Maszyna szczęścia


Mamy 2035 rok. Pearl pracuje jako technik do spraw satysfakcji w siedzibie Apricity Corporation w San Francisco. Czym jest Apricity? Jest to urządzenie, które po zbadaniu kodu DNA człowieka, podaje mu wytyczne, co ma robić, by poprawić swój poziom satysfakcji. Pearl zajmuje się tym już od dziewięciu lat. Pobiera wymaz od osoby, która chce poznać swoją receptę na szczęście, a następnie omawia te wyniki z klientem. Niejednokrotnie dziwi ją to, co widzi. Jedz miód, spaceruj więcej, owiń się najmilszym materiałem. Ale też odetnij sobie koniuszek palca. Porzuć dotychczasowe życie. 

Zapytasz, jaka jest gwarancja, że wypełnienie tych zaleceń uszczęśliwi cię? 99,97%. Czy to wystarczająco dużo, abyś ślepo zrobił to, co każe ci Apricitiy?

"Maszyna szczęścia" opowiada o tym, jak technologia może zmienić nasze życie. Teoretycznie na lepsze. Dostać indywidualną receptę na szczęście? I to właściwie ze 100% gwarancją, że to naprawdę cię uszczęśliwi? Kto by tego nie chciał? Szczęśliwszy pracownik to bardziej wydajny pracownik. W firmach często właśnie z tego powodu decydowano się na finansowanie pracownikom badania Apricity. 

Pearl ma nastoletniego syna, który choruje na zaburzenia odżywiania. Matka jest w stanie zmusić go jedynie do trzech koktajli dziennie. Nic więcej. Nie ma szans, że jej syn chociażby spojrzy na prawdziwe jedzenie. Chciałaby wykonać test Apricity, aby dowiedzieć się, jak go uszczęśliwić i wyleczyć, ale on nie pozwala na to. Czy będzie w stanie zrobić to bez jego zgody? Czy posunie się tak daleko dla, jak myśli, dobra swojego dziecka? Gdzie jest granica, której nie powinna przekraczać?

W "Maszynie szczęścia" poznajemy kilka bohaterów oraz ich zalecenia od Apricity. Widzimy wpływ tego urządzenia na życie ludzi. Jesteśmy obserwatorami, możemy zauważyć, czy faktycznie stają się szczęśliwsi, czy nie jest to jedynie wymysł sfrustrowanych, przepracowanych ludzi. Społeczeństwo, które żyje na pół gwizdka, bo nie ma na nic czasu, ludzie, którzy jedzą gotowe posiłki, bo nie mają czasu przygotować sobie coś do jedzenia, nie mają też ani chwili, by zadbać o siebie, o swój poziom zadowolenia i pragną gotowej instrukcji. Marzą o tych trzech, czterech punktach, które uczynią ich szczęśliwszymi.

A co jeśli na kogoś liście znajdzie się "Zabij człowieka"?

Jak wiecie, cenię sobie oryginalność i oczywiście doceniam pomysł autorki. Ciekawie to wymyśliła i opracowała. Ale potem zabrakło czegoś. Pomysły się wyczerpały? Przeskakiwaliśmy od jednej postaci do kolejnej, widzieliśmy, co Apricity zmieniła w ich życiu, ale nic więcej. Brakowało tam pełnej napięcia akcji, czegoś, co utrzymałoby zainteresowanie czytelnika. Tak naprawdę tylko te pierwsze, początkowe rozdziały mnie ciekawiły, potem, z każdym kolejnym moje zainteresowanie malało, a "Maszyna szczęścia" zaczęła mnie nudzić.

Za pomysł dwie kostki czekolady. Nie było tam żadnych więcej treści, które byt podniosły moją ocenę. A szkoda, bo można było tę historię z Apricity naprawdę fajnie wykorzystać.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.
Premiera 27 lutego.

Może zainteresuje Cię również

4 komentarze

  1. Trochę się zmartwiłam... Mam na półce tę książkę i mam nadzieję, że na mnie zrobi ona lepsze wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Planowałam lekturę tej książki, ale teraz, chyba zmienię zdanie. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. A zapowiadało się ciekawie....

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie się zapowiadało, szkoda że tak fajny pomysł spełzł na niczym, ostatnio miałam podobnie odczucia czytając "Człowieka z lasu" :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za aktywność na blogu. :)