Sekret Heleny


"Sekret Heleny" to już kolejna książka Lucindy Riley, jaką miałam okazję przeczytać. Tym razem autorka zabiera nas na wakacje na Cypr. Helena wraz ze swoimi dziećmi przylatuje na wyspę, by odświeżyć nieco dom, który otrzymała w spadku po chrzestnym, a w którym spędziła w młodości niezapomniane lato. Helena musi się spieszyć z odnowieniem pięknej Pandory — bo takie imię nosiła zaniedbana willa, jej mąż oraz najmłodsze dziecko miało dołączyć do nich już za kilka dni, a zaraz potem, Pandora miała wypełnić wesoła gromadka jej przyjaciół.

W tym małym i pospiesznym remoncie pomaga jej niewidziany od lat przyjaciel — Alexis, Cypryjczyk, z którym przeżyła tutaj piękne chwile lata temu.

Syn Heleny, Alex, obiecuje sobie, że tego lata  wyciągnie od matki prawdę i dowie się, kim jest jego biologiczny ojciec. Do tej pory jego rodzicielka była bardzo skryta w tej kwestii i nie chciała nic powiedzieć synowi. Trzynastolatek jednak jest gotowy, by poznać swoją historię, a gdy zauważa zakochane spojrzenie Alexis, który obdarowuje Helenę, Alex obawia się, że już wszystko jest jasne. Zbieżność imion nie może być przypadkowa.

Wszystko wskazuje na to, że to lato będzie przełomowe, a Helena, wracając do Pandory, otworzyła mitologiczną puszkę Pandory, a wszystkie skrywane przez nią sekrety wyjdą na jaw po tylu latach. Jak wpłynie to na dotychczasowe stabilne życie jej rodziny?

Zastanawiam się, dlaczego ludzie nienawidzą pojawiającej się na ich ciele mapy życia, podczas gdy drzewa, takie jak to, albo spłowiałe obrazy, albo niemal niezamieszkane budynki są sławione właśnie z powodu starości.

Lucinda Riley nie zaskakuje niczym nowatorskim, nie zmienia nagle struktury swoich książek, do której przyzwyczaiła swoich czytelników. Jak dotychczas najpierw czeka nas wprowadzenie do danej historii, w której przeszłość ma ogromny wpływ na teraźniejszość, a następnie wraz z bohaterami odkrywamy to, co działo się dawniej. W "Sekrecie Heleny" akcja rozgrywa się w 2019 oraz 2006 roku na Cyprze, a następnie Riley zabiera nas do Wilna, jednak nie w tak odległe czasy, jak zazwyczaj. Teraz przeszłość, którą poznajemy, jest dość bliska nam, bo opisywane tajemnice wydarzyły się w latach 90. ubiegłego wieku. Na tle poprzednich książek Lucindy Riley jest to właściwie jedyna cecha, która nieco odróżnia "Sekret Heleny" od innych powieści autorki.

Biorąc pod uwagę fakt, że akcja głównie rozgrywa się w wakacyjne miesiące na pięknym Cyprze, gdzie nasi bohaterowie poza odkrywaniem przeszłości spędzają czas, kąpiąc się w basenie czy leniuchując na plaży, możemy stwierdzić, że jest to lektura idealna na lato.

(...) czego nauczyłem się w te wakacje?
Że są różne rodzaje miłości i że miłość zjawia się w różnej formie i postaci.

Można na nią zasłużyć, ale nie można za nią zapłacić.
Można ją dać, ale nigdy nie można jej kupić.
I kiedy jest prawdziwa, nic jej nie pokona.
Taka jest miłość.

Jeśli znacie twórczość Lucindy Riley, wiecie czego się spodziewać — wielowarstwowej historii, rodziny z nieco zaplątanym drzewem genealogicznym, tajemnic i sekretów, co łączy się w naprawdę interesującą fabułę. Ja jestem ogromną fanką tej autorki i każda jej historia przenosi mnie do innego miejsca, uwielbiam to podróżowanie właśnie dzięki powieściom Riley.

Jako ciekawostkę dodam, że "Sekret Heleny" powstał po tym, jak Lucinda spędziła wakacje nie gdzie indziej jak na Cyprze wraz ze swoją rodziną. Było to dziesięć lat temu. Długi czas zarys historii leżał na dnie szuflady, ale na szczęście Riley postanowiła do niego wrócić.

"Sekret Heleny" tak jak powiedziałam, polecam szczególnie na lato, ale będzie to dobra lektura w jakimkolwiek terminie, ponieważ twórczość Lucindy Riley cechuje wyjątkowo plastyczne pióro. Nie nudzi nas opisami, a mimo to dobrze wiemy, jak wygląda miejsce akcji i wręcz czujemy jego klimat. Z każdą kolejną książką moja miłość do twórczości Riley rośnie.

— Często myślę, że życie jest jak podróż koleją — powiedziała nagle mama.
— Pod jakim względem?
— Cóż, telepiemy się ku przyszłości i w trakcie tej podróży bywają chwile, kiedy pociąg zatrzymuje się na ładnej stacji. Wolno nam wysiąść i zamówić filiżankę herbaty. (...) I siedzimy tam przez jakiś czas, popijając herbatę, patrząc na malowniczy widok, czując spokój i zadowolenie. Myślę, że są to chwile, które większość istot ludzkich opisałaby jako szczęśliwe. Oczywiście później trzeba wrócić do pociągu i kontynuować podróż, ale nigdy nie zapomina się tych chwil szczęścia, Alexie. I to właśnie one dają nam siłę, żeby stawić czoło przyszłości: wierzymy, że znów nadejdą. I oczywiście nadchodzą.


"Sekret Heleny" zdobywa cztery kostki czekolady.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Może zainteresuje Cię również

4 komentarze

  1. Nie słyszałam jeszcze o tej książce, ani nie czytałam nic z twórczości tej autorki, ale zaciekawiłaś mnie bardzo i z chęcią przeczytam Sekret Heleny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele dobrego słyszałam o tej książce, a Twoja recenzja to potwierdza, więc nie mogę przejść obok niej obojętnie. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Oo zapowiada się świetnie ♥
    xoxo
    https://ysiakova.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam już tę książkę na półce i nie mogę się doczekać, żeby ją zacząć, choć przed nią jeszcze kilka lektur do przeczytania :D Ale muszę ją zacząć czytać jak najszybciej, żeby mieć typowo letnią lekturę na upalny dzień - uwielbiam taki romansowy, letni relaks ^^

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za aktywność na blogu. Miłego dnia. :)