Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • STRONA GŁÓWNA
  • SPIS RECENZJI
  • MÓJ BOOKSTAGRAM
  • PATRONATY
  • ARTYKUŁY
    • Wizyta w studio Harry'ego Pottera
    • Co podarować książkoholikowi na święta?
    • Bookstagram - jak zacząć?
    • Podróż z książką
    • Czytelnicy polecają świąteczne książki
    • Blogerzy polecają świąteczne książki
    • Jak poradzić sobie z lekturami szkolnymi?
    • Co blog zmienił w moim życiu?
    • O BOOKSTAGRAMIE
    • CYTATY
    Instagram

    Książki Dobre Jak Czekolada | blog z recenzjami książek

    It starts with us Colleen Hoover recenzja

    To miała być jednotomówka. Ale użytkownicy TikToka sprawili, że Hoover zdecydowała się wrócić do zakończenia "It ends with us" i napisać ciąg dalszy. Bo to dopiero początek drugiej szansy Lily i Atlasa.

    Nie będę ukrywać, że bałam się tej części. Obawiałam się, że może być napisana na siłę. Że to niepotrzebne przeciągnięcie tej historii. Ale na szczęście tak się nie stało. To domknięcie było potrzebne. Na to zakończenie zasłużyli nasi bohaterowie.

    Podoba mi się to, że autorka nie sprawiła, że Riley jest postacią czarną lub białą. Jest szarą. A decyzje Lily nie są łatwe. To w ogóle nie jest łatwa historia. Jest naprawdę bolesna. Pamiętajcie, że ta książka porusza temat przemocy fizycznej i psychicznej, być może nie jest to powieść dla każdego.

    Nie brakowało wzruszających momentów. Czytelnik ma szansę obserwować, jak miłość Atlasa i Lili dostaje kolejną szansę. Jak nasi bohaterowie powoli pozwalają sobie uwierzyć, że tym razem im się może naprawdę udać. Widzimy, jak wciąż zmagają się z problemami, ale zauważamy też, że razem przychodzi im to łatwiej.

    Kilkukrotnie zaszkliły mi się oczy. Użyłam mnóstwa znaczników. Po lekturze "It starts with us" potrzebowałam kilku dni na refleksję, bo emocjonalnie byłam "przeczołgana".

    Wiem, że niektórzy nie będą usatysfakcjonowani wyborem Hoover. Ale ja nie wyobrażam sobie innej opcji. I o tym też pisze autorka w podziękowaniach obu tomów.

    Według mnie ta książka nie mogłaby być lepsza.

    "It starts with us" jest dla mnie wyjątkowo ważnym tytułem, ponieważ na skrzydełku znajdziecie moją polecajkę, co mnie cały czas wzrusza. 🥺🤎

    Odpowiedzi na kilka zadawanych pytań:
    💭Tak, znajomość pierwszej części ("It ends with us") jest wymagana.
    💭Tak, znajdziecie tam kilka scen erotycznych.
    💭Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona naprzemiennie przez Lily i Atlasa.

    Ode mnie oczywiście cztery kostki czekolady.


    Poniżej sprawdzisz, gdzie w najlepszej cenie kupisz egzemplarz "It starts with us".
    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
    Slammed Colleen Hoover recenzja


    To nowe, już trzecie wydanie pierwszego tomu "Slammed" ("Pułapki uczuć") Colleen Hoover. Trylogię tę można zakwalifikować jako coś pomiędzy young adult a new adult — bohaterowie są młodzi i mają zaledwie 18 i 21 lat. Kolejne tomy w nowym wydaniu są zaplanowane na wrzesień 2022 roku.

    Dla mnie lektura "Slammed" była powrotem do przeszłości, do starej dobrej Colleen Hoover. Choć przyznam się, że nie jest to moja ulubiona książka tej autorki, to niewątpliwie wywołuje w czytelniku masę emocji — głównie smutku.

    Nie byłabym sobą, gdybym nie zauważyła, że to taka instant love — miłość błyskawiczna. Bohaterowie znają się zaledwie trzy dni, a już mowa jest o silnych uczuciach między nimi. Ale to tak naprawdę jedyna wada tej historii, która nadaje jej nieco infantylności i naiwności.

    Poza tym jednym zarzutem nie ma do czego się przyczepić. Hoover tradycyjnie już stworzyła powieść, w której los śmieje się w twarz bohaterom, w której młodzi ludzie przeżywają więcej niż niejedna dorosła osoba i muszą szybko nauczyć się pokory.

    "Slammed" nagradzam czterema kostkami czekolady, bo to bardzo dobra lektura, ale wiem, że Colleen ma jeszcze lepsze książki.



    Poniżej sprawdzisz, gdzie w najlepszej cenie kupisz "Slammed".

    Share
    Tweet
    Pin
    2 komentarze

    "Gdyby nie ty" to książka Hoover, która wywołała we mnie najwięcej sprzecznych uczuć. Historia Morgan i jej córki Clary podobała mi się, ale miałam niedosyt. Kilka rzeczy mi nie pasowało. Miałam też sporo do przemyślenia, jak zawsze po spotkaniu z twórczością Hoover.

    Tym razem poznajemy historię Morgan, której życie właśnie zadaje największy cios - jednocześnie odbiera męża i siostrę. Oboje giną w wypadku samochodowym. Kiedy szok powoli mija, pojawiają się pytania - co robili tam razem? Odkrycie, że dwójka najbliższych jej osób zdradziła ją w tak okrutny sposób, pozbawia ją sił. Wraz ze swoją nastoletnią córką Clarą pogrążają się w żałobie i tracą nić porozumienia.

    Podobało mi się, że Hoover postanowiła opisać tę opowieść z dwóch tak odmiennych perspektyw - matki i córki. Możemy obserwować, jak ta sama sytuacja jest zupełnie inaczej odbierana przez Morgan i Carę. Widzimy, jak różnie przeżywają żałobę i radzą sobie z tragiczną rzeczywistością.

    Autorka pyta się czytelników, co Morgan powinna teraz zrobić? Być szczera z córką i powiedzieć jej, że ukochany tata i ciocia, która była niczym przyjaciółka, mieli romans? Czy ma prawo zrujnować piękne wspomnienia Clary związane z tak bliskimi osobami? Czy może jeszcze bardziej zachwiać jej światem?

    Tuż po tragicznym wydarzeniu masz wrażenie, że spadłaś w przepaść. Ale kiedy zaczynasz się przyzwyczajać, zdajesz sobie sprawę, że to nieprawda. Jesteś tylko na wiecznym rollercoasterze, który właśnie dojechał do samego dołu. Teraz będzie jechał w górę i w dół, i do góry nogami przez długi czas. Może nawet już na zawsze.

    Przyznaję, że miałam problem z polubieniem Clary. Nastolatka przeżywała żałobę, jednocześnie odhaczając wszystkie formy młodzieńczego buntu. Często zachowuje się irracjonalnie, bezmyślnie, zapomina o swojej przyjaciółce i wielokrotnie rani matkę.

    Postacie męskie w tej książce Hoover były jak dla mnie zbyt... idealne? Jonah jest inteligentnym, spokojnym, przystojnym mężczyzną. Cichy, małomówny, opanowany, bardzo rzadko ulega emocjom. Pracuje w szkole, dzięki czemu świetnie dogaduje się z młodzieżą. Bardzo dobrze też radzi sobie z maleńkim synkiem. Czy można chcieć czegoś więcej? Wad nie widzę. A szkoda.

    To samo, jeśli chodzi o Millera, chłopaka, który wpadł w oko Clarze. Jego postać również jest wykreowana mało realistycznie i trudno się dopatrywać rys na jego wizerunku. To niestety zachwiało moją oceną najnowszej książki Hoover.

    Natomiast podobało mi się, że w "Gdyby nie ty" autorka połączyła młodzieżówkę z obyczajówką i stworzyła ważną książkę dla córki i matki. To coś nowego, a ja lubię wszelkie przejawy oryginalności. Niemniej wciąż mam niedosyt a kreacja postaci nie do końca przypadła mi do gustu.

    "Gdyby nie Ty" jest dobrą książką, ale na tle pozostałych tytułów Hoover wypada dość przeciętnie. Przyznaję temu tytułowi trzy kostki czekolady.
    Premiera "Gdyby nie ty" zaplanowana jest na 11 marca. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

    Poniżej możesz sprawdzić, gdzie najtaniej kupisz tę książkę.
    Share
    Tweet
    Pin
    5 komentarze

    Colleen Hoover nikomu nie trzeba przedstawiać. Autorka znanych na całym świecie romansów i powieści new adult postanowiła tym razem spróbować swoich sił w zupełnie innym gatunku niż zazwyczaj. "Coraz większy mrok" to jej próba napisania thrillera. Z ogromną ciekawością sięgnęłam po tę książkę, by przekonać się, jak pisarka poradziła sobie z tym wyzwaniem. Niewątpliwie był to test, sprawdzający, czy Hoover jest dobra jedynie w pisaniu chwytających za serce romansów. Nie będę Was trzymać w niepewności - "Coraz większy mrok" też sprawi, że złapiecie się za serce, ale tym razem z przerażenia.

    Lowen Ashleigh właśnie pochowała swoją matkę, dostała nakaz eksmisji i została bez grosza, za to z górą długów. Informacja od jej agenta, że być może ma dla niej nową propozycję spada jej z nieba. Na spotkaniu okazuje się, że Lowen ma dokończyć serię za inną autorkę — Verity Crawford, znaną z bestsellerowych thrillerów. Kobieta na skutek wypadku samochodowego uległa obrażeniom, które uniemożliwiają jej pracę nad serią, a dla wydawnictwa jest to zbyt duża strata. To dlatego szukają pisarki o podobnym stylu do Verity.

    Lowen przyjmuje tę propozycję głównie ze względów finansowych. Kwota, którą jej zaproponowano, pozwoli jej poukładać sobie życie, a kobieta tego zdecydowanie potrzebuje. W ten sposób pisarka trafia do mieszkania rodziny Crawfordów, by zapoznać się z toną notatek i szkiców Verity, które mają jej pomóc dokończyć serię.

    Przypadkowo Lowen znajduje autobiografię Verity, a to, czego się z niej dowiaduje, sprawia, że Lowen boi się Verity. Na jaw wychodzą okrutne tajemnice, a Lowen zaczyna podejrzewać, że bestsellerowa pisarka jedynie udaje, że jest sparaliżowana.

    Co tak naprawdę wydarzyło się w domu Crawfordów?

    Nie byłam śmiała i nieskomplikowana. Byłam trudna. Emocjonalna zagadka, której nie miał ochoty rozgryzać.

    "Coraz większy mrok" jest naprawdę dobrym thrillerem. Rozpoczyna się śmiercią, a nawet dwiema, a wraz z rozwojem akcji trupów przybywa. Colleen stworzyła historię pełną tajemnic, sekretów, manipulacji i kłamstw. Postacie są wielowarstwowe. Widzimy dwie strony każdego bohatera, zarówno tę jasną, jak i mroczną. 

    Colleen nie byłaby sobą, gdyby nie umieściła w tej książce emocjonującego romansu, a może i dwóch historii pełnej namiętności miłości. Obserwujemy, do czego tak silne uczucie może skłonić człowieka. Widzimy, jak miłość, która powinna uskrzydlać, sprawia, że pojawia się coraz większy mrok.

    Prawda jest taka, że czytając "Coraz większy mrok" straciłam gdzieś poczucie upływu czasu i skończyłam czytać książkę trzy godziny później, mając dwa nieodebrane połączenia i kilka wiadomości. Ta historia całkiem mnie pochłonęła. 

    Zakończenie wywraca całą tę historię do góry nogami i nic, co wydawało się już oczywiste, nie jest prawdą. Czytelnik musi się pilnować, bo na każdym kroku czają się na niego zasadzki, które Hoover przygotowała, byśmy tylko uwierzyli jej i nie odgadli prawdziwej wersji wydarzeń.

    Cały czas Hoover utrzymuje napięcie i nie pozwala czytelnikowi odłożyć książki na bok. 

    Czy Colleen poradziła sobie w nowym gatunku? Zdecydowanie tak. Jak dotąd wszystko, co wydała pod swoim nazwiskiem, okazało się bardzo dobrą, wielowarstwową historią o nas, ludziach, którzy stale błądzą i popełniają błędy. "Coraz większy mrok" nie odstaje od tej reguły i udowadnia, że Hoover nie jest autorką, którą można zaszufladkować przy romansie. 

    Na Instagramie bloga możecie wziąć udział w rozdaniu, gdzie do wygrania jest egzemplarz "Coraz większego mroku".


    Wyświetl ten post na Instagramie.

    Post udostępniony przez Karolina | BOOKSTAGRAM (@ksiazkidobrejakczekolada) Lip 28, 2019 o 3:30 PDT

    "Coraz większy mrok" zdobywa cztery kostki czekolady.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

    Share
    Tweet
    Pin
    3 komentarze

    Quinn i Graham poznają się w okolicznościach, które z pewnością nie zapowiadają niczego dobrego. Narzeczony Quinn miesiąc przed ich ślubem zdradza ją z dziewczyną Grahama, dla której Graham zakupił już pierścionek zaręczynowy. Przyłapanie swojej drugiej połówki na zdradzie nie jest łatwym wydarzeniem, jednak Quinn i Graham są w tym razem, wzajemnie pomagają sobie przez to przejść z godnością i bez scen.

    Tak to się zaczyna. Jednak Colleen Hoover przeplata przeszłość z teraźniejszością i pokazuje nam dwie osie wydarzeń. W drugiej przestrzeni czasowej Quinn i Graham są już kilka lat po ślubie i muszą zmierzyć się z huraganem piątego stopnia - jak sami to określają. W ich małżeństwie od pewnego czasu nie dzieje się najlepiej. Problemu z płodnością Quinn stają się przeszkodą nie do przeskoczenia. Tylko dla kogo - dla niej, czy dla niego? Z dnia na dzień coraz bardziej oddalają się od siebie. Ona stroni od bliskości, aby później nie mieć nadziei na poczęcie dziecka. Nie chce tego znowu przeżywać. W rezultacie powstrzymuje się przed jakimkolwiek kontaktem fizycznym z ukochanym mężem i choć za nim tęskni, nie daje tego po sobie poznać. Bywają dni, kiedy jedynym słowem, jakie mówi w stronę Grahama jest "dobranoc". On nawet nie wie, jak rozmawiać z żoną, aby nie zadawać jej zbędnego bólu. Rezygnuje z ich małej tradycji - pytania o jej sny tuż po przebudzeniu, po tym, jak sen o dziecku sprawił, że nie mogła się pozbierać przez długie godziny. Graham przestaje walczyć o ich małżeństwo, bo nie wie już, jak ma to robić. Czy uda im się uratować miłość, która nieustannie tli się w ich sercach? Czy pragnienie dziecka jest już zbyt wielkie, by zauważyli, że jeszcze mają siebie, ale za chwile może być za późno, by naprawić wyrządzone sobie krzywdy?

    Niezależnie od tego, jak bardzo się kogoś kocha, rozmiar tej miłości jest nieistotny, jeśli na drodze staje jej niezdolność przebaczania.

    O tym, że kocham twórczość Colleen Hoover, wiecie z pewnością. To jedna z tych autorek, których opisów i recenzji książek po prostu nie czytam, sięgam po te powieści w ciemno, bo wiem, że czeka mnie niesamowita lektura. Tak było i tym razem. Po udostępnieniu przez wydawnictwo projektu okładki "Wszystkich naszych obietnic" w internecie rozpętała się burza. Czytelnicy byli oburzeni - tytuł po raz pierwszy pojawił się w języku polskim. Nawet kolorystyka okładki nie odpowiadała większości osób. Mnie jednak takie kwestie obchodzą jak zeszłoroczny śnieg - najważniejsza jest przecież treść! A w tej kwestii Hoover znowu nie zawiodła, a nawet jestem skłonna stwierdzić, iż autorka podniosła poprzeczkę jeszcze wyżej.

    To, co kocham w twórczości Hoover to jej zdolność do przekazywania emocji bohaterów czytelnikom. Za każdym razem, gdy czytam coś, co wyszło spod jej pióra, przeżywam rollercoaster uczuć. Colleen zawsze doprowadza mnie do płaczu. Poza tym jestem pełna podziwu dla opowieści, które tworzy - nie znajdziecie w nich banałów, utartych schematów. To autorka, która zachwyca perfekcyjnie budowanym klimatem, akcją, napięciem, kreacją bohaterów, przysięgam, u niej wszystko mnie zachwyca i jeszcze nigdy nie zawiodłam się na jej twórczości.

    Hoover z łatwością potrafi złamać serca czytelników, jej historie o miłości nie są łatwe, co to, to nie! Pisze o tym uczuciu w sposób barwny, sprawiając, że wszystkie opisywane uczucia czujemy namacalnie na własnej skórze. Do samego końca "Wszystkich naszych obietnic" modliłam się o szczęśliwe zakończenie dla bohaterów. Miałam łzy w oczach przez połowę książki. Autorka bez problemu potrafi dotrzeć do zakamarków mojego serca i znaleźć tam emocje, o których nie miałam pojęcia, że istnieją.

    To zabawne, że można być z kimś tak szczęśliwym i kochać go tak bardzo, że pojawia się w człowieku ukryty lęk, którego wcześniej się nie znało. Lęk przed utratą tej osoby. Lęk, że ta osoba będzie cierpieć.

    Quinn i Graham są chyba najbardziej dojrzałymi postaciami z książek Hoover, które dotychczas wyszły. Tym razem autorka postawiła na dorosłych bohaterów i problemy na ich miarę. W historii tej dwójki nic nie jest łatwe, proste i przyjemne, ale tak jak powiedziałam wcześniej - u Hoover nic nigdy takie nie jest. U niej nie ma pójścia na łatwiznę, postacie nie mają szansy na proste i wygodne życie. Colleen pokazuje życie takim, jakie jest - skomplikowanie, pełne cierpienia, ale i nadziei, że będzie lepiej. Nic nie upiększa, nic nie przerysowuje. Za to ją uwielbiam - najpierw łamie wpół serce czytelnika, potem tnie je na malutkie kawałeczki, by na koniec je podeptać. Ale ostatecznie pomaga nam pozbierać te maleńkie elementy i spoić je nadzieją, że wszystko może jeszcze dobrze się skończyć. To bolesna, ale piękna i potrzebna lekcja życia.

    Nie wiem, czy moja opinia o tej książce ma jakikolwiek sens. Przyznaję, że wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem i jednocześnie wpływem tej historii. Hoover dała mi materiał do przemyślenia, rzuciła światło na wiele ważnych kwestii, które teraz muszę na spokojnie "przetrawić". W moim odczuciu "It ends with us" było najlepszą powieścią tej autorki, ale "Wszystkie nasze obietnice" depcze jej po piętach.

    Za kolejną, bolesną lekcję życia, za łzy w oczach, za wciągnięcie mnie w psychikę Quinn i jej niezwykłą przygodę oraz późniejsze dramaty, za to wszystko daję cztery kostki czekolady autorce i wyczekuję z niecierpliwością kolejnej książki. Chyba jestem masochistką dla mojego serca. ;)

    Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.
    Premiera 14 listopada.
    Share
    Tweet
    Pin
    11 komentarze
    Nie wiem, czy dzisiaj jest pełnia, czy jakiś nowotwór zaatakował moje serce, czy może ona rzeczywiście jest czarownicą. To wszystko i tak nie wyjaśnia, jak coś takiego może się dziać między dwojgiem ludzi tak niedorzecznie szybko... i cały czas trwać. Czuję, że ta dziewczyna jest zbyt idealna, by była prawdziwa. Wie o tym mój umysł i wie całe ciało, dlatego całuję ją jeszcze mocniej, mając nadzieję, że dzięki temu udowodnię sobie, że to się dzieję naprawdę. To nie bajka. Ani godzina udawania w schowku na szczotki.
    Szukając Kopciuszka

    Jestem pewna, że znacie baśń o Kopciuszku. Jestem też przekonana, że obiło Wam się o uszy coś o Colleen Hoover - mojej ulubionej autorce książek. Nie bez powodu to właśnie recenzje jej ksiażek przeważają na tym blogu. Ale czy słyszeliście o jednej z mniej znanych książek Hoover? Jeśli nie, to zapraszam do przeczytania nowej wersji wspaniałej baśni.


    Bohaterów "Szukając Kopciuszka" znamy już ze stron "Hopeless", czy "Losing Hope" - to Daniel, najlepszy przyjaciel Huntera, oraz Six, najlepsza przyjaciółka Sky. Kiedy Daniel ukrywa się w szkolnym schowku na szczotki wpada tam zapłakana Six. Jest ciemno, oni nie mieli szansy jeszcze się poznać, nie wiedzą, kim są. I to ich kręci - anonimowość. Daniel szybko doprowadza Six do uśmiechu. Rozmawiają, ale nie padają żadne imiona, czy inne informacje. W końcu całują się i jest to ich najlepszy pocałunek, o którym długo nie mogą zapomnieć. Tydzień później Six znowu zagląda do schowka, tym razem chce odnaleźć Daniela, co jej szybko się udaje. Mówi mu, że przychodzi tu ostatni raz, potem wyjeżdża za granicę. Pod wpływem impulsu, a może i magii chwili zaczynają się bawić w miłość. Szepczą sobie piękne słowa, opowiadają o uczuciach, a potem uprawiają miłość. Udawaną miłość. Po czym Six ucieka jak Kopciuszek i już nigdy więcej mają się nie spotkać.

    Jesteś niesamowicie piękna, ale gówno cię obchodzi, jak wyglądasz. Sprawiasz wrażenie miłej, ale coś mi mówi, że oprócz dobrych masz też trochę złych cech. Wyglądasz na prostolinijną, taką, która nie uprawia gierek z facetami, ale zarazem flirciara z ciebie.
    Szukając Kopciuszka

    Mijają miesiące. Daniel próbował zapomnieć o swoim Kopciuszku, co nie było łatwe. Rok po wydarzeniach w schowku Six wraca do kraju. Daniel jest wraz z przyjacielem u Sky, gdzie pojawia się też Six. Nie rozpoznają siebie, ale i tak między nimi "coś zaskoczyło". Szybko to jednak zauważa Hunter i zabrania tej dwójce się spotykać. Ale przecież zakazany owoc smakuje najlepiej...

    Jej oczy śmieją się do mnie i nagle uświadamiam sobie, że tego, co do niej czuję, nie czułem jeszcze nigdy do żadnej dziewczyny. Nie chodzi o to, że się w sobie zakochujemy, jesteśmy pokrewnymi duszami czy inne tego typu brednie. Po prostu jeszcze nigdy nie czułem się tak dobrze w towarzystwie dziewczyny. (...) Nie tylko znosi moje żarty, ale wręcz jej się podobają. Czuję po prostu, że lubi tego prawdziwego mnie, i za każdym razem, gdy śmieje się z tego, co powiedziałem, mam ochotę przybić z nią żółwika.
    Szukając Kopciuszka

    Pierwsza randka. Pierwszy pocałunek. Szybka decyzja - musimy być razem. W tym związku wszystko potoczyło się tak szybko, jakby znali się już wcześniej. Po dwudziestu czterech godzinach znajomości są razem. Niemożliwe? W bajkach wszystko jest możliwe.

    To się dzieje naprawdę, jednak nawet w naszym niedoskonałym świecie ludzie nie zakochują się w sobie ot, tak. Nie zakochują się tak mocno w osobach, które ledwie znają.
    Szukając Kopciuszka

    Co podobało mi się w tej książce? Absolutnie wszystko. Najpierw wstęp, kilka słów od autorki, w którym opowiada o swojej własnej wersji Kopciuszka. Dzieli się ze swoimi czytelnikami swoją historią, która zmieniła jej życie. Może nie jest to jakaś spektakularna opowieść, ale mnie bardzo wzruszył sam fakt, że Hoover postanowiła o tym opowiedzieć.

    Ale przechodząc do samej fabuły - nie da się zaprzeczyć, że jest ona bardzo oryginalna. Powtarzające się schematy książek szybko mnie nudzą, a "Szukając Kopciuszka" zachwyca swoją nieprzeciętnością. Bohaterów po trochu znałam już z innych książek tej autorki, dlatego zbędne były rozwlekłe opisy postaci. To też sprawiło, że książka sama w sobie jest dość krótka - zawiera niewiele ponad sto stron. W dodatku jest pełna niespodzianek. Domyślałam się, że Six coś ukrywa, ale nigdy bym nie zgadła CO ukrywa - tutaj autorka mnie bardzo zaskoczyła.

    Każdy ma jakiś słaby punkt. Po prostu zastanawiam się, jaki jest twój. Wiesz, coś takiego, co w umowach pisze się małym druczkiem.
    Szukając Kopciuszka

    Podsumowując - polecam Wam tę książkę z całego serca. Wystarczą Wam dwie wolne godzinki, herbata, CZEKOLADA i ta opowieść - wieczór idealny. "Szukając Kopciuszka" za swoją barwność zdobywa cztery kostki czekolady.

    Gdzie kupić "Szukając Kopciuszka"? Niestety nakład tego tytułu był niewielki i nie można go już nigdzie dostać w wersji papierowej. Ebook dostępny jest na stronie Wydawnictwa Otwartego. Na OLX widziałam dwie oferty sprzedaży papierowego egzemplarza, ale ceny były w wysokości ok. 300 zł.

    EDIT: (25.06.2021) Od dziś w sprzedaży jest DRUGA CZĘŚĆ "Szukając Kopciuszka". Jeśli chcecie poznać dalsze losy Six i Daniela, radzę się pospieszyć - "Znajdując szczęście" tak samo jak pierwszy tom będzie wydane w bardzo limitowanej liczbie i nie będzie dodruku.
    Książkę można kupić TUTAJ na stronie wydawnictwa.

    Share
    Tweet
    Pin
    86 komentarze
    Kiedy znajdujesz miłość, to ją trzymasz. Chwytasz ją obiema rękami i ze wszystkich sił starasz się jej nie wypuścić. Nie możesz tak po prostu odjechać, licząc, że przetrwa, aż będziesz na nią gotowa.
    November 9

    „November 9” to kolejna książka, na której premierę czekałam z niecierpliwością. Kiedy dowiedziałam się, że zostanie wydana nowe dzieło autorstwa Colleen Hoover, nawet nie czytałam, o czym będzie, po prostu zapisałam datę ukazania się i odliczałam dni. Jak już ostatnio pisałam, ta autorka mnie nie rozczarowuje. Nigdy. Tak też jest z  „November 9”.

    Nigdy nie uda ci się odnaleźć siebie, jeśli zatracisz się w drugiej osobie.
    November 9

    9 listopada to szczególna data. Tego dnia Fallon znajdowała się w domu, który ucierpiał w pożarze, a z nim ona. W ciężkim stanie trafiła do szpitala. Każdego dnia widzi w lustrze pamiątki po tym wydarzeniu – blizny, które ciągną się wzdłuż jej całego ciała. Stara się je ukryć przed spojrzeniami ciekawskich ludzi, które całkowicie zrujnowały jej samoocenę. Wypadek zaprzepaścił też jej nabierającą tempa karierę aktorki. Jej marzenia legły w gruzach.

    Byłam jedną z najlepiej zapowiadających się nastoletnich aktorek, ale gdy w wyniku pożaru zostałam oszpecona, wytwórnia momentalnie wypowiedziała mi kontrakt. Chyba bardziej nie może pogodzić się z faktem, że nie jest ojcem aktorki, niż z tym, że o mało nie stracił córki przez swoje niedbalstwo.
    November 9

    W kolejną rocznicę pożaru Fallon spotyka się w restauracji z ojcem, aby poinformować go o wyprowadzce do Nowego Jorku, gdzie zamierza spróbować przywrócić do życia jej karierę aktorki. Tym razem jednak na deskach teatru broadwayowskiego. Ojciec nastolatki jest temu przeciwny, mówi, że powinna iść do szkoły, nauczyć się czegoś nowego, ponieważ w tej ścieżce zawodowej nie ma już szans. Całej rozmowie przysłuchuje się Ben. Nie może znieść tego, jak ojciec Fallon ją traktuje. Chociaż oboje są dla niego zupełnie obcymi ludźmi, postanawia zainterweniować. Przysiada się do ich stolika udając chłopaka Fallon. Z początku zaskoczona, szybko łapie, o co chodzi i razem z udawanym chłopakiem udaje im się doprowadzić do szału ojca.

    Dlaczego w ogóle poczułem potrzebę wkroczenia w jej życie? Dlaczego uznałem, że nie poradzi sobie sama ze swoim ojcem? Pewnie strasznie się na mnie wścieka, chociaż jest moją dziewczyną na niby dopiero od jakichś trzydziestu minut.
    Właśnie dlatego nie mam prawdziwej dziewczyny. Nawet z udawaną zaczynam się od razu kłócić.

    November 9


    Fallon i Ben razem świetnie się dogadują. On pomaga jej w spakowaniu rzeczy i przygotowaniu do wyprowadzki. Kilka godzin spędzonych w swoim towarzystwie zbliża ich do siebie. Nadchodzi godzina odlotu dziewczyny, a oni nie chcą się żegnać. Wiedzą jednak, że związek na odległość nie ma sensu. Poza tym Fallon obiecała swojej matce, że nie zakocha się do dwudziestego trzeciego roku. A przecież Ben nie będzie czekał na nią kolejne pięć lat, prawda?

    (…) chociaż Benton James Kessler wydaje się żywcem wzięty z romansów, które stoją na półce w moim pokoju, przez najbliższe pięć lat nie ma u mnie najmniejszych szans.
    November 9


    Nie da jej się z nikim porównać. Co gorsza wiem to po zaledwie kilku godzinach w jej towarzystwie. Wolałbym chyba nigdy jej nie spotkać. Przecież nie interesują mnie poważne związki, ona wyjeżdża, a na dodatek mamy dopiero po osiemnaście lat i … w ogóle.
    November 9

    Ben nagle wpada na pomysł, aby przez kolejne pięć lat spotykali się w tym samym miejscu, w którym się poznali, przez pozostałe dni w roku nie będą się kontaktować. Nie obiecują sobie wyłączności. Nakazują sobie żyć. Nie ograniczać się. Poznawać ludzi. Chodzić na randki. ŻYĆ. To dość dziwne, ale i odrobinkę fascynujące. Dlatego też Fallon się zgadza.

    A jeśli spotkamy się za rok o tej samej porze? A potem znowu za rok? I tak przez pięć lat? Tego samego dnia, o tej samej porze i w tym samym miejscu? Za rok zaczniemy tam, gdzie dziś skończymy.
    November 9

    Obiecują sobie, że ona będzie próbowała swoich sił w aktorstwie aż do skutku, a on będzie sukcesywnie pisał książkę o nich samych. Bo nigdy nie zerwali ich udawanego związku.

    Mija rok. Ponownie się spotykają. Opowiadają sobie, co wydarzyło się przez ostatnie 365 dni. Znowu wspaniale razem się bawią. I chociaż przez rok próbowali umówić się z kimś innym, nikt nie dorównuje temu, co mają razem. Teraz trudniej się pożegnać.

    Myślałem, że jestem twardszy, ale właśnie dotarło do mnie, że pożegnanie z tobą jest jedną z najtrudniejszych rzeczy na świecie.
    November 9

    Okazuje się, że w ciągu jednego dnia w roku można się zakochać. Tęsknota za drugą połówką robi się coraz trudniejsza do zniesienia. W życiu pojawiają się momenty, kiedy potrzebujesz wsparcia, a osoba, którą kochasz, jest tysiące kilometrów od ciebie. I nawet nie masz jej numeru telefonu. A do kolejnego spotkania jeszcze kilka miesięcy.

    Spotkania raz w roku, miłość przez całe życie.

    Wydaje mi się, że do tej pory zupełnie nie rozumiałam idei błyskawicznej miłości. A teraz muszę wymyślić, jak przetrwać najbliższe lata, żeby wszystko zakończyło się happy endem.
    November 9

    Za co "November 9" otrzymuje cztery kostki czekolady? Za niecodzienną fabułę. Za treść tak przeładowaną pięknymi cytatami, że chce się nimi wytapetować ściany pokoju. Za to, że znowu wzruszyłam się, czytając książkę. Koniecznie przeczytajcie i dajcie znać jak wy oceniacie "November 9". 



    Share
    Tweet
    Pin
    39 komentarze
    - Czasami nie mamy drugiej szansy, Owen. Czasami rzeczy po prostu się kończą.
    (...)
    - My nawet nie mieliśmy pierwszej szansy.
    Confess

    Po czym poznajemy dobrą książkę? Po opisie na jej tyle? Recenzjach? Okładce? Ilości sprzedanych egzemplarzy? Ja stwierdzam, że książka jest dobra, jeśli wywołuje we mnie silne EMOCJE. A "Confess" sprawiła, że krzyczałam z frustracji, płakałam ze wzruszenia i ciągle mówiłam "OMG" (jak przeczytasz książkę, będziesz wiedział, dlaczego użyłam takiego nieprofesjonalnego skrótu).

    Jestem zakochana w twórczości Colleen Hoover i jeszcze nigdy na niej się nie zawiodłam. Trafia prosto do mojego serca. Jej powieści są idealne - nic dodać, nic ująć. Tak też jest z "Confess".

    Auburn jako młodziutka dziewczyna, bo zaledwie piętnastoletnia patrzyła na śmierć swojego ukochanego chłopaka. Nie można zaprzeczyć, że łączyła ich silna więź, a Auburn ciężko zniosła pożegnanie. Po krótkim czasie od śmierci okazało się, że nastolatka jest w ciąży ze zmarłym chłopcem. Dzieckiem po porodzie zajęli się rodzice ojca niemowlęcia. A Auburn nie widuje go tak często, jakby chciała.

    To dziwne uczucie, kiedy wiesz, że w wieku piętnastu lat usłyszałaś najostrzejsze słowa w swoim życiu. (...) Jak piętnastoletnia dziewczyna może bronić swojej miłości, kiedy wszyscy są przeciwko temu? Nie da bronić siebie w obliczu doświadczenia życiowego. I może mają rację. Może nie kochamy się w sposób jaki dorośli znają miłość, ale jesteśmy pewni jak cholera, że coś czujemy. I w tej chwili odczuwam to jako zbliżające się złamane serce.
    Confess



    Mijają cztery lata. Dziewczyna rozpoczyna naukę w innym mieście. Zasięga porady prawnika w sprawie odzyskania praw do opieki nad dzieckiem, ale to wymaga wielu pieniędzy. Potrzebuje kolejnej pracy i nagle zauważa ogłoszenie o poszukiwanej pomocy zawieszone na drzwiach studia, obok którego codziennie przechodzi.

    W oknie budynku jest mnóstwo karteczek z anonimowymi wyznaniami. W drzwiach znajduje się otwór, gdzie można przekazać swój sekret. Drzwi otwierają się, a w nich staje chłopak, dla którego Auburn staje się ocaleniem.

    Owen zbiera wyznania, a one inspirują go do malowania obrazów, które sprzedaje w jeden dzień w miesiącu. Właśnie rzuciła go dziewczyna, która jednocześnie pomagała mu przy organizacji sprzedaży dzieł. A Auburn nadaje się do tego idealnie.

    Dziewczyna radzi sobie świetnie, a między nią a Owenem pojawia się nić porozumienia. Po udanej współpracy spędzają razem wieczór w klubie. To pierwszy raz, kiedy Auburn tańczy z chłopakiem. Nawet nie umie z nim flirtować! Po śmierci ukochanego nie miała wielu okazji do spotykania się z płcią przeciwną. Ale uśmiech Owena sprawia, że chce to zmienić.

    Przyciąganie między tą dwójką jest niezaprzeczalne. Jednak na wierzch wychodzą sprawy, które mocno komplikują tę relację. Owen trafia do więzienia.

    Muszę wyprostować swoje życie na tyle, aby ona chciała być jego częścią.
    Confess

    W tej książce nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Każdy ma drugie oblicze i sekrety skrywane przed całym światem. Bezinteresowność to rzadkość.

    Czy wierzysz w przeznaczenie? Jeśli nie, to gwarantuje Ci, że po przeczytaniu "Confess" uwierzysz w jego istnienie.

    - Boję się, że już nigdy z nikim nie poczuję czegoś takiego.
    (...)
    - Ja boję się, że poczujesz.
    Confess

    Nie mogłam oderwać się od tej książki. Połknęłam ją w całości, nie przerwałam czytania, dopóki nie dotarłam do ostatniej strony. Myślę, że "Confess" i "Promyczek" rywalizują teraz o miano mojej ulubionej powieści. Cztery kostki czekolady dla niej to zdecydowanie za mało.

    Ale uwaga, na koniec mam złą wiadomość. "Confess" nie została jeszcze wydana w polskiej wersji językowej i nie wiem, czy są takie plany, dlatego zachęcam do przeczytania jej po angielsku. 

    UPDATE: CONFESS ZOSTAŁA WYDANA W POLSCE! DATA PREMIERY TO 10.05.2017!
    Share
    Tweet
    Pin
    15 komentarze
    Nie jest łatwo, kiedy próbujesz wygrać wojnę ze swoim sercem.
    Maybe Someday

    Ridge znakomicie gra na gitarze. Każdego dnia siada na balkonie i gra swoje własne melodie. Sydney mieszka w bloku naprzeciwko. Wychodzi na balkon, by wsłuchiwać się w dźwięki gitary Ridge’a. Nieświadomie wymyśla teksty piosenek do jego utworów. Jest urzeczona jego piosenkami. On ma blokadę twórczą, od kilku miesięcy nie stworzył żadnego tekstu, dlatego postanawia poprosić Sydney, aby się z nim podzieliła tekstami. Zawierają układ. Zaczynają razem tworzyć muzykę przepełnioną szczerością i uczuciami.



    Czasami słowa mają większy wpływ na czyjeś serce niż pocałunki.
    Maybe Someday

    Krótko po zawarciu umowy między Ridge’m i Sydney, dziewczyna nakrywa swojego chłopaka na zdradzie z przyjaciółką i to w dniu jej urodzin. Zostaje bez pieniędzy i dachu nad głową. Idealne życie Sydney w jednej chwili się burzy. Traci miłość swojego życia i najbliższą przyjaciółkę.

    Ridge proponuje jej, aby u niego zamieszkała, akurat jest wolny jeden pokój. Wtedy też Sydney odkrywa, że chłopak jest głuchy. Jeszcze bardziej imponuje jej, że mimo utraty zmysłu słuchu potrafi tworzyć tak piękne melodie.

    Razem spędzają godziny na pisaniu tekstów. Ten czas zbliża ich do siebie. Chemię czuć w powietrzu. Mimo że Sydney jest dopiero od kilku dni singielką, czuje coś do współlokatora. Wtedy dowiaduje się, że Ridge ma dziewczynę.

    Najgorsza rzecz, jaka mogłaby ci się przytrafić, to zdradzenie mnie. Wtedy musiałabym z tobą zerwać, twoje serce byłoby złamane, i oboje będziemy nieszczęśliwi i ty możesz być tak przygnębiony, że już nigdy się z tego nie podniesiesz. Więc upewnij się, że jeśli chcesz mnie zdradzić, to będzie najlepszy seks w twoim życiu, bo jednocześnie będzie twoim ostatnim.
    Maybe Someday

    Ridge i Sydney starają się zachowywać się dorośle i nie poddawać pożądaniu. Nie jest to łatwe, kiedy wspólnie pracują nad piosenkami o miłości. Piszą do siebie i o sobie. Piszą o uczuciu, które jest zakazane. Ridge coraz częściej zastanawia się, czy można kochać dwie kobiety jednocześnie. Kiedy przestają panować nad pożądaniem, chłopak wyrzuca z domu współlokatorkę, by nie zranić swojej dziewczyny. Sydney cierpi.

    Zdaję sobie sprawę, że może nie być żadnego „może kiedyś”. Nigdy nie będzie „może kiedyś”. On ją kocha, ona najwyraźniej kocha jego, a ja nie mogę ich winić, bo cokolwiek oni mają… to jest piękne.
    Maybe Someday

    Nagle dziewczyna Ridge trafia do szpitala, dowiaduje się o zdradzie swojego chłopaka, a Ridge traci obie połówki swojego serca. Traci obie kobiety, które kocha.

    Czy jest możliwe posiadanie dwóch bratnich duszy? Czy dwie osoby mogą być dla ciebie stworzone? Czy potrafisz zrezygnować z jednej osoby, którą kochasz, dla dobra drugiej?

    „Maybe someday” to wyjątkowa książka, ponieważ jest wzbogacona o ścieżkę dźwiękową. W trakcie czytania możecie posłuchać wspólnie stworzonych piosenek Sydney i Ridge’a. Osobiście jestem zakochana w tych utworach.

    Książkę przeczytałam kilka razy i wciąż mi się nie nudzi. „Maybe Someday” zdobywa trzy kostki czekolady.




    Share
    Tweet
    Pin
    9 komentarze
    Większość  nastolatek czytała chociaż jedną książkę autorstwa Colleen Hoover. To mistrzyni powieści młodzieżowych. Doprowadza mnie do płaczu każdym swoim dziełem. Zawładnęła sercami nastolatek (i ich matek ukradkiem podkradających im książki) na całym świecie.

    Natomiast Tarryn Fisher pisze dla dorosłych kobiet. Zadebiutowała na rynku znakomitą trylogią „Mimo moich win”.


    Te autorki razem to mieszanka wybuchowa. Te autorki razem stworzyły „Never never”.


    Akcja książki zaczyna się od nicości. Dziwne? Tak właśnie się czuła główna bohaterka, która nagle orientuje się, że straciła pamięć. Nie wie, gdzie jest, kim są ludzie dookoła niej, co więcej, nie wie, kim jest ona sama. Nie pamiętać nawet swojego imienia? Brzmi dość przerażająco. To samo przydarzyło się Silasowi.

    Co zrobić, kiedy nie wiesz, kim jesteś? Możesz udawać, że wszystko jest w porządku. Improwizować. Silas i Charlie próbują zrozumieć swoją tożsamość, odkryć co się stało i przede wszystkim dowiedzieć się jak odzyskać pamięć. Na to zadanie mają jedynie czterdzieści osiem godzin. Po upływie tego czasu ponownie zapomną wszystko i gra rozpocznie się na nowo.

    Czy uda im się odkryć tajemnicę? Czy może utkną, pośród ludzi których nie znają? Co, jeśli baśnie nie kłamią i tylko pocałunek prawdziwej miłości może naprawić świat? Tego wszystkiego dowiecie się, czytając „Never never”.


    Książka, która wciąga od pierwszej strony. Idealna na jesienny wieczór.

    UWAGA najpierw zajmij się obowiązkami, potem zacznij czytać, bo gwarantuję, że nie oderwiesz się od lektury.

    "Never never" zdobywa dwie kostki czekolady. (Sprawdźcie po prawej stronie Czekoladową Skalę).
    Share
    Tweet
    Pin
    16 komentarze
    Starsze Posty

    Polecany post

    Bookstagram. Jak zacząć?

    2 października 2018 roku minął rok odkąd prowadzę bookstagrama. Zakładając konto na Instagramie, nie przypuszczałam, że osiągnie ono tak ...

    Wybierz coś dla siebie

    • Kalendarze/dzienniki (4)
    • Kryminał/sensacja/thriller (38)
    • Literatura dla dzieci (2)
    • Literatura fantastyczna (40)
    • Literatura historyczna (14)
    • Literatura kobieca (243)
    • Literatura młodzieżowa (94)
    • Literatura piękna (1)
    • Literatura współczesna (7)
    • Literatura świąteczna (14)
    • Patronat (38)
    • Poezja (4)
    • Reportaż (1)
    • artykuł (14)
    • cytaty (23)
    • hate-love (19)
    • wywiad (4)

    Najpopularniejsze

    • Moje ulubione cytaty z książek (I)
      Ponieważ na moim Instagramie zdjęcia z cytatami są Waszymi ulubionymi postami, postanowiłam podzielić się z Wami jeszcze większą ilości...
    • Fale i echa
      Jej życie jest pełne lęku przed śmiercią. Jego życie jest pełne śmierci. Nina ma 21 lat i studiuje w Warszawie pedagogikę wczes...
    • Córka gliniarza
      Indy wpadła w prawdziwe tarapaty. Strzelanina pod jej księgarnią nie wróży niczego dobrego. Jej pracownik zgubił torbę pełną brylantów,...

    Archiwum

    • ▼  2026 (9)
      • ▼  sierpnia (2)
        • Zagrywki
        • Zgotujmy sobie romans
      • ►  lipca (2)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  kwietnia (2)
    • ►  2025 (9)
      • ►  listopada (1)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  lutego (3)
    • ►  2024 (27)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (1)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (1)
      • ►  marca (2)
      • ►  lutego (3)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2023 (25)
      • ►  listopada (2)
      • ►  października (2)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (1)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (1)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (2)
    • ►  2022 (42)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (5)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (5)
      • ►  czerwca (2)
      • ►  maja (4)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2021 (51)
      • ►  grudnia (9)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (1)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  maja (6)
      • ►  kwietnia (3)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (5)
    • ►  2020 (71)
      • ►  grudnia (5)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (10)
      • ►  września (12)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (5)
      • ►  marca (13)
      • ►  lutego (10)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2019 (54)
      • ►  grudnia (1)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (2)
      • ►  sierpnia (6)
      • ►  lipca (7)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (7)
      • ►  lutego (15)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2018 (85)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (6)
      • ►  września (9)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (19)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (8)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  marca (6)
      • ►  lutego (6)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2017 (65)
      • ►  grudnia (7)
      • ►  listopada (7)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (9)
      • ►  czerwca (8)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (4)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2016 (21)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (8)
      • ►  października (9)
    Instagram

    Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates