Siostra księżyca


Czas na piąty już tom niezwykłych przygód siedmiu sióstr. Tym razem poznajemy bliżej Tiggy, miłośniczkę flory i fauny. Dziewczynę o wspaniałym sercu, łagodności, delikatności. Tiggy nie spotkasz na dyskotece czy w barze. Ta dwudziestosześciolatka spędza czas ze zwierzętami, kocha je, a one odwdzięczają jej się za jej czułą opiekę.

Tak jak było to w przypadku starszych sióstr Tiggy, dziewczyna nie może poradzić sobie ze stratą ojca. Ciągle ma przeczucie, że jej tata żyje. Czuje jego obecność, co nie pomaga jej w zaakceptowaniu myśli o jego odejściu. List, w którym Pa Salt zdradził jej, skąd pochodzi, czytała już wiele razy. Nie ma jednak na tyle odwagi, by odwiedzić odległą Hiszpanię. To jednak wkrótce ma się zmienić.

Dziewczyna rozpoczyna pracę w Szkocji, gdzie zajmuje się zwierzętami. Poznaje właścicieli posiadłości i mieszkańców okolicy. Kiedy zostaje przedstawiona Chilly'emu, "widzącemu", ten mówi Tiggi, że wiedział, że przybędzie, a teraz za jego sprawą wróci do domu, tam, gdzie jej miejsce.

Tiggy polubiła Chilliego i zaczęła spędzać z nim więcej czasu, a on w zamian zdradził jej historię jej rodziny.

Życie Tiggy zaczyna się coraz bardziej komplikować. Dotychczas zajmowała się jedynie zwierzętami. Teraz ma na głowie także jednego z bogaczy, który bardzo chce spędzać z nią czas i nie przyjmuje odmowy. Do tego dochodzi zazdrość żony właściciela domu oraz kiepska sytuacja finansowa posiadłości. Kiedy dochodzi do próby postrzału, dziewczyna ma dość. Ucieka ze Szkocji i wyrusza do Hiszpanii, by odciąć się od trudnej sytuacji, ale i odnaleźć swoje korzenie.

Większość dzieci ma ten luksus, że ich przeszłość jest nierozłącznie związana z czasem teraźniejszym i przyszłością – zostały wychowane w środowisku, które znają i rozumieją. Ja miałam wrażenie, że przechodzę błyskawiczny kurs swojego dziedzictwa, które było kompletnym przeciwieństwem tego, w czym dorastałam, od kiedy zabrał mnie stąd Pa Salt. Musiałam jakoś poskładać razem te dwie Tiggy i wiedziałam, że to trochę potrwa. Po pierwsze, trzeba było pogodzić się z tą nową Tiggy, którą odkrywałam.

W ten sposób my również poznajemy historię Sacromonte oraz mieszkających tam Cyganów, którzy zabawą umilali sobie życie. Widzimy narodziny gwiazdy flamenco, trudy życia, wojnę domową w Hiszpanii, mnóstwo niesprawiedliwości losu. Jesteśmy świadkami trudnych decyzji, wielkich wyzwań, chwil pełnych łez rozpaczy, ale i szczęścia.

Jak to wszystko wpłynie na Tiggy? Czy historia jej przodków rozjaśni, czy też skomplikuje jej sytuację życiową? Czy to możliwe, by dziewczyna została obdarzona niezwykłym darem tak jak widzący Chilly?

Tym razem czegoś mi zabrakło. Oczywiście, byłam zafascynowana losami Tiggy, a także jej krewnych, ale nie porwała mnie ich opowieść. Brakowało mi miłości, która w tej części serii nie ma łatwo. Nie jest głównym wątkiem, a bohaterowie nie są wylewni w swoich uczuciach.

Uwielbiam, kiedy autorka zapoznaje nas z dawnymi dziejami, zaciekawia nas historią. Sprawnie przeplata postacie realistyczne z fantastycznymi, operuje fikcją i faktami historycznymi, tworząc niezwykle fascynującą opowieść. A tym razem do tej mieszanki dochodzi jeszcze baśń. Magiczne moce bohaterów, ich widzenie, uzdrawiające dłonie, zdolności zielarskie, mogą przypominać czytelnikowi książki fantastyczne. Lucinda Riley bawi się gatunkami, by na końcu uzyskać niesamowity efekt.

Przyznaję cztery kostki czekolady, bo jak zawsze byłam zachwycona, mimo że tym razem romantyczna część nie odczuła mały niedosyt.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Może zainteresuje Cię również

3 komentarze

  1. Mam trzy pierwsze tomy ale jeszcze sie za nie nie zabralam. Koniecznie musze :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cała seria jeszcze przede mną. Sądząc po recenzjach, to muszę je wszystkie jak najszybciej nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie ta część jest troszkę inna od pozostałych, ale pewnie wynika to z tego, że i bohaterka jest zupełnie inna niż siostry. Co do ziołolecznictwa i przewidywania przyszłości, to choć nam, współczesnym, kojarzy się to z fantasy to jest to po prostu dziedzictwo kulturowe grupy etnicznej, z której wywodzi się Tiggy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za aktywność na blogu. :)