Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • STRONA GŁÓWNA
  • O AUTORCE
  • SPIS RECENZJI
  • WSPÓŁPRACA
  • MÓJ BOOKSTAGRAM
  • PATRONATY
  • ARTYKUŁY
    • Wizyta w studio Harry'ego Pottera
    • Co podarować książkoholikowi na święta?
    • Bookstagram - jak zacząć?
    • 21 ulubionych książek na 21 urodziny
    • Podróż z książką
    • Czytelnicy polecają świąteczne książki
    • Blogerzy polecają świąteczne książki
    • Jak poradzić sobie z lekturami szkolnymi?
    • Co blog zmienił w moim życiu?
    • O BOOKSTAGRAMIE
    • CYTATY
    Facebook Instagram Pinterest

    Książki Dobre Jak Czekolada | blog z recenzjami książek


    Długo wyczekiwałam kolejnej książki Lucindy Riley. Moi stali czytelnicy wiedzą, że jestem miłośniczką twórczości tej autorki. I tym razem Riley nie zawiodła mnie.

    "Pokój motyli" opowiada historię życia siedemdziesięcioletniej Posy. Zaczynając od lat 40 i czasów drugiej wojny światowej, przemieszczamy się w czasie i poznajemy kluczowe momenty, które wywarły piętno na naszej bohaterce.

    Akcja toczy się głównie wokół Domu Admirała w Suffolk, który mając 300 lat, jest świadkiem wielu emocjonujących wydarzeń i skrywa liczne tajemnice. A czytelnik rozdział po rozdziale odkrywa te sekrety.

    Pamiętaj kochanie, że coś, co jednemu wydaje się śmieciem, dla kogoś innego może być cenne jak złoto. Możliwe, że my wszyscy jesteśmy takimi poszukiwaczami (...) Nie dajemy za wygraną, stale mamy nadzieję, że odnajdziemy ten wymykający się, ukryty skarb, który wzbogaci nasze życie, a kiedy odkrywamy czajnik zamiast mieniącego się klejnotu, musimy szukać dalej.

    Znając twórczość Riley, wiemy, czego możemy się spodziewać. Po pierwsze - barwnych postaci. Poznajemy nie tylko Posy, ale wszystkie osoby, które odegrały ważną rolę w jej życiu. Zagłębiamy się w trudności i problemu, jakie przez lata dotykały główną bohaterkę i całą jej rodzinę.

    Po drugie - opisy niezwykłych miejsc. Riley jest specjalistką od tworzenia wyjątkowego klimatu, a to wszystko dzięki szczegółowym opisom budynków, przestrzeni, ubrań, zwyczajów. Autorka sprawia, że w naszej wyobraźni powstaje dokładna wizja miejsca rozgrywanej akcji.

    Po trzecie - przemycanie wiedzy historycznej. Uwielbiam sposób, w jaki Lucinda łączy przeszłość z teraźniejszością, fikcję z rzeczywistością. Fabuła obejmuje czasy wojny, a dzięki pisarce z przyjemnością chłoniemy każdą informację o historii.

    Po czwarte - niezwykłe wątki. Autorka ma ogromny talent i wydaje się, że z łatwością przychodzi jej wymyślanie przygód naszych bohaterów, a są one naprawdę zaskakujące.

    To wszystko sprawia, że czytając książki Lucindy Riley, nie można się nudzić.

    Czym różni się "Pokój motyli" od pozostałych tytułów Riley? Odnoszę wrażenie, że tym razem autorka bardziej skupiła się na jednej postaci, a mniej na jej przodkach. Zazwyczaj u Lucindy poznajemy historię głównej bohaterki, a także jej matki, babki, prababki, praprababki... W "Pokoju motyli" nie sięgamy aż tak daleko przeszłość, bo mamy okazję spotkać jedynie babkę Posy, a akcja nie cofa się dalej niż do 1943 roku.

    "Pokój motyli" obraca się wokół tematyki związanej z botaniką. Dzięki postaci Posy zgłębiamy tajemnice przyrody. Wraz z nią i jej ojcem badamy gatunki motyli, a później jesteśmy świadkami pracy naukowej Posy.

    Mam nadzieję, że nie muszę dłużej namawiać do zapoznania się z twórczością Lucindy Riley. Niecierpliwie wyczekuję premiery każdej kolejnej jej książki, zastanawiając się, gdzie tym razem ta zdolna pisarka nas zabierze i co postanowi nam opowiedzieć.

    "Pokój motyli" zdobywa cztery kostki czekolady.

    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

    Premiera książki zaplanowana jest na 13 listopada.
    Share
    Tweet
    Pin
    7 komentarze

    Autorka "Dotyku Julii", serii, którą namiętnie czytałam, będąc młodziutką dziewczynką, powraca z nową książką. Od razu uprzedzam, że "Gdyby ocean nosił twoje imię" jest zupełnie inną historią niż "Dotyk Julii" i nie można ich porównywać. O ile ta pierwsza jest dystopią, to nową powieść Tahereh Mafi nazwałabym przeciętną młodzieżówką. Ale do oceny przejdziemy później.

    Stałam się tematem dyskusji, statystyką. Nie mogłam już być zwyczajną nastolatką, zwyczajnym człowiekiem z krwi i kości - nie, musiałam być czymś więcej.
    Byłam zniewagą. Niewygodą.

    "Gdyby ocean nosił twoje imię" wyróżnia się okładką i tytułem. Znane nazwisko autorki sprawia, że jest to obecnie jedna z książek, które wyskakują ci z lodówki. Czy słusznie promuje się tak intensywnie ten tytuł? Zapewne tak. Przecież głównym wątkiem jest tutaj rasizm, a to temat, o którym należy mówić głośno.

    Tahereh Mafi opisuje losy szesnastoletniej Shirin, która po raz kolejny przybywa do nowej szkoły. Jej rodzina regularnie zmienia miejsce zamieszkania, przeprowadzają się zawsze do nieco lepszej dzielnicy, nieco ładniejszego i większego domu, kiedy tata otrzyma awans w pracy. Rodzice - dumni imigranci z Iranu - wkładają mnóstwo wysiłku, aby zapewnić swoim dzieciom wszystko, co najlepsze. Jednak zupełnie nie interesuje ich to, jak dzieciaki radzą sobie w szkole z rówieśnikami.

    Odkąd tylko pamiętam, ludzie wylewali na mnie pomyje, bo miałam niewłaściwe imię/pochodzenie/religię i status socjoekonomiczny, jednak moje życie było łatwe w porównaniu do życia moich rodziców, więc naprawdę nie potrafili zrozumieć, dlaczego nie budziłam się każdego ranka ze śpiewem na ustach.

    Akcja książki rozgrywa się rok po zamachu terrorystycznym na World Trade Center. To wydarzenie znacznie wpłynęło na to, jak ludzie odbierają Shirin. Boją się jej, więc ją atakują. Nie rozumieją, dlaczego nosi chustę, ale wyciągają mylne wnioski, zamiast zapytać. Każdego dnia Shirin zmaga się z rasizmem.

    Nie miało znaczenia, że byłam tak samo wstrząśnięta jak wszyscy; nikt nie wierzył w mój żal. Ludzie, których nigdy wcześniej nie znałam, nagle oskarżali mnie o zabójstwo. Obcy ludzie wrzeszczeli na ulicy, w szkole, w sklepie, na stacji paliw, w restauracji, żebym wracała do domu, z powrotem do Afganistanu, ty pieprząca wielbłądy terrorystko. 
    Chciałam im powiedzieć, że mój dom jest przecznicę dalej. Że nigdy nie byłam w Afganistanie. Że tylko raz w życiu widziałam wielbłąda, w czasie wycieczki do Kanady, a wielbłąd był zdecydowanie milszy od ludzi, których poznałam. 

    Shirin urodziła się w Ameryce, ale nikogo to nie interesuje. Nikt nawet nie zapytał.

    Poruszana w tej książce tematyka nie jest obca Tahereh Mafi, ponieważ sama jest pochodzenia irańsko-amerykańskiego. Szczegółowo i bez skrupułów opisuje okrucieństwo nastolatków, którzy nie do końca rozumieją, co się dzieje. Atakują, bo boją się inności. Zamiast spróbować poznać Shirin, wolą znęcać się nad nią psychicznie i fizycznie.

    Wyjątkiem od tej reguły jest zachowanie Oceana, chłopaka, z którym Shirin pracuje na zajęciach z biologii. Ocean nieco nieśmiało zadaje pytania, co zaczyna bawić dziewczynę. Ich rozmowy sprawiają, że czytelnik wraz z Oceanem poznaje prawdziwe oblicze życia Shirin.

    Ocean był miłym, przystojnym, heteroseksualnym białym chłopakiem, a świat oczekiwał od niego wspaniałych rzeczy. Do tych wspaniałych rzeczy nie należało zakochiwanie się w wyjątkowo kontrowersyjnej dziewczynie z Bliskiego Wschodu, która nosi chustę na głowie. Musiałam go uratować przed nim samym.

    Co ciekawe, autorka pisze nie tylko o złej postawie uczniów szkoły i ich zachowaniu względem nowej uczennicy, ale ukazuje też, że i Shirin nie jest bez wad. Dziewczyna jest nieufna. Zapomniała już, że na świecie są też dobrzy ludzie. Każdego podejrzewa o złe intencje. To zrozumiałe, że boi się nieprzewidywalności ludzkich zachowań, bo doświadczyła już zbyt wiele okrucieństwa, ale Tahereh Mafi pokazuje nam, co może się wydarzyć, jeśli Shirin odważy się komuś zaufać. Pokazuje nam, że nie każdy jest rasistą.

    Na początku tej recenzji napisałam, że mogłabym ocenić "Gdyby ocean nosił twoje imię" jako mocno przeciętną książkę. I to zdanie utrzymywałam przez 70% powieści. Dopiero w tym momencie akcja rozkręciła się na tyle, że bez ostrzeżenia zostałam wciągnięta w świat Shirin. Wcześniej mocną stroną tej historii był dla mnie jedynie wątek rasizmu. Zastanawiałam się, czy jest to kolejny przypadek przereklamowanego tytułu. Na szczęście pod koniec wszystko się odmieniło, a ja czytałam ostatnie rozdziały z otwartymi ustami.

    I choć przez większą część fabuły, nie byłam zachwycona, a może i nawet nieco znudzona, zakończenie poprawiło moją opinię o tej książce. Ogromny plus za poruszenie w książce młodzieżowej tak trudnego tematu, jakim jest rasizm. Duży minus za zbyt powolną akcję. Wątek miłosny rozgrywa się tutaj powoli, ale jest dobrze opisany. Czytelnik kibicuje bohaterom, co nie jest łatwe, bo autorka zadbała o emocjonalny rollercoaster.

    Tahereh Mafi dostarczyła młodym czytelnikom spory materiał do przemyśleń, mam nadzieje, że ta książka otworzy oczy ludziom na całym świecie.

    Może wystarczy, że nauczyłam się, że miłość to niespodziewana broń, że to nóż, który był mi potrzebny, by przeciąć kamizelkę kuloodporną, jaką nosiłam na co dzień.


    "Gdyby ocean nosił twoje imię" zdobywa trzy kostki czekolady.
    Za egzemplarz recenznecki dziękuję Wydawnictwu We Need Ya.
    Share
    Tweet
    Pin
    6 komentarze

    "Najcenniejszy podarunek" to druga książka Klaudii Bianek i już możemy być pewni, że będą kolejne — świąteczna opowieść została podzielona, więc będziemy musieli poczekać na zakończenie tej historii.

    Książka, jak możecie się domyślić, utrzymana jest w świątecznym klimacie. Wraz z bohaterką wybieramy się na bożonarodzeniowy jarmark we Wrocławiu, jesteśmy świadkami zapalenia światełek na choince na rynku w rodzinnym mieście Oliwii, a także typowo polskich przygotowań do świąt.

    Jednak w domu tej rodziny magiczny czas oczekiwania na Boże Narodzenie jest wypełniony kłótniami i nerwową atmosferą. Ojciec sióstr nigdy nie poradził sobie z odejściem żony i wpadł w alkoholizm. W ostatnich dniach stracił pracę, a obowiązek utrzymania rodziny spoczął na starszej z sióstr. To ona jest tą odpowiedzialną, to ona szuka drugiej pracy, aby odłożyć pieniądze na skromne święta. Dwudziestolatka dźwiga na swoich plecach zbyt wiele problemów. To wszystko sprawia, że Oliwia jest zbyt zajęta, aby ujrzeć, że pod nosem ma prawdziwą miłość.

    Nie wyobrażałam sobie otworzyć się przed nim w żaden sposób, bo odsłonienie wrażliwych części byłoby jak proszenie się o zadanie nowego, bolesnego ciosu. Byłby kolejną osobą, która jest w stanie mnie zranić.

    Momentami wzruszyła mnie ta opowieść, ale trudno, aby książka o tematyce świątecznej nie wywołała w nas emocji. Dodatkowo Klaudia Bianek opisuje skomplikowaną sytuację rodzinną, tęsknotę, a potem złość na rodzicielkę i ogromną odpowiedzialność, która spadła na młodą dziewczynę. Jednocześnie mam wrażenie, że właśnie w tym momencie pojawia się schematyczność powieści o tematyce bożonarodzenioej - bohaterka wiedzie kiepskie życie, ale nagle nadchodzi świąteczny cud, zakochuje się, a jej sytuacja momentalnie się poprawia. Jest to historia nieco przewidywalna, ale nadrabia swoim prostym, polskim świątecznym klimatem. Coś jest w tej książce. I chociaż napisana jest w prosty sposób, może ująć, szczególnie w ten nadchodzący zimowy czas.

    "Najcenniejszy podarunek" czytało się miło, ale muszę przyznać, że nie będzie to mój świąteczny "must read". Zaskoczeniem było dla mnie nagłe urwanie książki, ale jak się dowiedziałam historia, która miała być jednotomówką, została podzielona, co sprawia, że na zakończenie losów Oliwii będziemy musieli poczekać.

    Czy sięgnę po drugi tom? Raczej tak, ponieważ jestem ciekawa, jaki będzie finał.

    Podsumowując - "Najcenniejszy podarunek" to książka przeciętna, ale nie oczekujcie po niej fajerwerków (okay, znajdziecie je tam, ale tylko dlatego, że akcja zahacza o Sylwestra 😂). Ode mnie dwie kostki czekolady.
    Na Instagramie aż 3 osoby mają szansę wygrać swój egzemplarz "Najcenniejszego podarunku". Rozdanie ruszy we wtorek (5 listopada) wieczorem.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu We Need Ya.
    Poniżej możecie sprawdzić, gdzie kupicie recenzowaną książkę w najlepszej cenie, zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej.

    Share
    Tweet
    Pin
    2 komentarze

    Kim Holden jest jedną z tych autorek, których nie trzeba specjalnie przedstawiać. Znana jest czytelnikom przede wszystkim dzięki wzruszającej powieści zatytułowanej "Promyczek". W Polsce zostały wydane także jej inne książki: "Gus", "Franco" i "O wiele więcej". Wszystkie te tytuły są wysoko oceniane przez czytelników na całym świecie, co spowodowało, że mieliśmy wysokie oczekiwanie względem jej najnowszej powieści - "Drugiej strony".

    To opowieść o Toby'm Page'u - siedemnastolatku stojącym u progu dorosłości. Niewiele brakuje mu do ukończenia szkoły, odlicza do tego dnia, spisał także listę zadań, które musi wykonać do tego czasu, a są to:
    "Pocałunek, który poczuję w duszy.
    Odkupienie.

    Mama na rozdaniu świadectw."

    Wiele sił kosztuje go utrzymanie się na powierzchni do wyznaczonej daty, kiedy wreszcie sobie odpuści i po prostu odejdzie. Wszystko ma zaplanowane. A do tej pory musi chodzić do szkoły i pracować jako dozorca w kamienicy, w której mieszka. Jego matka go zostawiła. Siostra popełniła samobójstwo. Opiekuje się nim właściciel budynku, chociaż "opiekuje się" to chyba nieodpowiednie określenie. Mężczyzna po prostu ma chłopaka na oku. 

    Dziewięćdziesiąt jeden dni, aby jakoś przetrwać.
    Dziewięćdziesiąt jeden, aby bez końca odtwarzać koszmary we śnie.

    Dziewięćdziesiąt jeden, aby spróbować naprawić pewne rzeczy.
    Dziewięćdziesiąt jeden, aby dowieść racji.
    Kolejne dziewięćdziesiąt jeden, które mam...
    A Nina nie.

    Czytelnik jest świadkiem każdego kolejnego dnia Toby'ego. Widzi jego zmagania, obserwuje zachowanie i powoli poznaje historię życia tego chłopaka. Ale nie jest w stanie dokładnie jej zrozumieć, dopóki nie zobaczy jej od DRUGIEJ STRONY. Dopiero wtedy wszystko staje się jasne i logiczne, co uświadamia nam, jak ważna jest zmiana perspektywy, aby ocenić sytuację.

    Depresja to coś innego niż smutek, który oznacza melancholię. Depresja to czarna dziura rozpaczy. Zawsze wyobrażałem ją sobie jak tonięcie. Można czasem łyknąć świeżego powietrza - jak przy Alice - ale przeszłość, beznadzieja, wyrzuty sumienia i wstręt do samego siebie to para betonowych butów, która zawsze wciąga mnie z powrotem pod powierzchnię.

    Dla mnie największym zaskoczeniem "Drugiej strony" było opowiedzenie historii siostry Toby'ego przez... podświadomość jej samej. To coś nowego. Autorka miała wiele możliwości, aby zaznajomić nas z tymi wydarzeniami. Mogła do tego wykorzystać Tob'yego i jego wspomnienia. Mogła cofnąć akcję w czasie i oddać głos samej Ninie. Ale zdecydowała się na nowatorski ruch i sprawiła, że podświadomość bohaterki przemówiła, co było sporą niespodzianką. Jak wiecie, każdy przejaw kreatywności w literaturze bardzo doceniam, dlatego Kim Holden otrzymuje za to sporego plusa.

    Oczywiście w "Drugiej stronie" jest też wątek miłosny, jednak nie jest on tym, na czym mamy najbardziej się skupić. Przemycony nieco ukradkiem, jest subtelny i rozgrywa się bardzo powoli.

    Alice, która zawróciła w głowie Toby'emu sama jest postacią barwną i wyróżniającą się, Dziewczyna gra w zespole i straciła wzrok. Nie pozwala jednak, aby odebranie jednego ze zmysłów, odebrało jej też radość życia.

    Bo jestem jak ćma.
    A ona jak płomień.

    Wszystko w niej jest eteryczne.
    Jest światłem.
    Nadzieją.
    I pięknem.

    To nie koniec niespodzianek, ponieważ w środku książki znajdziemy rozdział zatytułowany "Wiadomość od autorki". Kim Holden pozwoliła sobie przerwać czytelnikom obserwowanie kolejnego dnia Toby'ego i postanowiła przemówić do nas. 

    Na końcu dowiadujemy się, że "część wpływów z każdej sprzedanej książki autorka będzie co miesiąc przekazywała na cele charytatywne, do fundacji zajmującej się działalnością, mającą na celu zwiększanie społecznej świadomości i pomoc potrzebującym".

    Kim Holden umieszcza tez numery telefonu do infolinii instytucji, które pomagają poradzić sobie z depresją. 

    Podsumowując - "Druga strona" jest książką z kategorii tych ważnych. To tytuł, który będę polecać, bo omawia ważne tematy, uświadamia wiele istotnych kwestii i przemyca ukradkiem potrzebną wiedzę. To się ceni. Co więcej - autorka niejednokrotnie zaskoczyła mnie swoim nowatorskim podejściem. Nie trzymała się utartych schematów i nie bała się zastosować czegoś nowego. Kolejny plus. Ale mimo to, nie mogłam się "wkręcić" w akcję. Brakowało mi tego oczekiwania, co wydarzy się w kolejnym rozdziale. Zabrakło napięcia towarzyszącego czytaniu. Przeczytałam, podobało mi się, ale jestem nieusatysfakcjonowana. Moje oczekiwania były wysokie, co jest normalne, kiedy poprzednia książka autorki wciśnie cię w fotel. Spodziewasz się powtórki z rozrywki, a nawet podwyższenia poprzeczki. Tym razem Kim Holden nie zawiodła mnie, ale też nie zachwyciła.

    "Drugą stronę" nagradzam trzema kostkami czekolady.
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Filia.
    Share
    Tweet
    Pin
    5 komentarze
    Nowsze Posty
    Starsze Posty

    Bookstagram

    Polecany post

    Wydane w Polsce książki z zestawień Goodreads

    Od 2022 roku z niecierpliwością czekam na nowe zestawienie najlepszych romansów według Goodreads. W lutym 2022 roku pojawiła się lista 64 na...

    Wybierz coś dla siebie

    • Kalendarze/dzienniki (4)
    • Kryminał/sensacja/thriller (38)
    • Literatura dla dzieci (2)
    • Literatura fantastyczna (40)
    • Literatura historyczna (14)
    • Literatura kobieca (236)
    • Literatura młodzieżowa (91)
    • Literatura piękna (1)
    • Literatura współczesna (7)
    • Literatura świąteczna (14)
    • Patronat (32)
    • Poezja (4)
    • Reportaż (1)
    • artykuł (15)
    • cytaty (23)
    • hate-love (19)
    • wywiad (4)

    Najpopularniejsze

    • Moje ulubione cytaty z książek (I)
      Ponieważ na moim Instagramie zdjęcia z cytatami są Waszymi ulubionymi postami, postanowiłam podzielić się z Wami jeszcze większą ilości...
    • Bookstagram. Jak zacząć?
      2 października 2018 roku minął rok odkąd prowadzę bookstagrama. Zakładając konto na Instagramie, nie przypuszczałam, że osiągnie ono tak ...
    • Fale i echa
      Jej życie jest pełne lęku przed śmiercią. Jego życie jest pełne śmierci. Nina ma 21 lat i studiuje w Warszawie pedagogikę wczes...

    Archiwum

    • ▼  2025 (8)
      • ▼  czerwca (5)
        • Wczoraj, dzisiaj, jutro
        • Rhys. Nadzieja, która umarła
        • Jesteś moim jutrem
        • 33 powody, żeby cię znów zobaczyć
        • Nowy rozdział w Story Lake
      • ►  lutego (3)
    • ►  2024 (27)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (1)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (1)
      • ►  marca (2)
      • ►  lutego (3)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2023 (25)
      • ►  listopada (2)
      • ►  października (2)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (1)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (1)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (2)
    • ►  2022 (42)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (5)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (5)
      • ►  czerwca (2)
      • ►  maja (4)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2021 (51)
      • ►  grudnia (9)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (1)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  maja (6)
      • ►  kwietnia (3)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (5)
    • ►  2020 (71)
      • ►  grudnia (5)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (10)
      • ►  września (12)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (5)
      • ►  marca (13)
      • ►  lutego (10)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2019 (55)
      • ►  grudnia (1)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (2)
      • ►  sierpnia (6)
      • ►  lipca (7)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  lutego (15)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2018 (85)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (6)
      • ►  września (9)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (19)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (8)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  marca (6)
      • ►  lutego (6)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2017 (65)
      • ►  grudnia (7)
      • ►  listopada (7)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (9)
      • ►  czerwca (8)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (4)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2016 (21)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (8)
      • ►  października (9)
    Facebook Instagram Pinterest

    Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates