Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • STRONA GŁÓWNA
  • SPIS RECENZJI
  • MÓJ BOOKSTAGRAM
  • PATRONATY
  • ARTYKUŁY
    • Wizyta w studio Harry'ego Pottera
    • Co podarować książkoholikowi na święta?
    • Bookstagram - jak zacząć?
    • Podróż z książką
    • Czytelnicy polecają świąteczne książki
    • Blogerzy polecają świąteczne książki
    • Jak poradzić sobie z lekturami szkolnymi?
    • Co blog zmienił w moim życiu?
    • O BOOKSTAGRAMIE
    • CYTATY
    Instagram

    Książki Dobre Jak Czekolada | blog z recenzjami książek


    Na prywatnym półwyspie usytuowany jest zamek Pa Salta. Mężczyzna adoptował sześć córek z różnych części świata i nadał im imiona Siedmiu Sióstr, jego ulubionej gromady gwiazd. Pierwszy tom serii "Siedem sióstr" skupia się na Mai, najstarszej z córek.

    Książka rozpoczyna się śmiercią Pa Salta, która silnie wpływa na życie dziewcząt. Najsilniej odczuwa to Maja, która jako jedyna mieszkała obok ojca. Pa Salt zostawia każdej z córek list ze wskazówkami, skąd pochodzą, aby miały możliwość odszukania swoich korzeni, jeśli tylko tego zapragną. Maja waha się, jednak słowa ojca zapisane przed śmiercią sprawiają, że dziewczyna znajduje w sobie odwagę i wyrusza ze Szwajcarii do Brazylii, gdzie rozpoczyna poszukiwania swoich biologicznych rodziców.

    Lucinda Riley zachwyca swoim stylem, pisze płynnie, a jej słowa czyta się z przyjemnością. Historia, którą stworzyła, chwyciła mnie za serce i już w połowie książki byłam pewna, że jest to coś niezwykłego, a przecież to dopiero pierwszy tom! W sierpniu na polskim rynku wydawniczym pojawi się czwarty tom, a autorka zapowiedziała, że cała seria będzie składała się z siedmiu części, jednak będziemy musieli na nie poczekać.

    Wielką zaletą tej książki jest fakt, że autorka nie potraktowała postaci drugoplanowych po macoszemu. Każdy bohater tej powieści jest opisany na tyle szczegółowo, że czytelnik widzi wyraźnie nie tylko jego charakter, ale i motywacje do takiego, a nie innego zachowania, jego przemianę i czynniki, które wpłynęły na nią. Jednocześnie Lucinda Riley nie przedłuża i nie zanudza czytelników, przekazywana przez nią historia jest po prostu fascynująca, dokładnie przemyślana, ale i podana w przepiękny sposób.

    Przypomnę, że seria będzie liczyć siedem tomów i autorka zapowiedziała już, że każdy tom rozpoczyna się od tego samego wydarzenia, w tym samym miejscu, opisuje jednak przygody innej siostry. 

    Sama inspiracja konstelacją Siedmiu Sióstr, pomysł na postać tajemniczego Pa Salta, który adoptuje dziewczynki pochodzące z różnych części świata i nadaje im imiona gwiazd, może zachwycić. W tej książce znajdziemy również mnóstwo alegorycznych wersji mitów i legend, co nadaje historii niezwykły klimat.

    Wspomnę tutaj, że patrząc na okładkę i tytuł oraz pierwsze rozdziały, odniosłam wrażenie, że jest to literatura fantastyczna, ale byłam w błędzie, co nie oznacza, że jestem rozczarowana.

    Miłości nie ogranicza odległość ani żaden kontynent. Oczyma sięga gwiazd.

    W pierwszym tomie przeplata się historia Mai odkrywającej swoje pochodzenie z opowieścią o jakże emocjonującym życiu jej prababki Izabeli, rozgrywającą się w latach dwudziestych XIX wieku w Brazylii oraz we Francji. Co ciekawe, ważnym elementem akcji jest budowa statuy Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro. Mamy okazję poznać tajemnice procesu powstawania jednej z najbardziej imponujących budowli na świecie.

    Historia Mai zmusza do refleksji nad strachem, który powstrzymuje nas przed prawdziwym życiem. Ludzie, którzy wciąż żyją wyrzutami sumienia, tak naprawdę nie żyją, jedynie istnieją. Maja rozkwita na naszych oczach, ale czeka ją długa droga, by stać się kobietą odważną. Czytelnik ma zaszczyt obserwowania tego rozwoju, który być może wpłynie również na samego odbiorcę. Maja tak naprawdę wraca do świata żywych, zaczyna oddychać pełną piersią, po wielu latach zwykłej egzystencji.

    "Siedem sióstr" zachwyciły mnie nie tylko romantyczną historią (a nawet romantycznymi historiami), ale i stylem pisania autorki, która jednym zdaniem potrafi sprawić, że motyle w moim brzuchu ożywają. W pierwszym tomie emocji nie brakowało, była też cenna lekcja oraz niezwykły klimat minionego wieku. Dołączając do tego sam pomysł na fabułę, mamy książkę, o której długo nie zapomnę. Jest to najlepsza powieść, jaką czytałam w tym roku, dlatego czym prędzej biorę się za kolejne tomy, a ponieważ w kolejnych częściach następne siostry będą odkrywać swoje korzenie, czeka nas podróż po całym świecie, ale i daleko w przeszłość. Czy może być coś piękniejszego? Koniecznie przeczytajcie tę serię, bo gdybym mogła, to nagrodziłabym pierwszy tom nie czterema kostkami czekolady, a całą tabliczką i to tej mojej ulubionej, o smaku OREO. Rozumiecie więc, że to wielka miłość. :)

    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

    Share
    Tweet
    Pin
    16 komentarze

    Każdego roku w okresie Bożego Narodzenia Gaspard z niechęcią przybywa do Paryża. Zamyka się wynajętym mieszkaniu i pisze sztukę. Tej zimy po raz kolejny przyleciał do miasta miłości, jednak tym razem w wyniku pomyłki nie będzie sam - w jego apartamencie znajduje się Madeline.

    Żadne z nich nie chce towarzystwa, ale jednocześnie nie zamierzają rezygnować z pobytu w przepięknym mieszkaniu słynnego malarza. Są skazani na siebie przez kilka najbliższych dni. Gaspard i Madeline poznają tragiczne losy Lorenza, dowiadują się, że przed śmiercią namalował trzy obrazy, które nigdy nie zostały odnalezione. Madeline, która pracowała w policji, rozpoczyna małe śledztwo, a Gaspard jej towarzyszy. Nikt nie wie, co przyniosą ich poszukiwania.

    Fascynująca twórczość Lorenza wciągnęła ich oboje, znaleźli się pod jej przemożnym wpływem. Wszystko, co dotyczyło tego artysty - sens jego malarstwa czy tajemnice życia prywatnego - otoczone było w ich myślach przedziwną aurą irracjonalnej nadziei, że gdy wreszcie odkryją jego sekrety, staną się ich własnością. Nie przyznawali się do tego, oboje jednak wierzyli nierozsądnie, że tajemnice malarza pozwolą im dotrzeć do jakiejś głęboko ukrytej prawdy - szukając obrazów Lorenza, szukali bowiem również siebie.

    Madeline wraca do gry - dostaje od losu szansę, by po tropach dojść do rozwiązania zagadki, której nie odkryli najlepsi policjanci. Gaspard, zamiast pisać zamknięty w czterech ścianach, otwiera się na świat i z zaangażowaniem godnym detektywa śledczego, poszukuje obrazów Lorenza.

    "Apartament w Paryżu" to moje drugie spotkanie z twórczością Guillaume Musso. Znany na całym świecie francuski pisarz słynie z zakończeń książek, których nikt nie może przewidzieć. I taki też jest finał jego najnowszej powieści - nie ma sposobu, aby ktokolwiek się domyślił, jak Musso zakończy akcję. Muszę jednak wspomnieć, że dla mnie wydarzenia kończące "Apartament w Paryżu" są nieco nierealne. Nie sądzę, aby w rzeczywistości taka akcja mogła mieć miejsce i nikt nie zwróciłby na to uwagi. Chętnie podyskutowałabym z Wami na ten temat, ale teraz za dużo mogłabym Wam zdradzić.

    Wydarzenia rozgrywają się zaledwie kilka dni, a dzieje się dużo. Śledztwo jest na tyle wciągające, że trudno przerwać czytanie. Poszukiwania zaginionych dzieł Lorenza sprawia, że bohaterowie przechodzą wewnętrzną przemianę, stają się bardziej dojrzali i znajdują w sobie odwagę, by podjąć śmiałe decyzje.

    Co prawda Paryż nie jest ukazany tutaj jako piękne i urokliwe miasto, a wręcz przeciwnie. Szare, brudne i przygnębiające. Jednakże Musso stworzył niezwykle artystyczny klimat. Opisy miejsc zachwycają, chociażby pracowni malarskiej. Autor wspomina wielokrotnie o obrazach, a czytelnik aż chce je zobaczyć na własne oczy.

    "Apartament w Paryżu" może mnie nie zachwycił na tyle, abym dała cztery kostki czekolady, ale jednak spędziłam z tą książką kilka miłych godzin. Musso oczarował mnie klimatem książki, a zakończenie zdecydowanie zaskoczyło. Niestety było kilka momentów, gdy akcja mi się dłużyła. Nie wiem, jak wypada ta książka na tle pozostałych powieści Musso, mogę porównać ją jedynie do "Dziewczyny z Brooklynu", którą czytałam zimą i wydaje mi się, że najnowsze dzieło Musso wypada trochę słabiej.
    Premiera "Apartamentu w Paryżu" już 1 sierpnia.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros.


    Share
    Tweet
    Pin
    9 komentarze

    "Ucieczka z martwego życia" zachęca okładką, intryguje tytułem, ciekawi opisem. Zapowiada się na naprawdę dobrą książkę, ale niestety mnie rozczarowała.

    Brenner to nauczyciel muzyki oraz niemieckiego. Kiedyś grał w zespole, jednak wyrzucono go z niego, z czym do tej pory nie może się pogodzić. Solidarnie razem z nim odszedł Charlie, czarnoskóry Niemiec i zarazem najlepszy przyjaciel Brennera. 

    Życie nauczyciela muzyki ma odmienić niezwykle utalentowany uczeń - Rauri. Brenner już planuje, że będzie jego menadżerem i wróci do świata muzyki i wielkich pieniędzy. Jak to wszystko się potoczy?

    Nie wiemy, dlaczego śnimy, a często także, dlaczego nie pamiętamy, co nam się śniło. Nie wiemy, czy gdzieś tam czeka na nas wielka miłość. Nie wiemy, czy gdzieś tam czeka na nas tysiąc wielkich miłości. Nie wiemy, kiedy umrzemy, a także nie wiemy dlaczego. Nie wiemy, czy umrzemy osamotnieni, czy szczęśliwi.
    Naszą egzystencją jest cały kosmos niewiedzy. W zasadzie mamy życie do dupy, jako że końcem jest śmierć, a przez to koniec jest zawsze zły. Wszystko, co możemy zrobić, to wyprzeć ten fakt i mieć nadzieję, że nie będzie tak źle. Naszym zdaniem może być tylko jedno: zakłamywanie własnej niewiedzy. Musimy zapomnieć, aby nie zwariować. Musimy odpuścić. Musimy poddać się życiu, bezbronnie wydać się na jego pastwę, aby nie oszaleć.
    Nasze możliwości jako ludzi są ograniczone. Możemy sobie pooglądać trochę telewizję, popieprzyć, wyjść na miasto i stworzyć nieco sztuki, ale prawdopodobnie nawet Requiem Mozarta czy Hamlet widziane z kosmosu są odpadkami, ludzkimi odpadkami, nad którymi istoty wyższe czy każda pozaziemska inteligencja tylko pokręcą głową.
    Co więc należy robić? Naćpać się do imentu? Zabić? Oglądać telewizję i mieć nadzieję, że jakoś to w miarę spokojnie minie?
    Uważam, że śmiech to właściwa reakcja, być może najlepsza. I być może miłość (...)

    Obiecano nam piękną, wakacyjną opowieść o tym, że wszystko jest możliwe. A co dostaliśmy? Historię może i z ważnym przesłaniem, jednak podaną w nudnej i mało interesującej formie. Nigdy nie czytałam tak długo książki, a raczej nie męczyłam się tak długo z książką, jak z "Ucieczką z martwego życia".

    Narrator, a jednocześnie autor, ujawnia nam się kilka razy i zdradza szczegóły powstawania książki, jego rozmowy z Brennerem, ustalanie szczegółów, intymne rozmowy. To nadaje wyjątkowego klimatu książce, jednak nie zmienia faktu, że fabuła nie wciąga. Mamy kilka dziwnych sytuacji, jak uczeń z bronią, opis dwa razy przejechanego psa, czy życiowa podróż bohaterów do Stambułu, podczas której siłą napędową są narkotyki, więc nie brakuje adrenaliny.

    Mimo to ta książka nie przypadła mi do gustu. Autor chciał nam opowiedzieć wzruszającą historię o tym, że nawet kiedy nasze życie jest szare i nudne, a na horyzoncie nie widnieje żadna szansa na zmiany, to zawsze jest nadzieja. Możemy uciec z naszego martwego życia, a możliwość na tę ucieczkę, odmianę, może pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Niemniej sposób w jaki Benedict Wells to przekazał, sprawił, że ziewałam na co drugiej stronie. Tak, wiem, że ta książka to jedna wielka metafora, ale dla mnie jest mało interesująca.


    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza.
    Share
    Tweet
    Pin
    5 komentarze

    Elza ucieka z domu, zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie. Bliska jej sercu sąsiadka wręcza jej trochę pieniędzy oraz maszynę do szycia, przedmiot, który ma pomóc jej rozpocząć nowy rozdział. Dziewczyna chce złapać stopa, jednak przeznaczenie stawia jej na drodze Kubę. Tatuaże, kolczyki, ale ciepłe spojrzenie. Elza woli zabrać się z nowo poznanym młodym mężczyzną, niż tkwić pośrodku drogi do nowego życia, gdzie ktoś ją może odnaleźć. Razem ruszają w drogę do Krakowa, podczas której świetnie się im rozmawia i być może jest to początek przyjaźni.

    Na zewnątrz możemy udawać twardych i niewzruszonych. Ale w głębi serca wszyscy szukamy miłości. Pragniemy być kochani. Czuć się potrzebni. Mieć własne miejsce, w którym moglibyśmy być sobą.

    Elza nie ma gdzie spać, dlatego Kuba proponuje jej, aby przenocowała u niego w mieszkaniu. Następnego dnia rozpoczyna poszukiwania pracy i mieszkania, a ponieważ nie jest to takie proste, Kuba, niczym jej anioł stróż proponuje jej wynajmowanie pokoju w jego i Michała mieszkaniu.

    W znalezieniu pracy Elzie pomaga Kaśka, przyjaciółka Kuby. Krok po kroku dziewczyna próbuje zapomnieć o przeszłości i ułożyć sobie życie na nowo, jednak los stale podrzuca jej kłody pod nogi. Wsparciem w tej sytuacji jest dla niej niewątpliwie przystojny tatuażysta, ale i on musi walczyć ze swoimi demonami przeszłości, które upomniały się o niego w najgorszym możliwym momencie.

    Dwójka ludzi wkraczających w dorosłość i mnóstwo problemów, którymi są zarzucani. Pośrodku tego wszystkiego rozpala się uczucie, jednak sekret Elizy może łatwo zgasić je i zaprzepaścić szansę na coś pięknego. 

    Chcę, żeby był tatuażem, który zasłoni stare nieudane wzory i wyryje w mojej duszy coś pięknego. Coś, o czym nigdy nie będę chciała zapomnieć.

    "Z nicości" to trzeci tom serii "Z popiołów" Martyny Senator. Do tej pory byłam pewna, że będzie to trylogia, jednak w ostatnich dniach pojawiła się informacja, że to jeszcze nie koniec, co bardzo mnie uszczęśliwia. W książce przewijają się postacie z pozostałych części, dlatego lepiej przeczytać najpierw dwa pierwsze tomy. 

    Kuba to mężczyzna, którego pokochałam od pierwszego "przeczytania". :) Wygląda jak bad boy za sprawą tatuaży i kolczyka, ale tak naprawdę to wspaniały człowiek. Musi walczyć o to, aby zarabiać na swoim hobby, co nie cieszy jego rodziców. Jego praca jest misją, co udowadnia na każdym kroku. To nie tylko robienie tatuaży, często jest to ogromna pomoc dla ludzi, czego dowodem są, chociażby kobiety po mastektomii, które chcą ukryć blizny po stracie piersi. Tatuaże Kuby niosą przesłanie. A on sam jest dla innych niczym anioł stróż. Nie potrafi zignorować prośby o pomoc, nie potrafi nie podać swej dłoni. Dla najbliższych jest skłonny do ogromnych poświęceń, co niejednokrotnie udowodni. Jak tu w nim się nie zakochać? :)

    Natomiast Elza to dziewczyna, która ma za sobą kilka trudnych lat, a teraz próbuje zacząć wszystko od nowa. Ambitna i niezłomna w walce o swoje marzenia. Nie boi się ciężkiej pracy. Wie, że czeka ją długa droga, by otworzyć własną firmę, ale nie poddaje się. Złe doświadczenia sprawiają, że boi się zbliżyć do kogokolwiek, ale nie można jej się dziwić. Skrywa ogromny sekret, który może zrujnować jej nowy rozdział w życiu.

    Jeśli śledzicie mnie na bieżąco na Instagramie, to wiecie, że ostatnio miałam czytelniczy zastój. Trafiałam na dobre książki, jednak nie porywały mnie one. Brakowało mi czegoś, co mnie zachwyci, wzruszy, wzbudzi we mnie mnóstwo emocji. "Z nicości" było tą książką, która rozpętała burze w moim sercu. Uwielbiam twórczość Martyny Senator i z całego serca polecam Wam nie tylko "Z nicości", ale i wszystkie pozostałe powieści tej autorki. 


    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.
    Share
    Tweet
    Pin
    4 komentarze
    Nowsze Posty
    Starsze Posty

    Polecany post

    Bookstagram. Jak zacząć?

    2 października 2018 roku minął rok odkąd prowadzę bookstagrama. Zakładając konto na Instagramie, nie przypuszczałam, że osiągnie ono tak ...

    Wybierz coś dla siebie

    • Kalendarze/dzienniki (4)
    • Kryminał/sensacja/thriller (38)
    • Literatura dla dzieci (2)
    • Literatura fantastyczna (40)
    • Literatura historyczna (14)
    • Literatura kobieca (243)
    • Literatura młodzieżowa (93)
    • Literatura piękna (1)
    • Literatura współczesna (7)
    • Literatura świąteczna (14)
    • Patronat (36)
    • Poezja (4)
    • Reportaż (1)
    • artykuł (14)
    • cytaty (23)
    • hate-love (19)
    • wywiad (4)

    Najpopularniejsze

    • Moje ulubione cytaty z książek (I)
      Ponieważ na moim Instagramie zdjęcia z cytatami są Waszymi ulubionymi postami, postanowiłam podzielić się z Wami jeszcze większą ilości...
    • Fale i echa
      Jej życie jest pełne lęku przed śmiercią. Jego życie jest pełne śmierci. Nina ma 21 lat i studiuje w Warszawie pedagogikę wczes...
    • Córka gliniarza
      Indy wpadła w prawdziwe tarapaty. Strzelanina pod jej księgarnią nie wróży niczego dobrego. Jej pracownik zgubił torbę pełną brylantów,...

    Archiwum

    • ▼  2026 (7)
      • ▼  lipca (2)
        • Fever Dream
        • Miłość na pełny etat
      • ►  czerwca (3)
      • ►  kwietnia (2)
    • ►  2025 (9)
      • ►  listopada (1)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  lutego (3)
    • ►  2024 (27)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (1)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (1)
      • ►  marca (2)
      • ►  lutego (3)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2023 (25)
      • ►  listopada (2)
      • ►  października (2)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (1)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (1)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (2)
    • ►  2022 (42)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (5)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (5)
      • ►  czerwca (2)
      • ►  maja (4)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2021 (51)
      • ►  grudnia (9)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (1)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  maja (6)
      • ►  kwietnia (3)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (5)
    • ►  2020 (71)
      • ►  grudnia (5)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (10)
      • ►  września (12)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (5)
      • ►  marca (13)
      • ►  lutego (10)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2019 (54)
      • ►  grudnia (1)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (2)
      • ►  sierpnia (6)
      • ►  lipca (7)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (7)
      • ►  lutego (15)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2018 (85)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (6)
      • ►  września (9)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (19)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (8)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  marca (6)
      • ►  lutego (6)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2017 (65)
      • ►  grudnia (7)
      • ►  listopada (7)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (9)
      • ►  czerwca (8)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (4)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2016 (21)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (8)
      • ►  października (9)
    Instagram

    Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates