coś czuję, że bardzo się z nią polubię :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za aktywność na blogu. :)