Kształt wody


Najczęściej nagradzany tytuł na tegorocznej gali rozdania Oscarów - aż cztery statuetki, w tym za najlepszy film. "Kształt wody" może pochwalić się również Złotym Globem oraz Złotym Lwem. Ten film otrzymał mnóstwo nagród, co sprawiło, że stał się sławny na całym świecie. Czy wiecie, że "Kształt wody" możecie nie tylko obejrzeć, ale i przeczytać? 27 lutego swoją premierę miała adaptacja powieściowa filmu napisana przez Guillermo del Toro i Daniela Krausa.

Najpierw przeczytałam książkę, potem obejrzałam film. Zawsze byłam (i zapewne będę) zdania, że książka wygrywa z filmem. Oczywiście od tej zasady są pewne wyjątki (np. "Love, Rosie"), czy jednak "Kształt wody" jest takim wyjątkiem? Trudno powiedzieć, ale zacznijmy od początku.

Elisa jest niemową. Ma trzydzieści lat i od kilkunastu lat pracuje w Ośrodku Badań Kosmicznych OCCAM. Od kiedy skończyła osiemnaście lat i wydostała się z sierocińca, jej życie przepełnia monotonia. Wynajmuje tanie mieszkanie nad kinem, a dźwięki z aktualnie granego filmu zna na pamięć. Jej sąsiadem jest Giles, artysta w dojrzałym wieku. Elisa pracuje na nocnej zmianie, podczas której towarzyszy jej czarnoskóra przyjaciółka o imieniu Zelda. Giles i Zelda to tak naprawdę jedyne towarzystwo Elisy, jedyne osoby, które specjalnie dla niej nauczyły się języka migowego.

Jedyną kolorową rzeczą w skromym życiu Elisy są jej buty. Ma ich mnóstwo, zazwyczaj poniszczone i znoszone, ale barwne i oryginalne. 

Baleriny będą jedyną formą buntu, na jaką Elisa poważy się tej i każdej innej nocy. Stopy łączą człowieka z ziemią, ale jeśli ktoś jest biedny, to ani jeden kawałek ziemi nie należy do niego.

Pewnego dnia w OCCAM panuje wyjątkowe zamieszanie. Przywożą jakąś tajemniczą kapsułę wypełnioną wodą. Gdy Elisa podchodzi bliżej, widzi dłoń. Od tej pory jej zafascynowanie postacią ukrywającą się w wodzie.

Film skupia się jedynie na historii niezwykłej istoty przewiezionej do OCCAM pod pretekstem badań, którymi dowodzą Hoffstetler oraz Strickland. Ten drugi odgrywa tu o wiele ważniejszą rolę, która w filmie nie jest (moim zdaniem) dostatecznie wyjaśniona.

Dzięki książce poznajemy całą historię Stricklanda. Zmuszony szantażem, spędził siedemnaście miesięcy w dżungli amazońskiej, poszukując legendarnego stwora. Dżungla zmieniła go nie do poznania. Stał się dziki, nieokrzesany, a po powrocie do domu nie może odnaleźć się w cywilizacji. Wodny stwór stał się jego największym wrogiem. 

"Kształt wody" opowiada nie tylko o niezwykłej miłości między niemową a potworem morskim. To historia również człowieka, który oszalał w dziczy Amazonii. To też opowieść artysty homoseksualisty w podeszłym wieku, który sam nie wie, kiedy jego życie minęło, ale zdecydowanie nie jest zadowolony z jego przebiegu. To też losy kobiety, która po przeprowadzce do Ameryki poznaje inny świat, zaczyna rozumieć, że kobiety też mogą coś znaczyć, mogą pracować, robić to dobrze, a nawet być komplementowane i być kimś więcej niż gospodynią domową. "Kształt wody" mówi również o sposobie, w jaki kiedyś traktowano czarnoskórych ludzi. 

Podsumowując, powiedziałabym, że "Kształt wody" skupia się właśnie na inności. Niemowa, potwór morski przypominający człowieka, homoseksualista, czarnoskóra kobieta - ich wszystkich łączy fakt, że wyróżniają się na tle pozostałych ludzi. Ale czy to sprawia, że są oni gorsi?

Jak to jest czuć się kimś? Istnieć nie tylko we własnym świecie, ale również w czyimś innym?

Tak jak wspomniałam, książka mówi więcej, dzięki niej poznajmy prawdziwą historię, a nie jak w filmie - jedynie jej zarys. "Kształt wody" opowiada o wielu ważnych kwestiach i nie powinniśmy skupiać się jedynie na miłości głównych bohaterów, odważyłabym się o stwierdzenie, że ta niezwykła istota jest tu jedynie tłem do poruszenia ważnych tematów i wywołania dyskusji.

Jeśli chodzi o klimat, to tu ewidentnie przewagę ma film - adaptacja książkowa kiepsko oddaje nastrój, a momentami czyta się ją z trudnością. Nie wiem, czy jest to wina tłumacza, czy autora. 

Fabuła z pewnością inna niż wszystkie te historie, z którymi spotykamy się dookoła. Przesłanie również jest na plus, można wiele z tej książki (czy też filmu) wynieść. Niestety niektóre sceny były po prostu dziwne, o wiele lepiej ukazano je na ekranie. 

Mimo wszystko "Kształt wody" wciągnął mnie i naprawdę zainteresował. Zachwycona nie jestem, ale mam pozytywne zdanie o tej książce. Zdecydowanie warto poznać tę historię. A może już to zrobiliście? Jak wrażenia? Ja przyznaję trzy kostki czekolady, jaka byłaby Wasza ocena? 
Jeśli zdecydujecie się na sięgnięcie po "Kształt wody", zaczniecie od filmu czy książki? Dajcie znać.



Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Może zainteresuje Cię również

14 komentarze

  1. Jakoś mnie nie kusi ta książka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem jej bardzo ciekawa. Okładka w ogóle jest przepiękna, a opis zachęca. Myślisz, że mi się spodoba? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planach książkę i film :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba jeszcze nie czytałam całkoeicie negatywnej opinii o tej książce. Większości się podobała, a to że film został aż tak doceniony jest jedynie dodatkowym pretekstem, by tę powieść przeczytać. Mam nadzieję, że niedługo wpadnie w moje łapki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chcę przeczytać tę książkę, a potem obejrzeć film. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oglądałam film ii... no cóż, jak dla mnie był mocno średni. Po książkę z pewnością nie sięgnę ;p

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  8. Je jednak nim obejrzę film najpierw przeczytam książkę, chociaż zgadzam się z faktem, że niektóre adaptacje filmowe są o wiele lepsze niż ich książkowe pierwowzory. Jak choćby moja ukochana "Zielona mila" czy "Skazani na Shawshank". Lubie inność zarówno z rzeczywistości jak i w literaturze, więc myślę, że to książka jak najbardziej dla mnie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. lubię filmy tego reżysera, a patrząc na okładkę książki mam przed oczami postać Abe Sapiena z Hellboya, którego o wiele bardziej lubiłam niż główną postać z filmu. U mnie to różnie bywa, czasem zaczynam od filmu czasem od książki, ale chyba częściej od książki :) ta mnie zaciekawiła :)
    pozdrawiam
    cherryladyreads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałabym móc tak bezkarnie pochłaniać czekoladę, jak książki :) Ta historia mnie całkiem interesuje, ale raczej sięgnę po ekranizację.

    OdpowiedzUsuń
  11. Film mnie niestety nie kupił - to znaczy, bardzo podobał mi się nastrój (muzyka!) i klimat (kolory!), ale warstwa fabularna była naciągana i jakoś nie zdołała mnie zaangazować (zaczynam sądzić, że styl Del Toro to chyba w ogóle nie moje klimaty). Trochę kusi mnie ksiązka - może właśnie kosztem tego klimatu bardziej dopracowana historia mi się spodoba. Będę szukać :)

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jednak jeśli już, to obejrzę najpierw film, a potem ewentualnie wezmę się za książkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Po przeczytaniu Twojego wpisu zaczynam żałować, że film obejrzałam najpierw. Choć podobał mi się bardzo. Mam nadzieję, że książka będzie jeszcze lepsza, tak jak piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bez względu na to czy ktoś miał już okazję obejrzeć film czy jest jeszcze przed seansem, "Kształt wody" to książka, po którą warto sięgnąć. To znacznie bardziej rozbudowana historia i choć w kinie łatwiej "poczuć" tę atmosferę, to powieść równie mocno może działać na wyobraźnię. Polecamy! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za aktywność na blogu. :)