Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • STRONA GŁÓWNA
  • SPIS RECENZJI
  • WSPÓŁPRACA
  • MÓJ BOOKSTAGRAM
  • PATRONATY
  • ARTYKUŁY
    • Wizyta w studio Harry'ego Pottera
    • Co podarować książkoholikowi na święta?
    • Bookstagram - jak zacząć?
    • 21 ulubionych książek na 21 urodziny
    • Podróż z książką
    • Czytelnicy polecają świąteczne książki
    • Blogerzy polecają świąteczne książki
    • Jak poradzić sobie z lekturami szkolnymi?
    • Co blog zmienił w moim życiu?
    • O BOOKSTAGRAMIE
    • CYTATY
    Facebook Instagram Pinterest

    Książki Dobre Jak Czekolada | blog z recenzjami książek

    It starts with us Colleen Hoover recenzja

    To miała być jednotomówka. Ale użytkownicy TikToka sprawili, że Hoover zdecydowała się wrócić do zakończenia "It ends with us" i napisać ciąg dalszy. Bo to dopiero początek drugiej szansy Lily i Atlasa.

    Nie będę ukrywać, że bałam się tej części. Obawiałam się, że może być napisana na siłę. Że to niepotrzebne przeciągnięcie tej historii. Ale na szczęście tak się nie stało. To domknięcie było potrzebne. Na to zakończenie zasłużyli nasi bohaterowie.

    Podoba mi się to, że autorka nie sprawiła, że Riley jest postacią czarną lub białą. Jest szarą. A decyzje Lily nie są łatwe. To w ogóle nie jest łatwa historia. Jest naprawdę bolesna. Pamiętajcie, że ta książka porusza temat przemocy fizycznej i psychicznej, być może nie jest to powieść dla każdego.

    Nie brakowało wzruszających momentów. Czytelnik ma szansę obserwować, jak miłość Atlasa i Lili dostaje kolejną szansę. Jak nasi bohaterowie powoli pozwalają sobie uwierzyć, że tym razem im się może naprawdę udać. Widzimy, jak wciąż zmagają się z problemami, ale zauważamy też, że razem przychodzi im to łatwiej.

    Kilkukrotnie zaszkliły mi się oczy. Użyłam mnóstwa znaczników. Po lekturze "It starts with us" potrzebowałam kilku dni na refleksję, bo emocjonalnie byłam "przeczołgana".

    Wiem, że niektórzy nie będą usatysfakcjonowani wyborem Hoover. Ale ja nie wyobrażam sobie innej opcji. I o tym też pisze autorka w podziękowaniach obu tomów.

    Według mnie ta książka nie mogłaby być lepsza.

    "It starts with us" jest dla mnie wyjątkowo ważnym tytułem, ponieważ na skrzydełku znajdziecie moją polecajkę, co mnie cały czas wzrusza. 🥺🤎

    Odpowiedzi na kilka zadawanych pytań:
    💭Tak, znajomość pierwszej części ("It ends with us") jest wymagana.
    💭Tak, znajdziecie tam kilka scen erotycznych.
    💭Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona naprzemiennie przez Lily i Atlasa.

    Ode mnie oczywiście cztery kostki czekolady.


    Poniżej sprawdzisz, gdzie w najlepszej cenie kupisz egzemplarz "It starts with us".
    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
    Slammed Colleen Hoover recenzja


    To nowe, już trzecie wydanie pierwszego tomu "Slammed" ("Pułapki uczuć") Colleen Hoover. Trylogię tę można zakwalifikować jako coś pomiędzy young adult a new adult — bohaterowie są młodzi i mają zaledwie 18 i 21 lat. Kolejne tomy w nowym wydaniu są zaplanowane na wrzesień 2022 roku.

    Dla mnie lektura "Slammed" była powrotem do przeszłości, do starej dobrej Colleen Hoover. Choć przyznam się, że nie jest to moja ulubiona książka tej autorki, to niewątpliwie wywołuje w czytelniku masę emocji — głównie smutku.

    Nie byłabym sobą, gdybym nie zauważyła, że to taka instant love — miłość błyskawiczna. Bohaterowie znają się zaledwie trzy dni, a już mowa jest o silnych uczuciach między nimi. Ale to tak naprawdę jedyna wada tej historii, która nadaje jej nieco infantylności i naiwności.

    Poza tym jednym zarzutem nie ma do czego się przyczepić. Hoover tradycyjnie już stworzyła powieść, w której los śmieje się w twarz bohaterom, w której młodzi ludzie przeżywają więcej niż niejedna dorosła osoba i muszą szybko nauczyć się pokory.

    "Slammed" nagradzam czterema kostkami czekolady, bo to bardzo dobra lektura, ale wiem, że Colleen ma jeszcze lepsze książki.



    Poniżej sprawdzisz, gdzie w najlepszej cenie kupisz "Slammed".

    Share
    Tweet
    Pin
    2 komentarze

    "Gdyby nie ty" to książka Hoover, która wywołała we mnie najwięcej sprzecznych uczuć. Historia Morgan i jej córki Clary podobała mi się, ale miałam niedosyt. Kilka rzeczy mi nie pasowało. Miałam też sporo do przemyślenia, jak zawsze po spotkaniu z twórczością Hoover.

    Tym razem poznajemy historię Morgan, której życie właśnie zadaje największy cios - jednocześnie odbiera męża i siostrę. Oboje giną w wypadku samochodowym. Kiedy szok powoli mija, pojawiają się pytania - co robili tam razem? Odkrycie, że dwójka najbliższych jej osób zdradziła ją w tak okrutny sposób, pozbawia ją sił. Wraz ze swoją nastoletnią córką Clarą pogrążają się w żałobie i tracą nić porozumienia.

    Podobało mi się, że Hoover postanowiła opisać tę opowieść z dwóch tak odmiennych perspektyw - matki i córki. Możemy obserwować, jak ta sama sytuacja jest zupełnie inaczej odbierana przez Morgan i Carę. Widzimy, jak różnie przeżywają żałobę i radzą sobie z tragiczną rzeczywistością.

    Autorka pyta się czytelników, co Morgan powinna teraz zrobić? Być szczera z córką i powiedzieć jej, że ukochany tata i ciocia, która była niczym przyjaciółka, mieli romans? Czy ma prawo zrujnować piękne wspomnienia Clary związane z tak bliskimi osobami? Czy może jeszcze bardziej zachwiać jej światem?

    Tuż po tragicznym wydarzeniu masz wrażenie, że spadłaś w przepaść. Ale kiedy zaczynasz się przyzwyczajać, zdajesz sobie sprawę, że to nieprawda. Jesteś tylko na wiecznym rollercoasterze, który właśnie dojechał do samego dołu. Teraz będzie jechał w górę i w dół, i do góry nogami przez długi czas. Może nawet już na zawsze.

    Przyznaję, że miałam problem z polubieniem Clary. Nastolatka przeżywała żałobę, jednocześnie odhaczając wszystkie formy młodzieńczego buntu. Często zachowuje się irracjonalnie, bezmyślnie, zapomina o swojej przyjaciółce i wielokrotnie rani matkę.

    Postacie męskie w tej książce Hoover były jak dla mnie zbyt... idealne? Jonah jest inteligentnym, spokojnym, przystojnym mężczyzną. Cichy, małomówny, opanowany, bardzo rzadko ulega emocjom. Pracuje w szkole, dzięki czemu świetnie dogaduje się z młodzieżą. Bardzo dobrze też radzi sobie z maleńkim synkiem. Czy można chcieć czegoś więcej? Wad nie widzę. A szkoda.

    To samo, jeśli chodzi o Millera, chłopaka, który wpadł w oko Clarze. Jego postać również jest wykreowana mało realistycznie i trudno się dopatrywać rys na jego wizerunku. To niestety zachwiało moją oceną najnowszej książki Hoover.

    Natomiast podobało mi się, że w "Gdyby nie ty" autorka połączyła młodzieżówkę z obyczajówką i stworzyła ważną książkę dla córki i matki. To coś nowego, a ja lubię wszelkie przejawy oryginalności. Niemniej wciąż mam niedosyt a kreacja postaci nie do końca przypadła mi do gustu.

    "Gdyby nie Ty" jest dobrą książką, ale na tle pozostałych tytułów Hoover wypada dość przeciętnie. Przyznaję temu tytułowi trzy kostki czekolady.
    Premiera "Gdyby nie ty" zaplanowana jest na 11 marca. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

    Poniżej możesz sprawdzić, gdzie najtaniej kupisz tę książkę.
    Share
    Tweet
    Pin
    5 komentarze

    Colleen Hoover nikomu nie trzeba przedstawiać. Autorka znanych na całym świecie romansów i powieści new adult postanowiła tym razem spróbować swoich sił w zupełnie innym gatunku niż zazwyczaj. "Coraz większy mrok" to jej próba napisania thrillera. Z ogromną ciekawością sięgnęłam po tę książkę, by przekonać się, jak pisarka poradziła sobie z tym wyzwaniem. Niewątpliwie był to test, sprawdzający, czy Hoover jest dobra jedynie w pisaniu chwytających za serce romansów. Nie będę Was trzymać w niepewności - "Coraz większy mrok" też sprawi, że złapiecie się za serce, ale tym razem z przerażenia.

    Lowen Ashleigh właśnie pochowała swoją matkę, dostała nakaz eksmisji i została bez grosza, za to z górą długów. Informacja od jej agenta, że być może ma dla niej nową propozycję spada jej z nieba. Na spotkaniu okazuje się, że Lowen ma dokończyć serię za inną autorkę — Verity Crawford, znaną z bestsellerowych thrillerów. Kobieta na skutek wypadku samochodowego uległa obrażeniom, które uniemożliwiają jej pracę nad serią, a dla wydawnictwa jest to zbyt duża strata. To dlatego szukają pisarki o podobnym stylu do Verity.

    Lowen przyjmuje tę propozycję głównie ze względów finansowych. Kwota, którą jej zaproponowano, pozwoli jej poukładać sobie życie, a kobieta tego zdecydowanie potrzebuje. W ten sposób pisarka trafia do mieszkania rodziny Crawfordów, by zapoznać się z toną notatek i szkiców Verity, które mają jej pomóc dokończyć serię.

    Przypadkowo Lowen znajduje autobiografię Verity, a to, czego się z niej dowiaduje, sprawia, że Lowen boi się Verity. Na jaw wychodzą okrutne tajemnice, a Lowen zaczyna podejrzewać, że bestsellerowa pisarka jedynie udaje, że jest sparaliżowana.

    Co tak naprawdę wydarzyło się w domu Crawfordów?

    Nie byłam śmiała i nieskomplikowana. Byłam trudna. Emocjonalna zagadka, której nie miał ochoty rozgryzać.

    "Coraz większy mrok" jest naprawdę dobrym thrillerem. Rozpoczyna się śmiercią, a nawet dwiema, a wraz z rozwojem akcji trupów przybywa. Colleen stworzyła historię pełną tajemnic, sekretów, manipulacji i kłamstw. Postacie są wielowarstwowe. Widzimy dwie strony każdego bohatera, zarówno tę jasną, jak i mroczną. 

    Colleen nie byłaby sobą, gdyby nie umieściła w tej książce emocjonującego romansu, a może i dwóch historii pełnej namiętności miłości. Obserwujemy, do czego tak silne uczucie może skłonić człowieka. Widzimy, jak miłość, która powinna uskrzydlać, sprawia, że pojawia się coraz większy mrok.

    Prawda jest taka, że czytając "Coraz większy mrok" straciłam gdzieś poczucie upływu czasu i skończyłam czytać książkę trzy godziny później, mając dwa nieodebrane połączenia i kilka wiadomości. Ta historia całkiem mnie pochłonęła. 

    Zakończenie wywraca całą tę historię do góry nogami i nic, co wydawało się już oczywiste, nie jest prawdą. Czytelnik musi się pilnować, bo na każdym kroku czają się na niego zasadzki, które Hoover przygotowała, byśmy tylko uwierzyli jej i nie odgadli prawdziwej wersji wydarzeń.

    Cały czas Hoover utrzymuje napięcie i nie pozwala czytelnikowi odłożyć książki na bok. 

    Czy Colleen poradziła sobie w nowym gatunku? Zdecydowanie tak. Jak dotąd wszystko, co wydała pod swoim nazwiskiem, okazało się bardzo dobrą, wielowarstwową historią o nas, ludziach, którzy stale błądzą i popełniają błędy. "Coraz większy mrok" nie odstaje od tej reguły i udowadnia, że Hoover nie jest autorką, którą można zaszufladkować przy romansie. 

    Na Instagramie bloga możecie wziąć udział w rozdaniu, gdzie do wygrania jest egzemplarz "Coraz większego mroku".


    Wyświetl ten post na Instagramie.

    Post udostępniony przez Karolina | BOOKSTAGRAM (@ksiazkidobrejakczekolada) Lip 28, 2019 o 3:30 PDT

    "Coraz większy mrok" zdobywa cztery kostki czekolady.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

    Share
    Tweet
    Pin
    3 komentarze

    Quinn i Graham poznają się w okolicznościach, które z pewnością nie zapowiadają niczego dobrego. Narzeczony Quinn miesiąc przed ich ślubem zdradza ją z dziewczyną Grahama, dla której Graham zakupił już pierścionek zaręczynowy. Przyłapanie swojej drugiej połówki na zdradzie nie jest łatwym wydarzeniem, jednak Quinn i Graham są w tym razem, wzajemnie pomagają sobie przez to przejść z godnością i bez scen.

    Tak to się zaczyna. Jednak Colleen Hoover przeplata przeszłość z teraźniejszością i pokazuje nam dwie osie wydarzeń. W drugiej przestrzeni czasowej Quinn i Graham są już kilka lat po ślubie i muszą zmierzyć się z huraganem piątego stopnia - jak sami to określają. W ich małżeństwie od pewnego czasu nie dzieje się najlepiej. Problemu z płodnością Quinn stają się przeszkodą nie do przeskoczenia. Tylko dla kogo - dla niej, czy dla niego? Z dnia na dzień coraz bardziej oddalają się od siebie. Ona stroni od bliskości, aby później nie mieć nadziei na poczęcie dziecka. Nie chce tego znowu przeżywać. W rezultacie powstrzymuje się przed jakimkolwiek kontaktem fizycznym z ukochanym mężem i choć za nim tęskni, nie daje tego po sobie poznać. Bywają dni, kiedy jedynym słowem, jakie mówi w stronę Grahama jest "dobranoc". On nawet nie wie, jak rozmawiać z żoną, aby nie zadawać jej zbędnego bólu. Rezygnuje z ich małej tradycji - pytania o jej sny tuż po przebudzeniu, po tym, jak sen o dziecku sprawił, że nie mogła się pozbierać przez długie godziny. Graham przestaje walczyć o ich małżeństwo, bo nie wie już, jak ma to robić. Czy uda im się uratować miłość, która nieustannie tli się w ich sercach? Czy pragnienie dziecka jest już zbyt wielkie, by zauważyli, że jeszcze mają siebie, ale za chwile może być za późno, by naprawić wyrządzone sobie krzywdy?

    Niezależnie od tego, jak bardzo się kogoś kocha, rozmiar tej miłości jest nieistotny, jeśli na drodze staje jej niezdolność przebaczania.

    O tym, że kocham twórczość Colleen Hoover, wiecie z pewnością. To jedna z tych autorek, których opisów i recenzji książek po prostu nie czytam, sięgam po te powieści w ciemno, bo wiem, że czeka mnie niesamowita lektura. Tak było i tym razem. Po udostępnieniu przez wydawnictwo projektu okładki "Wszystkich naszych obietnic" w internecie rozpętała się burza. Czytelnicy byli oburzeni - tytuł po raz pierwszy pojawił się w języku polskim. Nawet kolorystyka okładki nie odpowiadała większości osób. Mnie jednak takie kwestie obchodzą jak zeszłoroczny śnieg - najważniejsza jest przecież treść! A w tej kwestii Hoover znowu nie zawiodła, a nawet jestem skłonna stwierdzić, iż autorka podniosła poprzeczkę jeszcze wyżej.

    To, co kocham w twórczości Hoover to jej zdolność do przekazywania emocji bohaterów czytelnikom. Za każdym razem, gdy czytam coś, co wyszło spod jej pióra, przeżywam rollercoaster uczuć. Colleen zawsze doprowadza mnie do płaczu. Poza tym jestem pełna podziwu dla opowieści, które tworzy - nie znajdziecie w nich banałów, utartych schematów. To autorka, która zachwyca perfekcyjnie budowanym klimatem, akcją, napięciem, kreacją bohaterów, przysięgam, u niej wszystko mnie zachwyca i jeszcze nigdy nie zawiodłam się na jej twórczości.

    Hoover z łatwością potrafi złamać serca czytelników, jej historie o miłości nie są łatwe, co to, to nie! Pisze o tym uczuciu w sposób barwny, sprawiając, że wszystkie opisywane uczucia czujemy namacalnie na własnej skórze. Do samego końca "Wszystkich naszych obietnic" modliłam się o szczęśliwe zakończenie dla bohaterów. Miałam łzy w oczach przez połowę książki. Autorka bez problemu potrafi dotrzeć do zakamarków mojego serca i znaleźć tam emocje, o których nie miałam pojęcia, że istnieją.

    To zabawne, że można być z kimś tak szczęśliwym i kochać go tak bardzo, że pojawia się w człowieku ukryty lęk, którego wcześniej się nie znało. Lęk przed utratą tej osoby. Lęk, że ta osoba będzie cierpieć.

    Quinn i Graham są chyba najbardziej dojrzałymi postaciami z książek Hoover, które dotychczas wyszły. Tym razem autorka postawiła na dorosłych bohaterów i problemy na ich miarę. W historii tej dwójki nic nie jest łatwe, proste i przyjemne, ale tak jak powiedziałam wcześniej - u Hoover nic nigdy takie nie jest. U niej nie ma pójścia na łatwiznę, postacie nie mają szansy na proste i wygodne życie. Colleen pokazuje życie takim, jakie jest - skomplikowanie, pełne cierpienia, ale i nadziei, że będzie lepiej. Nic nie upiększa, nic nie przerysowuje. Za to ją uwielbiam - najpierw łamie wpół serce czytelnika, potem tnie je na malutkie kawałeczki, by na koniec je podeptać. Ale ostatecznie pomaga nam pozbierać te maleńkie elementy i spoić je nadzieją, że wszystko może jeszcze dobrze się skończyć. To bolesna, ale piękna i potrzebna lekcja życia.

    Nie wiem, czy moja opinia o tej książce ma jakikolwiek sens. Przyznaję, że wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem i jednocześnie wpływem tej historii. Hoover dała mi materiał do przemyślenia, rzuciła światło na wiele ważnych kwestii, które teraz muszę na spokojnie "przetrawić". W moim odczuciu "It ends with us" było najlepszą powieścią tej autorki, ale "Wszystkie nasze obietnice" depcze jej po piętach.

    Za kolejną, bolesną lekcję życia, za łzy w oczach, za wciągnięcie mnie w psychikę Quinn i jej niezwykłą przygodę oraz późniejsze dramaty, za to wszystko daję cztery kostki czekolady autorce i wyczekuję z niecierpliwością kolejnej książki. Chyba jestem masochistką dla mojego serca. ;)

    Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.
    Premiera 14 listopada.
    Share
    Tweet
    Pin
    11 komentarze
    Nie wiem, czy dzisiaj jest pełnia, czy jakiś nowotwór zaatakował moje serce, czy może ona rzeczywiście jest czarownicą. To wszystko i tak nie wyjaśnia, jak coś takiego może się dziać między dwojgiem ludzi tak niedorzecznie szybko... i cały czas trwać. Czuję, że ta dziewczyna jest zbyt idealna, by była prawdziwa. Wie o tym mój umysł i wie całe ciało, dlatego całuję ją jeszcze mocniej, mając nadzieję, że dzięki temu udowodnię sobie, że to się dzieję naprawdę. To nie bajka. Ani godzina udawania w schowku na szczotki.
    Szukając Kopciuszka

    Jestem pewna, że znacie baśń o Kopciuszku. Jestem też przekonana, że obiło Wam się o uszy coś o Colleen Hoover - mojej ulubionej autorce książek. Nie bez powodu to właśnie recenzje jej ksiażek przeważają na tym blogu. Ale czy słyszeliście o jednej z mniej znanych książek Hoover? Jeśli nie, to zapraszam do przeczytania nowej wersji wspaniałej baśni.


    Bohaterów "Szukając Kopciuszka" znamy już ze stron "Hopeless", czy "Losing Hope" - to Daniel, najlepszy przyjaciel Huntera, oraz Six, najlepsza przyjaciółka Sky. Kiedy Daniel ukrywa się w szkolnym schowku na szczotki wpada tam zapłakana Six. Jest ciemno, oni nie mieli szansy jeszcze się poznać, nie wiedzą, kim są. I to ich kręci - anonimowość. Daniel szybko doprowadza Six do uśmiechu. Rozmawiają, ale nie padają żadne imiona, czy inne informacje. W końcu całują się i jest to ich najlepszy pocałunek, o którym długo nie mogą zapomnieć. Tydzień później Six znowu zagląda do schowka, tym razem chce odnaleźć Daniela, co jej szybko się udaje. Mówi mu, że przychodzi tu ostatni raz, potem wyjeżdża za granicę. Pod wpływem impulsu, a może i magii chwili zaczynają się bawić w miłość. Szepczą sobie piękne słowa, opowiadają o uczuciach, a potem uprawiają miłość. Udawaną miłość. Po czym Six ucieka jak Kopciuszek i już nigdy więcej mają się nie spotkać.

    Jesteś niesamowicie piękna, ale gówno cię obchodzi, jak wyglądasz. Sprawiasz wrażenie miłej, ale coś mi mówi, że oprócz dobrych masz też trochę złych cech. Wyglądasz na prostolinijną, taką, która nie uprawia gierek z facetami, ale zarazem flirciara z ciebie.
    Szukając Kopciuszka

    Mijają miesiące. Daniel próbował zapomnieć o swoim Kopciuszku, co nie było łatwe. Rok po wydarzeniach w schowku Six wraca do kraju. Daniel jest wraz z przyjacielem u Sky, gdzie pojawia się też Six. Nie rozpoznają siebie, ale i tak między nimi "coś zaskoczyło". Szybko to jednak zauważa Hunter i zabrania tej dwójce się spotykać. Ale przecież zakazany owoc smakuje najlepiej...

    Jej oczy śmieją się do mnie i nagle uświadamiam sobie, że tego, co do niej czuję, nie czułem jeszcze nigdy do żadnej dziewczyny. Nie chodzi o to, że się w sobie zakochujemy, jesteśmy pokrewnymi duszami czy inne tego typu brednie. Po prostu jeszcze nigdy nie czułem się tak dobrze w towarzystwie dziewczyny. (...) Nie tylko znosi moje żarty, ale wręcz jej się podobają. Czuję po prostu, że lubi tego prawdziwego mnie, i za każdym razem, gdy śmieje się z tego, co powiedziałem, mam ochotę przybić z nią żółwika.
    Szukając Kopciuszka

    Pierwsza randka. Pierwszy pocałunek. Szybka decyzja - musimy być razem. W tym związku wszystko potoczyło się tak szybko, jakby znali się już wcześniej. Po dwudziestu czterech godzinach znajomości są razem. Niemożliwe? W bajkach wszystko jest możliwe.

    To się dzieje naprawdę, jednak nawet w naszym niedoskonałym świecie ludzie nie zakochują się w sobie ot, tak. Nie zakochują się tak mocno w osobach, które ledwie znają.
    Szukając Kopciuszka

    Co podobało mi się w tej książce? Absolutnie wszystko. Najpierw wstęp, kilka słów od autorki, w którym opowiada o swojej własnej wersji Kopciuszka. Dzieli się ze swoimi czytelnikami swoją historią, która zmieniła jej życie. Może nie jest to jakaś spektakularna opowieść, ale mnie bardzo wzruszył sam fakt, że Hoover postanowiła o tym opowiedzieć.

    Ale przechodząc do samej fabuły - nie da się zaprzeczyć, że jest ona bardzo oryginalna. Powtarzające się schematy książek szybko mnie nudzą, a "Szukając Kopciuszka" zachwyca swoją nieprzeciętnością. Bohaterów po trochu znałam już z innych książek tej autorki, dlatego zbędne były rozwlekłe opisy postaci. To też sprawiło, że książka sama w sobie jest dość krótka - zawiera niewiele ponad sto stron. W dodatku jest pełna niespodzianek. Domyślałam się, że Six coś ukrywa, ale nigdy bym nie zgadła CO ukrywa - tutaj autorka mnie bardzo zaskoczyła.

    Każdy ma jakiś słaby punkt. Po prostu zastanawiam się, jaki jest twój. Wiesz, coś takiego, co w umowach pisze się małym druczkiem.
    Szukając Kopciuszka

    Podsumowując - polecam Wam tę książkę z całego serca. Wystarczą Wam dwie wolne godzinki, herbata, CZEKOLADA i ta opowieść - wieczór idealny. "Szukając Kopciuszka" za swoją barwność zdobywa cztery kostki czekolady.

    Gdzie kupić "Szukając Kopciuszka"? Niestety nakład tego tytułu był niewielki i nie można go już nigdzie dostać w wersji papierowej. Ebook dostępny jest na stronie Wydawnictwa Otwartego. Na OLX widziałam dwie oferty sprzedaży papierowego egzemplarza, ale ceny były w wysokości ok. 300 zł.

    EDIT: (25.06.2021) Od dziś w sprzedaży jest DRUGA CZĘŚĆ "Szukając Kopciuszka". Jeśli chcecie poznać dalsze losy Six i Daniela, radzę się pospieszyć - "Znajdując szczęście" tak samo jak pierwszy tom będzie wydane w bardzo limitowanej liczbie i nie będzie dodruku.
    Książkę można kupić TUTAJ na stronie wydawnictwa.

    Share
    Tweet
    Pin
    86 komentarze
    Starsze Posty

    Bookstagram

    Polecany post

    Wydane w Polsce książki z zestawień Goodreads

    Od 2022 roku z niecierpliwością czekam na nowe zestawienie najlepszych romansów według Goodreads. W lutym 2022 roku pojawiła się lista 64 na...

    Wybierz coś dla siebie

    • Kalendarze/dzienniki (4)
    • Kryminał/sensacja/thriller (38)
    • Literatura dla dzieci (2)
    • Literatura fantastyczna (40)
    • Literatura historyczna (14)
    • Literatura kobieca (242)
    • Literatura młodzieżowa (93)
    • Literatura piękna (1)
    • Literatura współczesna (7)
    • Literatura świąteczna (14)
    • Patronat (36)
    • Poezja (4)
    • Reportaż (1)
    • artykuł (15)
    • cytaty (23)
    • hate-love (19)
    • wywiad (4)

    Najpopularniejsze

    • Małe życie
      Teraz nie rozumiesz tego, co ci mówię, ale kiedyś zrozumiesz: cała sztuka z przyjaźnią polega na tym, żeby znaleźć ludzi lepszych od siebie...
    • Bookstagram. Jak zacząć?
      2 października 2018 roku minął rok odkąd prowadzę bookstagrama. Zakładając konto na Instagramie, nie przypuszczałam, że osiągnie ono tak ...
    • Nick i Norah. Playlista Dla Dwojga
      Wiem, że to dziwne pytanie, ale czy miałabyś coś przeciwko udawaniu mojej dziewczyny przez następnych pięć minut? Nick i Norah. Playlista...

    Archiwum

    • ▼  2026 (5)
      • ▼  czerwca (3)
        • Jaśminowy zawrót głowy
        • The Complete Misunderstanding
        • Jeden moment
      • ►  kwietnia (2)
    • ►  2025 (9)
      • ►  listopada (1)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  lutego (3)
    • ►  2024 (27)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (1)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (1)
      • ►  marca (2)
      • ►  lutego (3)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2023 (25)
      • ►  listopada (2)
      • ►  października (2)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (1)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (1)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (2)
    • ►  2022 (42)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (5)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (5)
      • ►  czerwca (2)
      • ►  maja (4)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2021 (51)
      • ►  grudnia (9)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (1)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  maja (6)
      • ►  kwietnia (3)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (5)
    • ►  2020 (71)
      • ►  grudnia (5)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (10)
      • ►  września (12)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (5)
      • ►  marca (13)
      • ►  lutego (10)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2019 (55)
      • ►  grudnia (1)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (2)
      • ►  sierpnia (6)
      • ►  lipca (7)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  lutego (15)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2018 (85)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (6)
      • ►  września (9)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (19)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (8)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  marca (6)
      • ►  lutego (6)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2017 (65)
      • ►  grudnia (7)
      • ►  listopada (7)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (9)
      • ►  czerwca (8)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (4)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2016 (21)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (8)
      • ►  października (9)
    Facebook Instagram Pinterest

    Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates