Żniwiarz. Trzynasty księżyc


Trzeci tom przygód Magdy, Feliksa i Mateusza jak zawsze rozpoczyna się mocnym wstępem. Akcja od początku jest wartka i czytelnik musi mieć się na baczności - demonów jest coraz więcej i kryją się w każdym kącie. Jednak w trzeciej części walka z potworami to nie przelewki. Tym razem zagrożenie rzuca cień na całą ludzkość. Na ziemi pojawia się bóg krainy zmarłych i pragnie, by ludzie znowu się bali. Przez lata zapomnieli, że nie są sami na tym świecie, zapomnieli, że ciemność nie jest ich przyjacielem, ale to ma się zmienić. Gdy trzynasty księżyc zalśni na niebie, cała armia demonów wyjdzie z Nawi. Nasza trójka słowiańskich superbohaterów stanie przed ogromnym wyzwaniem. Czy podołają? Czy są w stanie uratować ludzkość? 

W tej części najbardziej podobało mi się to, jak autorka wykorzystała postać Pierwszego. Szantażowana Magda spędza z nim coraz więcej czasu, a pierwszy żniwiarz przypomina mi nieco takiego bad boy'a z książek new adult. ;) Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że naszą Magdalenę coś ciągnie do podstępnego żniwiarza i mimo że ogromnie pragnie go zabić, to jednak coś jest na rzeczy. A poczciwy Mateusz zamartwia się, czekając na powrót ukochanej... Aj aj aj, dziewczyno, co ty wyprawiasz?

Wiele osób mówiło, że pierwszy tom jest najlepszy, a im dalej, tym gorzej. Moja opinia jest inna. Z każdym tomem, coraz bardziej zagłębiałam się w losy mieszkańców Wiatrołomu, z napięciem czytałam opisy walk z demonami i obawiałam się o ich życie. W tej części znowu cioteczka mnie rozbawiła, a sąsiadka Krystyna zaskoczyła, kiedy to zaatakowała książką... A co ja Wam będę pisać, sami przeczytajcie i dowiedzcie się, co tam się wydarzyło. 

Naprawdę polubiłam tę serię, choć nie była taka, jak się spodziewałam. To była niespodzianka, ale bardzo pozytywna. Nie mogę już się doczekać kolejnego tomu, choć na niego będziemy musieli jeszcze trochę poczekać... Przyznaję trzy kostki czekolady i próbuję cierpliwie wyczekiwać wieści o kolejnym tomie.

A! Jak mogłam o tym nie wspomnieć! Czy Wy widzieliście te okładki?! To jest cudo! Nie wiem, jakim cudem nie pozachwycałam się nimi w recenzjach poprzednich tomów, ale już to nadrabiam. ;)

Za możliwość zrecenzowania całej serii "Żniwiarz" dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Może zainteresuje Cię również

3 komentarze

  1. Okładki piękne! Nie miałam jeszcze przyjemności czytać tę serię, ale jeśli będzie okazja, to na pewno to zmienię!

    OdpowiedzUsuń
  2. Musi ta seria jeszcze poczekać na swoją kolej, bo nadal stos hańby rośnie niżeli maleć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coraz bardziej kusi mnie ta seria :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za aktywność na blogu. :)