Między sercem a rozumem
Miłośniczki slow burnów! Mam książkę idealną dla Was, o której pewnie jeszcze nie słyszeliście. Poznajcie „Między sercem a rozumem”, książkę, którą objęłam patronatem. 🤎
Jake jest wykładowcą na Stanfordzie. Emma jest jego studentką. I na tym powinna zakończyć się ta historia. Ale to dopiero początek.
Bo choć dzieli ich 10 lat i mnóstwo punktów regulaminu, wszystko to blednie w obliczu uczuć, które rodzą się między nimi.
Co wygra? Serce czy rozum?
Jestem bardzo zaskoczona, że to debiut! Powieść jest przemyślana i nie ma się do czego przyczepić.
Z uśmiechem na ustach czytałam o usilnych próbach Jake’a walki z emocjami. Próbował, naprawdę próbował trzymać się zasad, które dotychczas tworzyły całe jego życie. Dobrze znam to z doświadczenia, dlatego z jeszcze większym zainteresowaniem czekałam, aż wszystkie jego reguły rozbiją się w mak. Jego zdyscyplinowanie, determinacja i umiejętność panowania nad sytuacją są godne podziwu, ale nawet one nie okiełznają prawdziwej miłości.
Podobało mi się, że to Emma inicjowała kolejne etapy znajomości. Była odważna. Podziwiałam, jak wielokrotnie próbowała zrozumieć, czy Jake czuje to samo. Odsłaniała najintymniejszą część siebie - uczucia. Kto z nas miałby w sobie tyle odwagi?
Zazwyczaj motyw zakazanego związku wprowadza do powieści pewną wulgarność, tym bardziej gdy mówimy o relacji studentki z profesorem. Jednak tutaj było zupełnie inaczej. Ta relacja jest pełna dojrzałości i świadomości.
Największą zaletą jest niezwykle powolne tempo. Niestety, będzie to też wada dla niektórych czytelników. Moim zdaniem umożliwia to rozkwit relacji, co docenią miłośnicy książek zmęczeni motywem błyskawicznej miłości.
Autorka przemyciła sporo wiedzy o podświadomości, snach, psychologii, co czyni ten romans znacznie ciekawszym.
Dlatego dajcie szansę tej książce. Dajcie szansę debiutantce. Nie zawiedziecie się. Ale tylko, jeśli jesteście wystarczająco cierpliwi, aby poczekać na zbudowanie relacji w powooolnym tempie.

0 komentarze