Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • STRONA GŁÓWNA
  • SPIS RECENZJI
  • MÓJ BOOKSTAGRAM
  • PATRONATY
  • ARTYKUŁY
    • Wizyta w studio Harry'ego Pottera
    • Co podarować książkoholikowi na święta?
    • Bookstagram - jak zacząć?
    • Podróż z książką
    • Czytelnicy polecają świąteczne książki
    • Blogerzy polecają świąteczne książki
    • Jak poradzić sobie z lekturami szkolnymi?
    • Co blog zmienił w moim życiu?
    • O BOOKSTAGRAMIE
    • CYTATY
    Instagram

    Książki Dobre Jak Czekolada | blog z recenzjami książek


    Kamil, student ratownictwa medycznego, zauważa na drodze wypadek. Zderzyło się wiele aut. Natychmiast zaczyna udzielać pomocy. Odnajduje w jednym z aut uwięzioną młodą dziewczynę. Wyciąga ją z auta i dba o nią aż do przyjazdu karetki. Maja zawdzięcza mu życie.

    Chłopakowi trudno rozstać się z dziewczyną o pięknych oczach i kilkukrotnie odwiedza ją w szpitalu. Niestety Maja zmienia się we wrak człowieka. Wypadek prawdopodobnie przekreślił jej przyszłość baletnicy, a taniec jest wszystkim, co zna. Nie ma planu B. Matka wymaga od niej perfekcyjności, ojciec zakłada nową rodzinę, a chłopak z nią zrywa krótko po wypadku. To wszystko przerasta dziewiętnastolatkę, a jej jedynym pocieszeniem są wizyty Kamila.

    Kamila życie już niejednokrotnie doświadczyło. Ma swoje sekrety i mroczne tajemnice. Na barkach dźwiga wiele bólu. Wie, że niebezpieczne jest dla niego zbliżenie się do Mai, nie potrafi jednak o niej zapomnieć.

    On - jest na drodze do wyjścia z ciemności. Ona - właśnie stacza się na samo dno. Do czego dojdzie, kiedy ich drogi się skrzyżują?

    Nasze drogi zupełnie się rozchodzą. Jakby nic nas nie łączyło. Może dlatego, że byliśmy tylko dwojgiem ludzi, których los przypadkiem ze sobą zetknął.

    Miałam okazję czytać wszystkie książki Elżbiety Rodzeń, więc miałam wysokie oczekiwania co do "Jesteś cudem". Ale pisarka nie zawiodła, jak zawsze mnie poruszyła przedstawianą historią i wzbudziła we mnie mnóstwo emocji.

    Po pierwsze - wielkie brawa dla autorki. Z okładki możecie się dowiedzieć, że kupując swój egzemplarz, wspieracie DKMS. Ja już kilka lat temu zarejestrowałam się w bazie potencjalnych dawców szpiku. Mimo to fabuła "Jesteś cudem" uświadomiła mi wiele rzeczy. Musicie wiedzieć, że nie jest to wesoła historia, zresztą możecie się tego domyślić, skoro związana jest z fundacją, która skupia wokół siebie dawców szpiku. Jest to książka pełna bólu i cierpienia, książka przesiąknięta sterylnym zapachem szpitala i przemoczona łzami współczucia. Nie czyta się ją łatwo, ale powinno się ją przeczytać, bo otwiera oczy na wiele ważnych kwestii.

    Zastrzeżenie miałam trochę do skoków w czasie, bo czasami były one tak nagłe, że gubiłam się w akcji. Ale szybko cofałam się o stronę i okazywało się, że autorka napisała, że minęły 4 tygodnie, tylko ja byłam tak daleko myślami z bohaterami, że nie zwróciłam na to uwagę. Szczególnie na początku książki mamy dużo takich przeskoków. Ale nic dziwnego - opowiadane są wydarzenia z prawie całego roku, a uwierzcie mi, że wiele jest do opowiedzenia.

    Podoba mi się, że Elżbieta Rodzeń pokazała, że tak silna relacja potrzebuje czasu, aby się rozwinąć. W wielu książkach spotykam związki po kilku dniach znajomości i równie szybkie wyznania miłości. Tutaj wszystko przychodzi z czasem, dzięki czemu jest autentycznie.

    Jego ręce nie należą do mnie. Wargi nie chcą mnie już całować. Ramiona nie zamkną mnie już w uścisku.

    Potrzebujemy takich książek jak "Jesteś cudem". Potrzebujemy takich głębokich historii z przesłaniem. Potrzebujemy powieści, które skłonią nas do refleksji, przemyśleń, a być może część z Was po przeczytaniu najnowszej książki Elżbiety Rodzeń zarejestruje się w bazie DKMS. Potrzebujemy, aby ktoś otworzył nam oczy. Przeczytajcie "Jesteś cudem", bo warto.

    "Jesteś cudem" zdobywa cztery kostki czekolady.
    Premiera książki zaplanowana jest na 1 lipca.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Znak.
    Poniżej sprawdzisz, gdzie kupisz "Jesteś cudem" w najlepszej cenie.
    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze

    Niewielu ludzi wiedziało o tym, że go widywałam. Ci, którzy wiedzieli, uważali mnie za wariatkę. Może dlatego nigdy nikomu nie opowiedziałam całej mojej historii.

    A historia ta, historia Martyny, z pewnością jest wyjątkowa i warta wysłuchania. 

    Gdy Martyna była małym dzieckiem, bawiąc się w chowanego, złamała obojczyk i utknęła w kontenerze, gdzie spędziła samotnie wiele godzin. Osamotnienie sprawiło, że dziewczynka stworzyła sobie wymyślonego przyjaciela — Kubę. Taka jest przynajmniej wersja lekarzy, którzy stwierdzili u niej dziecięcą schizofrenię. Martyna nie uważała, że jest chora. Dorastała z Kubą, był jej najbliższą osobą, szczególnie gdy rodzina odwróciła się od niej i zamiast ją wspierać, swoimi komentarzami sprawili, że dziewczyna wyrosła na niepewną siebie młodą osobę.

    Martyna pomaga rodzicom w prowadzeniu hotelu, codziennie znosi niemiłe uwagi ze strony ojca, stale porównywana jest ze starszą siostrą, której ideału nigdy nie doścignie. Młodsza z sióstr chciałby po prostu gdzieś uciec, ale pamięta słowa ojca, wypominające jej, jak wiele pieniędzy musieli zainwestować w jej leczenie, więc porzuca marzenia o wyjeździe i cierpliwie pracuje w hotelu.

    Wszystko się zmienia, gdy Martyna spotyka nad morzem inwestorów, którzy są zainteresowani zakupem hotelu. Kobieta nie może uwierzyć własnym oczom, ale widzi znowu Kubę, jej wymyślonego przyjaciela. Boi się, że po latach choroba wróciła, jednocześnie jest podekscytowana obecnością bliskiej osoby. Jest świadoma, że propozycja inwestorów może wreszcie być szansą na jej ucieczkę i rozpoczęcie życia bez rodziców.

    Czasem wydawało mi się, że jestem jak taki ptak. Niby mogę odlecieć w jakieś cieplejsze miejsce i wiem, że właśnie tak należy postąpić, a jednak zostaję wśród drzew pozbawionych liści i resztek traw, które uchowały się z poprzedniego sezonu. Coś mnie tutaj trzyma czy po prostu boję się odlecieć?

    "Chłopak, którego nie było" opowiada skomplikowaną historię, dlatego trudno mi recenzować tę książkę. Cokolwiek bym nie napisała o fabule, będzie to za mało, by oddać wyjątkowy charakter tej powieści. Miałam już okazję poznać twórczość Elżbiety Rodzeń i wiedziałam, że mogę oczekiwać czegoś dobrego, ale "Chłopak, którego nie było" przeszedł wszystkie moje oczekiwania. Cały czas zastanawiam się, czy opisywane wydarzenia mogłyby się wydarzyć naprawdę. Autorka uprzedza, że jest to fikcja literacka, ale jednocześnie zrobiła tak dokładny research, rozmawiała ze specjalistami od tematów, które są poruszane w książce, przez co historia Martyny wydaje się tak bardzo realistyczna, a jednocześnie jest pełna magii.

    Najnowsza powieść Elżbiety Rodzeń wywołała we mnie wiele emocji. Od złości na rodzinę głównej bohaterki, przez ciekawość, czy Kuba naprawdę istniał, po wzruszenie czy też lęk o los postaci. Wciągnęłam się już od pierwszych stron i nie mogłam odłożyć książki na bok. A po jej przeczytaniu cały czas myślałam o tej historii, zastanawiając się, w jakim stopniu może coś takiego się wydarzyć.

    Wspomnę też, że czytając "Chłopaka, którego nie było" wraz z Martyną podróżujemy od Morza Bałtyckiego do Wiednia, a nawet na grecką wyspę Kos. 

    To wszystko sprawia, że nie jestem w stanie dać innej oceny niż cztery kostki czekolady. Z całego serca polecam Wam tę książkę.
    Dziękuję Wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzencki.
    Share
    Tweet
    Pin
    2 komentarze

    Nadia z hukiem zaczyna nowy rozdział w życiu. Właśnie uciekła od swojego narzeczonego i wyruszyła do oddalonego o wiele kilometrów od domu Wrocławia. To tu dostaje drugą szansę od życia, choć nie za darmo.

    Zostaje zatrudniona jako opiekunka osoby niepełnosprawnej. Szef Nadii z góry informuje, że nie będzie to łatwa praca, a jego syn od początku udowadnia, że ojciec ma rację.

    Garrett, bo tak ma na imię podopieczny Nadii, jest trzydziestoletnim prawnikiem, a do tego bardzo przystojnym. Stawia sprawę jasno — nie potrzebuje żadnej opieki. Jego ojciec mówi Nadii coś innego. Garrett testuje granice możliwości swojego ciała, sprawdza, jak daleko może się posunąć. Zbyt wiele razy przesadził, dlatego jego rodzice powiedzieli dość, a Nadia ma być na miejscu w razie konieczności udzielenia pomocy upartemu mężczyźnie.

    Niedługo po wypadku, kiedy stało się jasne, że Garrett będzie już zawsze na wózku, coś się w nim zmieniło. Nagle pojawił się ten przymus udowadniania sobie i światu, że może wszystko, że wózek go nie ogranicza.

    Wyznaczyli sobie miesiąc jako okres próbny, ale od samego początku ten pomysł wydaje się skazany na porażkę. Garrett był przeciwny zatrudnieniu Nadii, a ja czułam rozczarowanie tą książką od pierwszych rozdziałów. Czy już nie odnosicie wrażenia, że czytacie recenzję "Zanim się pojawiłeś" bestsellerowej Jojo Moyes?

    Ja niestety takie miałam odczucie, co bardzo mi przeszkadzało.

    Miałam okazję przeczytać "Przyszłość ma Twoje imię" Elżbiety Rodzeń i byłam zachwycona tą książką. Myślałam, że będzie tak też w przypadku "Przyciągania", ale jednak już w pierwszych scenach przeraził mnie brak oryginalności, którą przecież tak sobie cenię.

    Na szczęście im więcej czytałam, tym mniej było podobieństw do bestsellera Moyes. Może przesadzam, może teraz każda książka opowiadająca o osobie na wózku inwalidzkim, będzie mi się kojarzyć z bohaterem "Zanim się pojawiłeś". Jednak tutaj wiele łączyło te dwie książki — przynajmniej na początku. Garrett tak samo, jak Will jest bogaty i nieprzychylnie nastawiony do swojej opiekunki, która w obu książkach jest zatrudniona przez rodziców niepełnosprawnego. Lou i Nadia mają nawet te samo lat! To dla mnie za dużo, aby nazwać to przypadkiem...

    Masz pojęcie, jak to jest, gdy nagle znika to wszystko, co o sobie wiedziałeś i zostajesz ze świadomością, że jesteś innym człowiekiem?

    Tak jak już wspomniałam, z każdym rozdziałem odchodziliśmy od "Zanim się pojawiłeś" i tworzyła się oryginalna historia. Zaczynało robić się naprawdę ciekawie. "Przyciąganie" nie skupia się jedynie na problemach i ograniczeniach ludzi jeżdżących na wózkach inwalidzkich, nie chodzi tu też o tytułowe przyciąganie między pracodawcą a pracownikiem. Na tę opowieść składa się wiele wątków. Mamy tu do czynienia z trudnością z angażowaniem się w związki, z toksycznymi relacjami, z trudami codziennego życia.

    Emocji tutaj nie brakuje. Uwielbiam, kiedy mam rumieńce na policzkach, gdy czytam książkę. Denerwowałam się jedynie, kiedy działo się naprawdę dużo, a ja musiałam już iść spać, albo zacząć się uczyć. Naprawdę z trudem odkrywałam się od lektury.

    Podsumowując - "Przyciąganie" ma tak naprawdę tylko jedną wadę, a jest nią zbyt duże podobieństwo do książki Jojo Moyes. Poza tym historia jest dobrze napisana, czytelnikowi od razu udzielają się emocje bohaterów, a przyciąganie między głównymi postaciami jest widoczne gołym okiem.

    Przyznaję trzy kostki czekolady, głównie z powodu tej jednej wady. "Przyciąganie" polecam i uprzedzam — wciąga!

    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.
    Share
    Tweet
    Pin
    12 komentarze
    Jaka powinna być dobra książka? Z pewnością musi zaciekawić czytelnika, zdobyć jego uwagę i nie stracić jej - czytający powinien w napięciu oczekiwać kolejnego zdania, kolejnej strony, kolejnego rozdziału. Jak zachęcić czytelnika do zainteresowania się daną książką? Przecież nie krzyknie ona "HEJ, SPÓJRZ NA MNIE, KUP MNIE I PRZECZYTAJ, JESTEM NAPRAWDĘ CIEKAWA!". Oczywiście szatą graficzną. Potem już jest z górki. Teraz zobaczmy, jak to jest z niedawno wydaną powieścią "Przyszłość ma Twoje imię".


    To kolejna książka Elżbiety Rodzeń, jednak jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Złapałam się na okładkę, jest ona wyjątkowo piękna. Wszyscy znamy powiedzenie "nie ocenia się książki po okładce", ale mimo że staram się tego nie robić, wciąż mi się to zdarza. Przyznaję się do winy. Rozczarowałam się wiele razy, bo szata graficzna prezentowała się lepiej niż treść, ale tym razem tak nie było. Dlaczego?

    W tej książce mamy do czynienia z piękną, ale nie ukrywam - dość skomplikowaną historią. Blanka i Mateusz są młodzi i próbują odnaleźć się w dorosłym życiu. A nie jest im łatwo, mają za sobą dość traumatyczne wydarzenia. Blanka chcę wyrwać się demonom przeszłości i zacząć od nowa. Odstawia leki, ogranicza spotkania z psychologiem, próbuje stawić czoła życiu. Wciąż jednak wzdryga się, kiedy ktoś staje za jej plecami i boi się wchodzić do sklepów. Ale stara się żyć normalnie.

    Boję się, że kiedyś w jej obecności się zapomnę i wykonam o jeden gest za dużo. Ona nie jest taką dziewczyną, z którą od razu można przejść do czynów. Jest krucha.

    Mateusz w dzieciństwie nie miał lekko. Po śmierci matki sam musiał zajmować się małym braciszkiem, a ojciec znalazł oparcie w alkoholu i nie można było na niego liczyć. Teraz Mateusz studiuje, pracuje i to w dwóch miejscach, ale i tańczy. Taniec jest jego całym życiem. Musiał zrezygnować ze szkoły tańca, aby mieć pieniądze na jedzenie, ale wciąż znajduje czas i możliwości, by robić to, co kocha.

    Kiedy na Michała drodze staje Blanka, wszystko się zmienia.

    Nie sądziłem, że to jest możliwe. Znaleźć dla siebie tę jedyną osobę, która stanie się nagle moim wszechświatem. Nie miałem tego w planach. Wiedziałem, że nie zasługuję na taką dziewczynę. Nawet nie marzyłem o takim szczęściu. Moje życie przyzwyczaiło mnie do czegoś innego.

    Spora część Was może już być zaciekawiona. Ta historia wciąga i mimo że książka jest obszerna, bo liczy ponad 500 stron, to skończyłam ją w jeden dzień. Nie mogłam się od niej oderwać, dopóki nie poznałam zakończenia. A podczas czytania niejednokrotnie miałam złamane serce. Ta opowieść jest pełna emocji i czytelnik odczuwa je w pełni wraz z bohaterami. A do nich nie sposób nie czuć sympatii. Są oni przedstawieni w sposób autentyczny i wiarygodny. Po przeczytaniu tej książki, czułam, jakbym ich znała, jakby byli mi bliscy. Fabuła jest oryginalna, mimo że mamy do czynienia z new adult, w którym spotykamy się z wieloma schematami. Młodzi ludzie, problemy, traumatyczna przeszłość, miłość. Tutaj zakochaniu się głównych bohaterów nie będzie tęczy na niebie i jednorożców. Nie będzie różowo, bo miłość nie zawsze jest w stanie wszystko naprawić.

    Ta książka zdecydowanie przypadnie wszystkim kobietom, które nie lubią cukru w książkach, a problematyczna fabuła ma dla nich smak czekolady.

    Ja tę książkę polecam i już deklaruje, że z pewnością nadrobię zaległości i przeczytam pozostałe powieści Elżbiety Rodzeń.

    Nie mogę się powstrzymać, muszę Wam to napisać. Autorka na końcu książki zadeklarowała, że jeśli jej powieść stanie się bestsellerem, to wykupi mężowi kurs pilotażu, który jest jego marzeniem. Moi Drodzy, dodawajcie "Przyszłość ma Twoje imię" to koszyków, bo ta książka jest tego warta. Ja ze swojej strony daję cztery kostki czekolady. 

    Ach i dla tych, którzy wytrwali do końca tej recenzji mam informację. Na fanpage bloga możecie wygrać "Przyszłość ma Twoje imię". Tutaj link. 

    Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka. 
    Share
    Tweet
    Pin
    22 komentarze
    Starsze Posty

    Polecany post

    Bookstagram. Jak zacząć?

    2 października 2018 roku minął rok odkąd prowadzę bookstagrama. Zakładając konto na Instagramie, nie przypuszczałam, że osiągnie ono tak ...

    Wybierz coś dla siebie

    • Kalendarze/dzienniki (4)
    • Kryminał/sensacja/thriller (38)
    • Literatura dla dzieci (2)
    • Literatura fantastyczna (40)
    • Literatura historyczna (14)
    • Literatura kobieca (243)
    • Literatura młodzieżowa (94)
    • Literatura piękna (1)
    • Literatura współczesna (7)
    • Literatura świąteczna (14)
    • Patronat (38)
    • Poezja (4)
    • Reportaż (1)
    • artykuł (14)
    • cytaty (23)
    • hate-love (19)
    • wywiad (4)

    Najpopularniejsze

    • Moje ulubione cytaty z książek (I)
      Ponieważ na moim Instagramie zdjęcia z cytatami są Waszymi ulubionymi postami, postanowiłam podzielić się z Wami jeszcze większą ilości...
    • Fale i echa
      Jej życie jest pełne lęku przed śmiercią. Jego życie jest pełne śmierci. Nina ma 21 lat i studiuje w Warszawie pedagogikę wczes...
    • Córka gliniarza
      Indy wpadła w prawdziwe tarapaty. Strzelanina pod jej księgarnią nie wróży niczego dobrego. Jej pracownik zgubił torbę pełną brylantów,...

    Archiwum

    • ▼  2026 (9)
      • ▼  sierpnia (2)
        • Zagrywki
        • Zgotujmy sobie romans
      • ►  lipca (2)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  kwietnia (2)
    • ►  2025 (9)
      • ►  listopada (1)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  lutego (3)
    • ►  2024 (27)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (1)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (1)
      • ►  marca (2)
      • ►  lutego (3)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2023 (25)
      • ►  listopada (2)
      • ►  października (2)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (1)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (1)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (2)
    • ►  2022 (42)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (5)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (5)
      • ►  czerwca (2)
      • ►  maja (4)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2021 (51)
      • ►  grudnia (9)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (1)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  maja (6)
      • ►  kwietnia (3)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (5)
    • ►  2020 (71)
      • ►  grudnia (5)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (10)
      • ►  września (12)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (5)
      • ►  marca (13)
      • ►  lutego (10)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2019 (54)
      • ►  grudnia (1)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (2)
      • ►  sierpnia (6)
      • ►  lipca (7)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (7)
      • ►  lutego (15)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2018 (85)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (6)
      • ►  września (9)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (19)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (8)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  marca (6)
      • ►  lutego (6)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2017 (65)
      • ►  grudnia (7)
      • ►  listopada (7)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (9)
      • ►  czerwca (8)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (4)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2016 (21)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (8)
      • ►  października (9)
    Instagram

    Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates