Royals. Kochanka Księcia

Kiedy już miałam serdecznie dość thrillerów, postanowiłam wrócić do wysłużonych romansów. Oczekiwałam rozrywki, może wzruszenia, ale z pewnością emocji. Wtedy sięgnęłam po pierwszy tom The Royals.

Clara właśnie ukończyła studia na Oxfordzie, które zwieńczyło uroczyste przyjęcie. Sukienki od najlepszych projektantów, wysokie szpilki i przyklejone do twarzy fałszywe uśmiechy. Do tego jej przyjaciółka, Belle, stale próbuje ją z kimś zeswatać, tym razem trafiło na brata Belle. Clara nie bawi się najlepiej, dlatego postanawia uciec od przyjaciółki, rodziców i całej reszty tej snobistycznej szopki. Na balkonie trafia na niezwykle przystojnego mężczyznę i w wyniku oszołomienia jego urodą, zaczyna na niego krzyczeć z błahych powodów, a on niespodzianie ją całuje. Tak. Brzmi to trochę dziwnie, prawda?

Mężczyzna wydaje się dziewczynie znajomy, ale pocałunek odebrał Clarze umiejętności posługiwania się mózgiem, więc go nie rozpoznaje.

Kilka dni później pod jej mieszkaniem stoi tłum paparazzich, a jej twarz błyszczy na pierwszych stronach wszystkich gazet w Wielkiej Brytanii. Nagle Clara doznaje olśnienia i już wie, kim jest ten tajemniczy mężczyzna. To Alexander, książę Cambridge. 

Życie Clary zmienia się o 180 stopni, gdy udaje się na tajemnicze spotkanie z księciem, który proponuje jej układ. Niby nie chce zobowiązań, a za chwile oczekuje od niej wyłączności i pragnie zabierać ją na randki. Mężczyźni...

Alexander jest nie tylko nieziemsko przystojny, ale oczywiście też niebezpieczny dla takiej delikatnej młodej kobiety, jaką jest Clara. Dlaczego w każdej książce przystojniak musi mieć jakieś sekrety albo głęboko skrywane wady? Bo zaczęłabym szukać takiego mężczyzny, a to przecież z góry skazane na porażkę.

(...) nic, co piękne, nie ma szans przy mnie przetrwać. Rozumiesz? Oni cię zniszczą, a jeśli nie oni, to ostatecznie zrobię to ja.

I tak oto Clara umawia się z księciem, a rodzina królewska jej nienawidzi. Dzień jak co dzień.



Emocji tu nie brakowało. Całą książkę przedstawiłabym jako sinusoidę. Clara czuje się fatalnie, Clara czuje się jak księżniczka, Clara ma załamanie, Clara jest w euforii, bo widzi się z księciem, Clara płacze, bo nie jest tak, jak sobie to wyobrażała... I tak bez końca.

Wydaje mi się, że akcja działa się za szybko. Szczególnie jeśli chodzi o pilnie strzeżony sekret i wielką traumę Alexandra - książę otworzył się całkowicie przed Clarą po kilku dniach znajomości. To było rozczarowujące.

"Kochanka księcia" to typowy przykład guilty pleasure. Pisząc tę recenzję, widzę, jak cała fabuła brzmi absurdalnie i nie wierzę, że to mi się podobało. Ale oczywiście nie mogłam się oderwać od lektury. I tak to jest z literaturą  guilty pleasure - trochę nas zawstydza fakt, że podobała nam się tak mało ambitna książka. 

Już od początku nie oczekiwałam od tej historii morałów, pouczeń, lekcji życia. Chciałam emocji i dostałam je. Chciałam kilku godzin dobrej zabawy z książką i dostałam je. Czasami potrzebujemy tego typu powieści, by oderwać się od rzeczywistości i po prostu spędzić miły wieczór. W tej kwestii "Kochanka księcia" mnie nie zawiodła.

Czułam się trochę za bardzo jak w bajce. Bo to była bajka. Taka, jaką się opowiada dziewczynkom przed snem, i taka, o jakiej marzą kobiety chodzące do kina na komedie romantyczne. Tylko że to wszystko działo się naprawdę, w dodatku to ja miałam się wcielić w rolę współczesnego Kopciuszka, którą trudno było mi zaakceptować.

Podsumowując, jeśli lubicie guilty pleasure i nie będziecie spodziewać się ambitnej książki, a jedynie dobrej zabawy, to możecie sięgnąć po "Kochankę księcia". W innym wypadku po prostu rzucicie książką o ścianę, a przecież szkoda byłoby książki i ściany.

Przyznaję trzy kostki czekolady i po cichu czekam na kolejny tom. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Może zainteresuje Cię również

6 komentarze

  1. Ja już się jej nie mogę doczekać. Jeszcze tylko 3 książki mnie od niej oddzielają. Nie spodziwam się czegoś nowego, liczę na schemat więc powinnam być zadowolona :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo ciekawa tej książki. Będę musiała się zaopatrzyć :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy z nas ma swoje gulity pleasure. Nie dziwie się, że ta książka Ci się podobała, chociaż ja jakoś nie jestem nią zainteresowana :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka czeka w kolejce do przeczytania :) ale miło było zapoznać się z jedną z pierwszych recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale mnie ciekawi ta książka! Musze ją przeczytać :D

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli będę szukać coś typu guilty pleasure, to dam tej książce szansę, bo rzeczywiście wydaje się idealnie zasługiwać na ten tytuł. ;)

    OdpowiedzUsuń

Napisz szczerze co Ci się podoba, a co nie. Dzięki Twojej opinii wiem nad czym muszę jeszcze popracować.
Komentarze typu "fajny post" możesz sobie darować.
NIE ZOSTAWIAJ LINKU DO SWOJEGO BLOGA - ZNAJDĘ GO NA TWOIM KONCIE GOOGLE.
Dziękuję za aktywność na blogu. :)