Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • STRONA GŁÓWNA
  • SPIS RECENZJI
  • MÓJ BOOKSTAGRAM
  • PATRONATY
  • ARTYKUŁY
    • Wizyta w studio Harry'ego Pottera
    • Co podarować książkoholikowi na święta?
    • Bookstagram - jak zacząć?
    • Podróż z książką
    • Czytelnicy polecają świąteczne książki
    • Blogerzy polecają świąteczne książki
    • Jak poradzić sobie z lekturami szkolnymi?
    • Co blog zmienił w moim życiu?
    • O BOOKSTAGRAMIE
    • CYTATY
    Instagram

    Książki Dobre Jak Czekolada | blog z recenzjami książek


    Zacznijmy jeszcze raz.
    Nazywam się Megan Rivers, zdrobniale zapisuję swoje imię "Meggy", nigdy "Meggie". Mam trzydzieści trzy lata, niezwykły tatuaż na plecach i uważam, że z moim życiem jest coś nie tak. W lustrze widzę swoją twarz, tyle że nie jest to moja twarz. Jest nie całkiem prawdziwa, nie do końca właściwa. Tak w każdym razie czuję. Poza tym czasem widuję skrzydlate istoty. To nie przewidzenia, wiem, że istnieją. Mój kot, Tabris, również je widzi.
    Jak na osobę po trzydziestce jestem potwornie niedojrzała, ale może to dlatego, że nie pamiętam niczego sprzed swoich ósmych urodzin i siłą rzeczy mój mózg uważa się za młodszy, niż jest w istocie. Moja amnezja jest skutkiem wypadku, w którym zginęli rodzice. Właściwie to nawet ją lubię, dzięki niej nigdy nie odczuwałam ich braku. Nie można tęsknić za kimś, kogo się nie pamięta.
    Brzmi okrutnie? Może i tak, ale życie jest okrutne.

    "Władczyni Mroku" to debiutancka książka K.C. Hiddenstorm znanej Wam już z "Krwawego księżyca" i "Po złej stronie lustra". Już w 2017 roku miałam okazję zrecenzować "Władczynię Mroku" i wtedy nagrodziłam ją aż czterema kostkami czekolady. Wydawnictwo Kobiece wraz z autorką postanowiło wydać na nowo tę książkę, dlatego skuszona nowymi scenami postanowiłam wrócić do historii Lilith i Lucyfera. Jak nowa wersja wypada na tle starej?

    Przyznaję szczerze, że nie zauważyłam tych nowych scen, które były obiecywane. Owszem, może jest to kwestia tego, że czytam tę powieść po dwóch latach i mogę już jej tak dobrze nie pamiętać. Zauważyłam jednak brak przynajmniej jednej ze scen, które uważałam za kluczowe. W podziękowaniach Hiddenstrom pisze o tym, że pierwsza wydana wersja "Władczyni Mroku" była za długa i musiała sporo wyciąć. Ale gdzie są te nowe fragmenty? Niestety, czułam się nieco zawiedziona. Poza nowością w zakończeniu nie widziałam żadnych dodatnych scen.

    To, co widać na pierwszy rzut oka, to fakt, że wersja wydana przez Wydawnictwo Kobiece o wiele lepiej się prezentuje. Okładka jest ciekawsza, każda z ksiąg jest oddzielona i wyróżniona ilustracją. Pod względem graficznym — nie ma do czego się przyczepić.

    Kiedy dowiedziałam się, że "Władczyni Mroku" będzie miała reedycję, zastanawiałam się, jaki jest tego sens. Skusiły mnie tylko te nowe sceny, ale ja już czytałam tę książkę. Nowe wydanie, w wydawnictwie bardziej znanym niż to, które zajmowało się pierwotną wersją, ma większe szanse na zdobycie popularności. Dodatkowo należy zwrócić uwagę, że autorka jest teraz znacznie bardziej znana niż była jeszcze 2 lata temu. Na swoim koncie ma już kilka tytułów, cieszy się stałą grupą czytelników, która wciąż się powiększa, a to wszystko sprawia, że nowa "Władczyni Mroku" ma szansę trafić do większej liczby odbiorców niż wcześniej. 

    Dla mnie, osoby, która już miała przyjemność czytać tę powieść fantastyczną, jest to trochę odgrzewany kotlet.

    Mimo to uważam, że jest to naprawdę dobra polska fantastyka, po którą warto sięgnąć i którą warto poznać. Ale jeśli czytaliście już "Władczynię Mroku" nie znajdziecie w niej nic nowego, a jedynie okrojoną wersję pierwotnego wydania.

    Dla tych, którzy nie mieli przyjemności czytać debiutanckiej książki K.C. Hiddenstorm, krótko przypomnę, o czym jest fabuła.

    Meghan od dawna widzi dziwne rzeczy, ale w ostatnim czasie znacznie się to nasiliło. Zdarzają jej się wybuchy agresji, podczas których okazuje się, że dysponuje ogromną mocą. Zauważa też miany w swoim wyglądzie zewnętrznym, odrobinę urosła, nabrała kobiecych kształtów, jej twarz promienieje, a włosy lśnią. A do tego jeszcze ten dziwny Nicholas. Najpiękniejszy mężczyzna, jakiego widziała, a jednocześnie tajemniczy i jakby pochodzący z innego świata...
    Kobietę nawiedzają różne wizje, ma przerażające sny. Tęskni za czymś, czego nie zna. Dlaczego czuje, że Nicholasa zna od zawsze i... kocha go od wieków?

    Tymczasem w Piekle przygotowywana jest wojna. Wszystko z powodu podstępu, na jaki nabrała się Władczyni Mroku. Archanioł Gabriel oszukał Lilith, grożąc jej wiecznością bez jej ukochanego Lucyfera. Przerażona tą wizją Władczyni, zgodziła się spędzić życie jako śmiertelniczka. Kiedy przejrzała podstęp anioła, było już za późno.
    Od tamtej pory Lucyfer szuka na Ziemi swojej ukochanej królowej. Ale czy znajdzie ją na czas?

    Wiem, że doskonale zdajecie sobie sprawę, kim w rzeczywistości był Nicholas i kim byłam ja. Moją intencją nigdy nie było trzymać was w niepewności. Tym, czego chciałam, było opowiedzenie wam mojej historii. Historii osoby, której przekonanie o nierealności, niewłaściwości własnego życia jest uzasadnione, o tym przypadku jednym na milion, kiedy to przyprawiające o obłęd pragnienia i tęsknoty okazują się nie majakiem, lecz szczerą prawdą. Przede wszystkim zaś chciałam opowiedzieć historię, w której największą rolę  odgrywała miłość, a która to przecież ma więcej niż jedno oblicze.

    "Władczyni Mroku" wciąż mi się podoba i chętnie polecę ją miłośnikom fantastyki, ale oczekiwałam czegoś więcej po tej odświeżonej wersji i stąd ta jedna kostka czekolady mniej. Jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki — przeczytajcie, bo warto.  

    Nową wersję "Władczyni Mroku" nagradzam trzema kostkami czekolady, a więc wypadła jednak gorzej niż pierwsze wydanie.


    Premiera 15 maja.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
    Share
    Tweet
    Pin
    3 komentarze

    Victoria Page i Thomas Wilde od kilku lat są małżeństwem. Oboje zajmują się zawodowo pisarstwem. Teraz w ich życiu pojawia się wiele zmian - Thomas proponuje przeprowadzkę do luksusowego mieszkania w Nowym Jorku, a także informuje żonę, że zamiast pisać jak dotychczas literaturę faktu, zaczyna swoją przygodę z kryminałami.

    Nikt nie może przypuszczać, że mroczne i niezwykle krwawe dzieło zainspiruje kogoś do zabijania ludzi w sposób opisany w książce.

    Thomas coraz częściej zachowuje się dziwnie, co niepokoi Victorię. Pojawiają się u niego dziwne fanaberie, robi się drażliwy i wybuchowy. Kiedy po raz pierwszy podnosi rękę na własną żonę, Victoria zaczyna zastanawiać się, czy to nie on sam stoi za tymi zabójstwami. 

    W dodatku każdej nocy śni jej się jej własna śmierć z rąk Thomasa. Długo zastawiałam się, czy Victoria nie jest jedną z chorych psychicznych osób, które w swoim obłąkaniu zaczynają obwiniać najbliższych o najgorsze rzeczy? Jedną z tych osób, którym rzeczywistość miesza się z koszmarem sennym? 

    Czy moje sny to coś w rodzaju proroczych wizji, swoista odpowiedź na zmieniające się zachowanie Thomasa, czy raczej są one przyczyną mojego lęku i rosnącej w sile paranoi? (...) Czym są? Przyczyną czy skutkiem? Czy wykrzywiają moją percepcję, każąc myśleć, że on się zmienia, czy raczej ukazują mi prawdę, której nie chcę i boję się zobaczyć?

    Co zrobisz, jeśli okaże się, że poślubiłaś diabła?

    Karina Hiddenstrom słynie ze swoich mrocznych i pełnych krwi książek. Okładka i tytuł jej najnowszej powieści zapowiadała, że i tym razem możemy spodziewać się tego typu scenerii. I tak było. Przemoc domowa, gwałt, ale z drugiej strony miłość do męża i przebaczenie. Kryminał, który inspiruje kogoś do zabijania. Nieuchwytny morderca. Drastyczne, a jednocześnie realistyczne sny, które nawiedzają Victorię - czy są one przyczyną, czy skutkiem nieludzkiego zachowania jej męża? A w tle tego wszystkiego księżyc, który raz na jakiś czas staje się czerwony, niczym krwawy pączek, a naukowcy mimo wielu lat badań nie potrafią wytłumaczyć tej anomalii.

    Przeszłość zaklęta jest w dźwiękach, zapachach, kształtach. A my ochoczo przestępujemy jej próg, niepomni, że zwiedzając kolejne komnaty i bratając się z duchami, gubimy teraźniejszość. Jednak  czasami warto ją zgubić, czasem warto zgubić teraźniejszość, która okazuje się być niczym więcej jak tylko przereklamowanym produktem, oszustwem z przeceny. Bywa tak, że to właśnie przeszłość jest naszym jedynym azylem, mydlaną bańką, która zagwarantuje nam pozorne, błogie bezpieczeństwo.

    Uwielbiam książki K.C Hiddenstorm, pomimo ich mrocznego nastroju. Autorka zawsze potrafi mnie zaskoczyć zakończeniem i tak było i tym razem. Nie lubię otwartych zakończeń, ale przyznaję, że świetnie zostało to rozegrane. Nie mogłam przypuszczać, że taki będzie finał "Krwawego księżyca". Oczywiście po przeczytaniu miałam niedosyt i od razu zapragnęłam więcej.

    To, co nie podobało mi się w tej historii to jedynie fakt, że zbyt często sny Victorii myliły mi się z rzeczywistą akcją. Na początku było to ciekawe zagranie, jednak o kilka razy za często wykorzystane sprawiło, że poczułam się nieco zagubiona. Oczekujcie też, że spotkacie się tu z wieloma może nie drastycznymi, ale mocnymi scenami. Nie jest to historia fiołkami i różami usłana.

    Książkę pochłonęłam w trzy godziny, czyta się ją błyskawicznie. Jestem zachwycona pomysłem na fabułę, postacią zabójcy inspirującego się książką. Wciągnęło mnie obserwowanie przemiany idealnego męża w diabła wcielonego. Uwielbiam cięty język i czarny humor autorki, który nieodłącznie towarzyszy jej bohaterom. 

    "Krwawy księżyc" zdobywa trzy kostki czekolady, a ja zachęcam Was do przeczytania pozostałych książek Kariny Hiddenstorm - "Władczyni Mroku" i "Po złej stronie lustra".

    Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorce - Karinie Hiddenstorm.



    Share
    Tweet
    Pin
    9 komentarze
    Megan już jako dziecko była niezwykła. Kiedy miała 6 lat, rodzice nakryli ją na rysowaniu przerażającego obrazka. Gdy zapytali, co on przedstawia, usłyszeli - "Księcia Ciemności i Władczynię Mroku". Myśleli nawet o wykonaniu egzorcyzmu. Matka obawiała się córki. 2 lata później rodzice Megan zginęli w wypadku, a ona wychowywała się pod okiem ciotki.

    Teraz główna bohaterka ma 33 lata i wciąż jej czegoś brakuje. Tęskni za czymś, czego nie pamięta. Każdej nocy śni jej się koszmar. Niektórzy powiedzą, że to wynik traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa. Śmierć rodziców z pewnością odcisnęła piętno na jej psychice. Jednak czy to jest powodem jej złego samopoczucia?

    Dławię się dzień po dniu, czując, jakbym tkwiła w obcym świecie, który nie jest i nigdy nie będzie moim, domem.

    Tymczasem w czeluściach piekła ktoś podstępem odbiera ukochaną Lucyfera. A on poprzysięga, że odnajdzie ją, chociażby miał podpalić całą ziemię.

    Zniszczę wszystko, cały świat, jeśli okaże się to konieczne, by odnaleźć Lilith. 

    Jak już zauważyliście, ta historia opowiadana jest w dwóch wymiarach. Dowiadujemy się co dzieje się na Ziemi, ale i w Niebie i Piekle.

    Język powieści jest zróżnicowany. Z jednej strony czytamy przepiękne zdania, rozważnie dobierane słowa, które nadają niezwykły klimat książce. Po chwili język bohaterów jest pełen wulgaryzmów i opisuje sceny z pijackich imprez. Występuje też tu kilka dość mocnych akcji i ich szczegółowych opisów, które zdarzało się, że pomijałam ze względu na moją wrażliwość.

    "Władczyni Mroku" to bardzo interesująca historia. Świat przedstawiony jest w sposób bardzo szczegółowy, a czytelnik dobrze jest poinformowany o wydarzeniach. Czasami sceny wydają się zbyt długie, a opisy zbyt rozbudowane, ale to jedyny zarzut, który mogę postawić tej powieści.

    Występują tu Archaniołowie i Demony. Czytając tę książkę, byłam pełna podziwu dla wiedzy autorki. Przytaczane są pradawne opowieści i wierzenia. Często dodawanie informacji historycznych wiąże się ze znudzeniem czytelnika, ale tu nie ma miejsca na nudę. Akcja jest szybka, ciekawa i wciągająca. Sama nie wiem, kiedy przebrnęłam przez tę liczącą ponad 500 stron (i to w większym rozmiarze niż ten standardowy rozmiar książki), po prostu nagle dotarłam do końca i byłam oszołomiona "Władczynią Mroku", mimo że czytałam ją kolejny raz.

    Postawy bohaterów są trudne do zdefiniowania, a ich ocena jest pozostawiona czytelnikowi. Nie jest tak, że Archaniołowie to bez wyjątku postacie o czystym sercu i dobrych zamiarach, a Demony nie są zdolne do wyjątkowych uczuć jak bezinteresowna miłość. 

    "Władczyni Mroku" to debiut, ale moim zdaniem zdecydowanie udany. Druga książka tej autorki "Po złej stronie lustra" również mnie zachwyciła i zdecydowanie czekam na kolejne dzieła spod pióra K.C. Hiddenstorm. Cztery kostki czekolady to jak najbardziej zasłużona ocena. Ma nadzieję, że i Wy sięgniecie po ten tytuł i osądzicie debiut autorki.

    Za egzemplarz recenzencki dziękuję samej autorce - K.C. Hiddenstorm.



    Share
    Tweet
    Pin
    17 komentarze
    Oto historia obłędu, prawdy, utraconych nadziei i upadku. To opowieść o początku zwiastującym koniec i rozpaczliwym końcu będącym początkiem jeszcze większego koszmaru... A może to nic więcej aniżeli sen szaleńca, w który ktoś desperacko pragnął uwierzyć?
    Śmiało, przekonaj się o tym osobiście.
    Jeśli tylko starczy ci odwagi...

    Lisa jest znaną i cenioną aktorką w samym Hollywood. Piękna, szczupła, zabawna, a do tego utalentowana i bogata. Przy swoim boku ma przyjaciółkę, na którą zawsze może liczyć. Lisa wiedzie cudowne życie, ale jak to w książkach bywa, do czasu...

    Znalazłam się po niewłaściwej stronie lustra i boję się, co będzie, jeśli nie znajdę drogi do domu.

    Kiedy po wypadku na planie budzi się w szpitalu, jeszcze nie podejrzewa niczego złego. Dopiero gdy lekarz zwraca się do niej "Sarah", ona sama nie wyczuwa pod palcami swojej blizny, a w odbiciu widzi szare, a nie zielone tęczówki, wie, że ma kłopoty.

    Od tego czasu dziewczyna wiedzie dwa życia w alternatywnych rzeczywistościach, a co najgorsze - przenosi się do nich mimowolnie.

    Ja jestem tobą, a ty jesteś mną
    Nie możemy istnieć obie,
    Więc jedną z nas pochłonie mrok



    Każdy wie, że nie może to długo porwać. Lisa musi rozszyfrować, co się dzieje i zawalczyć o swoje dawne życie. Ale co, jeśli okaże się, że to wszystko jest jedynie chorobą psychiczną uaktywnioną w wyniku stresu po wypadku? Co jeśli Lisa jest po prostu chora?

    Wielkie kuku w główkę, do tego jeszcze alkohol i leki. Ot i cała zagadka. Chryste, weź się w garść, zamiast od razu krzyczeć: SZALEŃSTWO!

    Zaczynając lekturę tej książki, nie przypuszczałam nawet, jak wspaniałe chwile czekają mnie dzięki tej opowieści. Autorka spisała się na medal. Fabuła jest wyjątkowa i oryginalna, wcześniej nie czytałam czegoś podobnego. Wciągnęłam się od prologu, który jest napisany po prostu MISTRZOWSKO, nie przesadzam. Szybko zauważyłam jak zbudowane są zdania - jak gdyby ktoś bardzo starannie wybierał każde słowo, a to przyczyniło się do powstania niezwykłej książki.

    Odczuwałam to, co kłębiło się w głowie głównej bohaterki. Martwiłam się razem z nią. Oszalałam razem z nią. Próbowałam jej pomóc zrozumieć, co się dzieje. Ta książka ma ponad 400 stron, a mnie ciągle było mało. Zakończenie okazało się ogromnym zaskoczeniem, a po dobrnięciu do ostatniej strony wciąż nie mogłam otrząsnąć się z zachwytu. Jakby tego było mało, spójrzcie na okładkę! Czyż nie jest piękna? Ja jestem nią oczarowana. Grafik zdecydowanie spisał się na 6+.

    Nie wiem, jak mam Was przekonać, że mój zachwyt to nie są puste słowa. Jak najszybciej zajrzyjcie do księgarni internetowej, bo "Po złej stronie lustra" miało wczoraj swoją premierę, a na ten tytuł warto wydać każdą złotówkę.

    Gdybym dziś miała wybrać najlepszą książkę, jaką przeczytałam w 2017 r., byłaby to "Po złej stronie lustra". Nie będziecie więc zdziwieni, kiedy napiszę, że nagradzam ten tytuł czterema kostkami czekolady. Emocjonująca, wciągająca, trzymająca w napięciu i zaskakująca - taka jest nowa powieść K. C. Hiddenstorm.

    Dziękuję Oli z bloga "Stan: Zaczytany" oraz autorce - K.C. Hiddenstorm za możliwość przeczytania "Po złej stronie lustra".

    A jaka jest najlepsza przeczytana PRZEZ CIEBIE książka w 2017 roku? Daj znać w komentarzu. :)
    Share
    Tweet
    Pin
    17 komentarze
    Starsze Posty

    Polecany post

    Bookstagram. Jak zacząć?

    2 października 2018 roku minął rok odkąd prowadzę bookstagrama. Zakładając konto na Instagramie, nie przypuszczałam, że osiągnie ono tak ...

    Wybierz coś dla siebie

    • Kalendarze/dzienniki (4)
    • Kryminał/sensacja/thriller (38)
    • Literatura dla dzieci (2)
    • Literatura fantastyczna (40)
    • Literatura historyczna (14)
    • Literatura kobieca (244)
    • Literatura młodzieżowa (94)
    • Literatura piękna (1)
    • Literatura współczesna (7)
    • Literatura świąteczna (14)
    • Patronat (38)
    • Poezja (4)
    • Reportaż (1)
    • artykuł (14)
    • cytaty (23)
    • hate-love (19)
    • wywiad (4)

    Najpopularniejsze

    • Moje ulubione cytaty z książek (I)
      Ponieważ na moim Instagramie zdjęcia z cytatami są Waszymi ulubionymi postami, postanowiłam podzielić się z Wami jeszcze większą ilości...
    • Fale i echa
      Jej życie jest pełne lęku przed śmiercią. Jego życie jest pełne śmierci. Nina ma 21 lat i studiuje w Warszawie pedagogikę wczes...
    • Córka gliniarza
      Indy wpadła w prawdziwe tarapaty. Strzelanina pod jej księgarnią nie wróży niczego dobrego. Jej pracownik zgubił torbę pełną brylantów,...

    Archiwum

    • ▼  2026 (10)
      • ▼  września (1)
        • Cinnamon Spice Inn. Miłość może być najsłodszą z p...
      • ►  sierpnia (2)
      • ►  lipca (2)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  kwietnia (2)
    • ►  2025 (9)
      • ►  listopada (1)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  lutego (3)
    • ►  2024 (27)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (1)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (1)
      • ►  marca (2)
      • ►  lutego (3)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2023 (25)
      • ►  listopada (2)
      • ►  października (2)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (1)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (1)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (2)
    • ►  2022 (42)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (5)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (5)
      • ►  czerwca (2)
      • ►  maja (4)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2021 (51)
      • ►  grudnia (9)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (1)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  maja (6)
      • ►  kwietnia (3)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (5)
    • ►  2020 (71)
      • ►  grudnia (5)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (10)
      • ►  września (12)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (5)
      • ►  marca (13)
      • ►  lutego (10)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2019 (54)
      • ►  grudnia (1)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (2)
      • ►  sierpnia (6)
      • ►  lipca (7)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (7)
      • ►  lutego (15)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2018 (85)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (6)
      • ►  września (9)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (19)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (8)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  marca (6)
      • ►  lutego (6)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2017 (65)
      • ►  grudnia (7)
      • ►  listopada (7)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (9)
      • ►  czerwca (8)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (4)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2016 (21)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (8)
      • ►  października (9)
    Instagram

    Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates