Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • STRONA GŁÓWNA
  • SPIS RECENZJI
  • WSPÓŁPRACA
  • MÓJ BOOKSTAGRAM
  • PATRONATY
  • ARTYKUŁY
    • Wizyta w studio Harry'ego Pottera
    • Co podarować książkoholikowi na święta?
    • Bookstagram - jak zacząć?
    • 21 ulubionych książek na 21 urodziny
    • Podróż z książką
    • Czytelnicy polecają świąteczne książki
    • Blogerzy polecają świąteczne książki
    • Jak poradzić sobie z lekturami szkolnymi?
    • Co blog zmienił w moim życiu?
    • O BOOKSTAGRAMIE
    • CYTATY
    Facebook Instagram Pinterest

    Książki Dobre Jak Czekolada | blog z recenzjami książek

     
    Jak rozkochać Gbura - Kyra Parsi


    Wszystkie książki z bohaterem, który jest miliarderem, albo nawet (niech już będzie) milionerem, traktuję jako bajki. Ale, jejku, jak dobrze czasami móc zanurzyć się w takiej bajce!

    Jamie od kilku miesięcy pracuje nad przypadkiem beznadziejnym. Próbowali już wszystkiego i jest gotowa przyznać szefowej, że ich firma nie jest w stanie znaleźć dopasowania dla Jacksona Sinclaira. To po prostu niemożliwe.

    I nie chodzi o jego wygórowane wymagania - około 100 kandydatek spełnia je w 100%. Mimo to odrzucił właśnie 67 kobietę.

    67!

    Dlatego sfrustrowana i gotowa na wszystko Jamie zakłada perukę (bo tylko brunetki są w typie Jacksona), wysokie szpilki (bo choć jest wysoka, to niewystarczająco wysoka dla niego) oraz absurdalnie drogą sukienkę (aby móc udawać, że jest z innej klasy społecznej), a następnie za pomocą słuchawki i kamerki zamierza udowodnić, że Jackson jest mężczyzną z piekła rodem. Że to nie wina pracowników zajmującej się dopasowywaniem ludzi w pary, ale samego klienta.

    Niestety, nic nie idzie zgodnie z planem. 

    Zdradzę Wam tylko, że będzie trzeba wyławiać Jamie z basenu.

    Tak, jest aż tak źle.



    Pierwszy tom pokazał, że Kyra Parsi ma ogromny potencjał. Sporo rzeczy chciałam tam przeredagować, ale niezaprzeczalnie ta autorka potrafi budować napięcie,

    Jak wypadła druga część? Na szczęście lepiej! Oczywiście, wciąż gdzieś tam z tyłu głowy mam kilka rzeczy, które redakcja mogłaby wyłapać, ale prawdopodobnie pochłonęła ich lektura.

    Bo ta historia naprawdę wciąga! 

    Już sam pomysł na fabułę, gdzie Jamie ma znaleźć żonę Jacksonowi, jest fantastyczny. Ona wierzy w miłość i czeka na swoją bratnią duszę, on chce tylko zawrzeć kontrakt małżeński. Nie mogliby się bardziej różnić, a jednak…

    To, jak Jackson chce rozpieszczać Jamie jest absurdalne. On chyba sam nie dowierza, że aż tyle radości mu to sprawia. Chociażby scena, gdy próbuje przekonać do siebie kota, kupując mu gigantyczny pałac, w którym umieścił swoje zdjęcia oraz nagrania głosu, aby Puszek Okruszek go pokochał - szalone, trudne do wyobrażenia sobie, ale jakie urocze! I tak też bym opisała całą historię,

    Szalona, bajkowa, ale taka urocza!

    Ale uwaga, to są książki dla pełnoletnich czytelników.
    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Mapa pragnień - Alice Kellen - recenzja - ekranizacja - serial

    Grace ma 22 lata i żadnego planu. Nie wie, czego chce, tak naprawdę nawet nie wie, kim jest. Urodziła, aby uratować siostrę. Zawsze znała swój życiowy cel. Żyła, aby żyła Lucy.

    Teraz kiedy Lucy zmarła, Grace nie wie, co dalej.

    To wtedy okazuje się, że starsza siostra widziała jej zagubienie i jeszcze za życia przygotowała dla niej grę. „Mapa pragnień” ma poprowadzić Grace ku lepszej przyszłości, ku akceptacji siebie i wyprowadzić ją z labiryntu niekończących się myśli.

    Pierwsze zadanie: odnaleźć Willa Tuckera.

    Przeczytałam wszystkie książki Alice Kellen i jeszcze żadna mnie nie rozczarowała. To autorka, w których słowach jest magia. Pisze tak refleksyjnie, że po lekturze jej twórczości trzeba dać sobie chwilę na ułożenie wszystkiego w głowie, może nawet na przedefiniowanie tego, co już wiedzieliśmy. 

    Sami widzieliście, jak wiele cytatów zaznaczyłam - Alice pisze w taki sposób, że każde jej zdanie chce się zachować na dłużej, bo skłania do myślenia. Są autorzy, którzy budują zdania w prosty sposób. Kellen maluje obrazy słowami.

    To nie jest tylko książka o żałobie. To nie jest tylko książka o miłości. Równie ważna jest tam miłość do samego siebie, akceptacja siebie, szukanie piękna w sobie. Dlaczego takim wyzwaniem stało się dla nas spojrzenie w lustro? Dlaczego w swoim odbiciu widzimy wroga, a nie przyjaciela? 

    Nasi bohaterowie są rozbici, a takie osoby nie mogą stworzyć zdrowej relacji. I jestem niezmiernie wdzięczna za to, że Alice nie powiela bajki, która mówi, że miłość drugiej osoby nas uleczy. Że to wystarczy, aby wszystko magicznie się ułożyło. Nie wystarczy. Autorka podkreśla, jak ważne jest, aby najpierw postawić na siebie, na swoje uzdrowienie, a dopiero potem skoncentrować się na budowaniu „nas”. 

    „Mapa pragnień” to poruszająca powieść.
    O stracie najbliższej osoby, ale również o poszukiwaniu własnej drogi. 
    O śmierci, ale również o drugich szansach.
    O pożegnaniach, ale też o cieszeniu się życiem, o szukaniu małych przyjemności, 
    poszukiwaniu celu i nadziei w najsmutniejszych momentach.
    To nie tylko znakomity romans new adult, ale przede wszystkim refleksyjna powieść o życiu. 

    Czy jesteś gotowy, aby chwycić za mapę i zmierzyć czoła wyzwaniom?

    Ekranizacja w postaci miniserialu ma pojawić się jeszcze w 2026 roku na Netflixie.

    Premiera już 11 marca. 🌈




    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Ballada o miłości - Lucinda Riley - Recenzja


    Chociaż Lucinda Riley zmarła w 2021 roku, to wydawnictwo zaskoczyło nas jej nową książką. Jak to możliwe? „Ballada o miłości” została wydana w 1997 roku, jeszcze pod nazwiskiem Edmonds, nie Riley.  Przeredagował ją syn Lucindy, Harry Whittaker, którego poznaliśmy dzięki jego pracy przy ostatniej części serii „Siedem sióstr”.

    „Ballada o miłości” rozpoczyna się od sceny w celi więziennej. Nie wiemy, kim jest kobieta, która spędziła niespełna 20 lat w więzieniu. Nie wiemy, dlaczego tam trafiła. Ale wiemy, że w najbliższych dniach zostanie zwolniona warunkowo i chce walczyć o sprawiedliwość.

    Akcja rozgrywa się w latach 1964-1987. Poznajemy historię tworzenia się kultowego zespołu The Fishermen. Najpierw trafiamy do Ballymore - smaganego wiatrem miasteczka na wybrzeżu Irlandii. Następnie przenosimy się do londyńskiej metropolii, by później już podróżować po Stanach Zjednoczonych z zespołem.

    Czytałam wszystkie wydane w Polsce książki Lucindy Riley. Ta historia wydaje mi się najbardziej młodzieżowa. Uważam, że ma największy potencjał dotarcia do młodych osób. Dotychczas twórczość Lucindy kojarzyła się z mamami i babciami, i choć zawsze uważałam, że to książki dla każdego pokolenia, to „Ballada o miłości” może skraść serca również córkom. Klimatem przypomina nieco „Daisy Jones nad The Six”, ponieważ poznajemy kulisy tworzenia, trwania oraz upadku kultowego zespołu, a historia tworzy się na oczach czytelników.

    Czytałam wiele książek, które łączą dwie osie czasowe - przeszłość i teraźniejszość. Ale to właśnie Lucinda tworzy najbardziej skomplikowane, wielowątkowe opowieści, na których rozwiązanie nie możemy się doczekać, a jednocześnie nie chcemy się rozstawać z ich bohaterami.

    Książki Lucindy to zawsze dobry wybór. Przekonajcie się sami, sięgając po jednotomową powieść - „Ballada o miłości”.



    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
    „Wczoraj, dzisiaj, jutro” - Rachel Lynn Solomon recenzja


    "Wczoraj, dzisiaj, jutro" opowiada o niezwykle ważnym dniu w życiu młodej osoby - ostatnim dniu szkoły średniej.

    Rowan i Neil od zawsze rywalizowali ze sobą w każdej możliwej konkurencji, aż do wczoraj. Dziś, w dniu zakończenia szkoły, ma się rozstrzygnąć, kto z nich był lepszy. Jednak uzyskanie tytułu najlepszego ucznia to wciąż nie koniec rywalizacji. Uczniowie muszą zmierzyć się jeszcze z tradycyjną grą plenerową, która wiele zmienia w relacji Rowan i Neila. Kim będą jutro, gdy nie będą już swoimi wrogami?

    "Wczoraj, dziś, jutro" to młodzieżówka, która naprawdę mnie zaskoczyła. Jak już wspomniałam, akcja trwa zaledwie jeden dzień, jeden długi i niezwykle ważny dzień dla naszych bohaterów - ostatni dzień liceum.

    Bohaterowie pierwszoplanowi to wieloletni wrogowie, rywalizowali ze sobą w każdej możliwej konkurencji, a teraz ma się okazać, kto zdobył tytuł najlepszego ucznia. Choć nagroda ta niewiele zmieni w ich życiu, to sama rywalizacja popychała ich do stałego wysiłku, aby pracować ciężej i wytrwalej.

    To nie pierwsza książka, której akcja trwa jeden dzień, ale wciąż jestem zachwycona tym pomysłem. Fascynuje mnie, ile może się wydarzyć w czasie doby i jak bardzo może się zmienić nasze postrzeganie świata. Akcja pędziła, każdy rozdział odliczał kolejne godziny dnia, a mi udzielało się to napięcie i podekscytowanie - stale zastanawiałam się, co się stanie, gdy dzień dobiegnie końca?

    Cudownie było przypomnieć sobie czasy pierwszej miłości i pierwszych decyzji dotyczących przyszłości. Ta książka będzie idealna dla osób w każdym wieku. Bez względu na to, czy wciąż chodzicie do szkoły, czy szkołę odwiedzacie tylko podczas szkolnych zebrań w klasach Waszych dzieci, spędzicie z nią emocjonujący czas.

    Powiedziałabym, że relacja Rowan i Neila rozwijała się powoli, ale przecież to był zaledwie jeden dzień! Mimo to kompletnie nie odczułam, aby cokolwiek działo się zbyt szybko. Autorka idealnie zabrała o tempo akcji i sprawiła, że nie mogłam oderwać się od lektury. Musiałam jak najszybciej dowiedzieć się, jakie będą losy tej dwójki.

    Dodatkowy plus za miłość Rowan do romansów. Miłość, którą musi ukrywać, bo w jej otoczeniu romanse nie są traktowane jak "prawdziwe książki". Myślę, że wiele osób może utożsamić się z Rowan w tej kwestii.

    "Wczoraj, dzisiaj, jutro" to fascynująca historia z romansem w tle (oraz miłością do romansów!), która przypomniała mi, jak to było być tak niepewną przyszłości i tak MŁODĄ. 🤎 Gorąco Wam polecam!



    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Rhys Nadzieja, która umarła recenzja Aleksandra Muraszka

    Czy szczęśliwe zakończenie jest obowiązkowe? 

    Dla mnie tak. Ale nie będę ukrywać, że książki, które kończą się nie po mojej myśli, zostają mi w pamięci na dłużej.

    "Rhys. Nadzieja, która umarła" to dodatek do serii "Swallow". Tak, obowiązkowa jest wcześniejsza znajomość trylogii, ponieważ Rhys to bohater drugoplanowy. Wiemy już, jak zakończy się jego historia. Wiemy, że będzie bolało. Ale i tak zakochujemy się w jego postaci i jeszcze bardziej cierpimy, gdy czas się pożegnać. 

    Są osoby, które uwielbiają wylewać morze łez z powodu książek (to ja). Uważam, że trzeba mieć ogromny talent, aby doprowadzić czytelnika do takiego stanu. Ola Muraszka robi to bezbłędnie. Po raz kolejny łamie nam serca jedynie za pomocą słów. Nikt nie może być na to gotowy.

    Rhys jest młody i szczęśliwy. Gra w baseball, przyjaźni się ze wspaniałą dziewczyną, snuje marzenia i plany. Otoczony jest wspierającą rodziną. W jednej chwili traci to wszystko i nie ma już dla niego żadnego ratunku.

    "Rhys. Nadzieja, która umarła" to poruszająca opowieść o pierwszej miłości, która wywołuje rumieńce na twarzy i wzrusza do łez. 

    Ale romansiary, nie dajcie się nabrać - to także przypomnienie, że życie nie zawsze pisze dla nas bajkowe zakończenia. 

    Ola poruszyła tu ogrom tematów - od wspomnianych już uroków pierwszej miłości, przez skomplikowane relacje z rówieśnikami, aż po przemoc. Bliscy naszych bohaterów są ukazani na zasadzie kontrastu - jeden dom, w którym rodzina się kocha i wspiera oraz ten drugi, z którego chce się uciec.

    Mimo że wiedziałam, że na końcu nie będzie happy endu, to i tak zakończenie rozbiło mnie na kawałki. Czytajcie, ale miejcie pod ręką zapas chusteczek. Jeśli macie w sobie tę odrobinę masochizmu czytelniczego i lubicie popłakać z powodu książki, to twórczość Muraszki jest dla Was.

    Przypominam, że Ola już zapowiedziała, że to nie jest koniec uniwersum "Swallow", w przyszłym roku poznamy historię kolejnych bohaterów drugoplanowych, tym razem czeka nas dylogia o Caroline i Travisie 🤎




    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Jesteś moim jutrem Hannah Bonam-Young recenzja

    Czytaliście już coś od Hannah Bonam-Young?
    Nie? To przygotujcie się na poznanie Waszej nowej ulubionej autorki i mówię to z czystym sumieniem! 🤎

    Przeczytałam setki, jeśli nie tysiące romansów, a niewiele z nich poruszyło mnie tak, jak "Jesteś moim jutrem". To nie tylko jedna z najlepszych książek tego roku. To jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. 

    Win ma niedorozwój kończyny górnej, czyli nie do końca wykształconą prawą dłoń. Bo miał amputowaną nogę i wspomaga się protezą. Spotykają się podczas imprezy z okazji Halloween. Ona ma hak zamiast dłoni. On ma protezę nogi owiniętą materiałem wyglądającym jak drewno. Oboje są przebrani za pirata. Jeśli to nie przeznaczenie, to co nim jest?

    Spędzają razem niesamowitą noc; wiedzą, że już nigdy więcej się nie spotkają. Jest w tym jakaś magia, która może nie uzdrawia ich, ale sprawia, że odzyskują nadzieję.

    A jednak przewrotny los sprawia, że zamieszkują razem i okazuje się, że łączy ich znacznie więcej niż niepełnosprawność. Oboje czują się niekompletni. Oboje każdego dnia walczą ze swoimi kompleksami. Oboje chcą od życia czegoś więcej.

    Muszą jedynie pilnować, aby ta wyjątkowa noc już nigdy się nie powtórzyła.

    Ja wiem, wiem, wszystko kręci się wokół dość trywialnego motywu jednej spędzonej wspólnie nocy. Ale przysięgam Wam, że w tej książce jest znacznie więcej. Po prostu mi zaufajcie.

    "Jesteś moim jutrem" to idealnie nieidealna opowieść o akceptacji samego siebie, o odnajdowaniu się w nowej roli, a ostatecznie również o znalezieniu miłości, tak 
    przy okazji, kompletnie jej nie szukając.

    Czytałam tę historię drugi raz, wiedziałam, czego mam się spodziewać, a mimo to wywołała we mnie jeszcze więcej emocji. Widziałam opinie, że jest to komfortowa powieść. Mnie ona zagwarantowała emocjonalny rollercoaster. Przeżywałam dosłownie każdą rozmowę bohaterów. Nie powstrzymywałam łez, bo nie było sensu - płakałam co chwilę.

    Win i Bo są tak silni i odważni, że nie sposób ich nie podziwiać. Pomimo tylu przeciwności losu razem tworzą coś pięknego. Ich relacja jest idealna - pełna szacunku, bezpieczeństwa, troski, dbania o wzajemny komfort. A z drugiej strony wcale nie jest cukierkowo. Od tej historii bije prawdziwość i nadzieja, że nawet po najgorszej burzy, zawsze wychodzi słońce.

    "Jesteś moim jutrem" to niezwykle wzruszająca powieść o miłości, która rozgrzeje Wasze serca niczym słońce w letni dzień i otworzy oczy na ważne tematy. Jestem oczarowana.

    Jeśli macie przeczytać tylko jeden romans, niech to będzie właśnie ta książka.




    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    33 powody, żeby cię znów zobaczyć Alice Kellen recenzja

    Alice Kellen powraca i po raz kolejny mnie nie zawodzi. Jej książki błyskawicznie stają się moimi ulubieńcami i już po pierwszych rozdziałach wiem, że będzie to niezapomniana lektura (nawet dla osoby, która czyta ponad 200 romansów rocznie, a uwierzcie mi, że to o czymś świadczy!). 

    Rachel, Mike, Luke i Jason od najmłodszych lat byli nierozłączni i nie zmieniło tego dorastanie, choć nieco wpłynęło na ich relację. O ile przyjaźń z Lukiem i Jasonem była całkowicie platoniczna, o tyle Mike i Pieguska mieli swoją wyjątkową więź. Dzień po tym, jak wszystko zaczęło się układać, życie Rachel legnie w gruzach. Ucieka bez słowa, aby zbudować siebie na nowo.

    5 lat później ścieżki przyjaciół znowu się przecinają, ale wówczas są już innymi ludźmi. Rachel pracuje jako autorka romansów i paradoksalnie nie wierzy w miłość. Nauczona doświadczeniem, że wszyscy od niej odchodzą, nie pozwala sobie zaufać i ponownie zbliżyć się do tej trójki. Wie, że obudzi to uczucia, na których powrót nie jest gotowa.

    Jaki to był rollercoaster emocji!
    Uwielbiam historie z motywem drugiej szansy. Wydaje mi się, że mają znacznie więcej głębi, kiedy bohaterowie już się znają i mają wspólną przeszłość. W grę wchodzą wtedy znaczenie silniejsze emocje niż w przypadku nieznajomego. I tak właśnie było z Rachel i Mikem - ich ponowne spotkanie po latach wiązało się z ogromem emocji, które autorka znakomicie przelała na papier, aby udzieliły się również czytelnikom.

    Książki Alice to pewniak. Emocje, które wylewają się z każdej strony, małe czułości, które mają ogromne znaczenie, bohaterowie, którzy mają swoją historię. To jest uzależniające - potrzebuję więcej, pomimo że za mną już 4 książki Alice!

    Znowu ujawniła się moja słabość do bohaterów drugoplanowych. Wydaje mi się, że historia Luka może być jeszcze ciekawsza. I czekam na nią z niecierpliwością!

    A moment, w którym pojawia się tytuł w tekście książki, sprawił, że chciałam krzyczeć z radości. Gwarantuję Wam niezapomnianą lekturę! I dlatego "33 powody, aby cię znowu zobaczyć" jest moim patronatem i mogę Wam wymienić 33 powody, dla których podjęłam tę decyzję.





    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Nowy rozdział w Story Lake Lucy Score recenzja

    Swoje szczęśliwe zakończenie musimy napisać samodzielnie.

    Kojarzycie ten moment w romansach, kiedy główna bohaterka jest na samym dnie? Właśnie na tym etapie zatrzymała się Hazel. Mimo że jest, a może była, bestsellerową autorką romansów, to od dawna nie potrafi napisać niczego sensownego, a co dopiero zawalczyć o swoje własne szczęśliwe zakończenie.

    Rozwód zniszczył jej pewność siebie, chęć do czegokolwiek i wiarę w miłość. Jak ma się teraz poskładać w całość?

    Kiedy Hazel otrzymuje zawiadomienie, że musi opuścić mieszkanie i udostępnić je byłemu mężowi, sięga dna. To ten punkt, w którym typowa bohaterka romansu wpada na absurdalny pomysł, a później długo musi się mierzyć z jego konsekwencjami. Hazel spontanicznie kupuje dom w małym miasteczku. W końcu to właśnie małomiasteczkowe romanse pisała. Jeśli to nie zainspiruje jej do dalszej pracy, to już nic jej nie pomoże. Razem z przyjaciółką wyprowadza się z Nowego Jorku, gdzie każdy jest anonimowy i trafia na koniec świata, gdzie wścibscy sąsiedzi korzystają z aplikacji, żeby być na bieżąco z najnowszymi plotkami. Jedno jest pewne - będzie się działo!

    Uwielbiam absurdalne poczucie humoru Lucy Score. Przygody, które zsyła na Hazel są tak szalone, że nie sposób się nie uśmiechnąć. Jeśli szukacie komedii romantycznej, która Was rozbawi i poprawi Wam humor, pamiętajcie o "Nowym rozdziale w Story Lake".

    Ta książka składa się z najlepszych motywów: zaczynając od miłości do książek (i to romansów!), poprzez udawany związek, a kończąc na motywie grumpy x sunshine. Akcja rozgrywa się w uwielbianym przez Was małym miasteczku, co gwarantuje barwne postacie, dziwne wydarzenia i absolutny brak nudy.

    Dodajcie do tego poczucie humoru Lucy i szczyptę pikanterii, a otrzymacie idealną komedię romantyczną.

    Lucy Score pokazała, że nawet autorki romansów mogą mieć za sobą nieudane związki. I że rozwód to nie koniec świata, nawet jeśli piszesz tomiszcza o perfekcyjnej miłości. Byłam oczarowana tą historią powstawania z dna; Hazel jest dowodem na to, że można wyjść z nawet z najgorszej sytuacji. Chciałabym dopisać, że z twarzą, ale nie jestem przekonana, czy Hazel to się udało (patrz: pierwszy dzień życia w Story Lake).

    Jestem przekonana, że pokochacie Cama - stereotypowego bohatera pochodzącego z małego miasteczka, pracującego fizycznie, oschłego, ale jakże przystojnego. Cam udaje niewzruszonego, a w rzeczywistości troszczy się o wszystkich dookoła.

    Gorąco polecam Wam "Nowy rozdział w Story Lake", a ja już wyczekuję drugiego tomu, który zapowiada się równie dobrze!


    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Odliczając z tobą Tashie Bhuiyan recenzja

    Poznajcie mój patronat – "Odliczając z Tobą" autorstwa Tashie Bhuiyan! 🤎

    Życie Kariny różni się od życia jej rówieśników. Wychowana w konserwatywnej, muzułmańskiej rodzinie, dorasta w świecie surowych zasad i licznych ograniczeń. Nic więc dziwnego, że gdy jej rodzice wyjeżdżają na miesiąc, dziewczyna odczuwa ulgę. Przez te kilka tygodni, pod opieką babci, ona i jej młodszy brat mogą w końcu oddychać swobodniej.

    W tym czasie Karina, jako wzorowa uczennica, dostaje zadanie: ma pomóc w nauce szkolnemu buntownikowi, Ace’owi. Szybko okazuje się, że jego wizerunek to tylko fasada, a czas spędzony razem mija błyskawicznie. Każdy dzień przybliża Karinę do powrotu rodziców – a tym samym do życia, które trudno nazwać beztroską młodością. Problem polega na tym, że te cztery tygodnie nieodwracalnie zmieniają Krainę i być może nie uda się jej już wrócić do skorupy, którą była.

    "Odliczając z Tobą" zachwyciła mnie odwagą, z jaką autorka podejmuje temat różnic kulturowych.

    Główna bohaterka, pochodząca z muzułmańskiej rodziny, dorasta w świecie pełnym zasad i surowych reguł. Gdy rodzice wyjeżdżają, Karina po raz pierwszy doświadcza namiastki "normalności". To nowe poczucie wolności rodzi w niej pragnienie czegoś więcej.

    Nastolatka staje się iskrą, którą rozpala chłopak. Ale czy oboje są gotowi na ogień, który rozpalą?

    Ta poruszająca historia otwiera młodym ludziom oczy na tematy tabu i skłania do refleksji.

    Jestem oczarowana tą książką. Tashie Bhuiyan połączyła ważne tematy, subtelny romans i powieść młodzieżową. Jest to mieszanka, obok której nie potrafię przejść obojętnie. Autorka w mistrzowski sposób przemyciła lekcję życia, która poruszy nie tylko nastolatków, ale i dorosłych.

    Razem z Kariną drżałam na myśl o powrocie rodziców. Razem z nią buntowałam się wbrew surowym zasadom. Razem z nią marzyłam o czymś więcej. Uwierzcie mi, nie sposób jest nie kibicować głównej bohaterce w walce o jej marzenia, o jej własną wizję przyszłości.

    Gorąco polecam Wam tę powieść, bez względu na Wasz wiek, ale z zaznaczeniem, że książka skierowana jest dla osób od 16. roku życia.



    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    This is forever - Jennifer Armentrout - recenzja
    Jennifer L. Armentrout to autorka, którą zna każdy miłośnik romansów i fantastyki, prawda? 🤎

    Tym razem jednak zaskakuje nas czymś zupełnie nowym: "This is Forever" to połączenie romansu z wątkiem kryminalnym. Brzmi intrygująco? Uwierzcie mi, to książka idealna na zimowe wieczory! ❄️ 

    „Byłam najlepszą przyjaciółką Kylera. I właśnie dlatego on nie pokocha mnie nigdy tak, jak ja jego.” - ten fragment idealnie pokazuje, że to pełna emocji historia.

    Ona - wierna przyjaciółka.
    On - kobieciarz, który zdaje się nie zauważać jej uczuć.

    Nagle atak zimy odcina Sydney i Kylera od świata, zmuszając ich do spędzenia kilku dni w odosobnionej chatce w środku pustkowia. To mogła być szansa dla Sydney, by zmienić ich relację, ale rzeczywistość szybko burzy jej plany. Kiedy klimat z romantycznego zmienia się w niebezpieczny, bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko z własnymi uczuciami, ale także z zagrożeniem, które kryje się za oknem. 

    Jennifer w "This is Forever" wykorzystuje nie tylko motyw friends to lovers, ale także dawkę napięcia, która mrozi krew w żyłach. Wątek kryminalny, choć nietypowy dla autorki, został świetnie poprowadzony. Śnieżna burza i odcięcie od świata sprawiają, że od samego początku panuje nastrojowy klimat, a odrobina niebezpieczeństwa buduje w czytelniku poddenerwowanie, którego nie spodziewałam się po tej książce.

    Nie można zapomnieć o wątku romantycznym, który rozwija się powoli, co na pewno usatysfakcjonuje fanki slow burnów. Mamy tu stopniowe przejście od przyjaźni do miłości - pełne subtelnych gestów, nieporozumień i wątpliwości. A kiedy wreszcie napięcie między Sydney i Kylerem sięga zenitu, pojawia się ogień – i to nie tylko w kominku! 😅

    "This is Forever" to książka, która rozgrzeje Was w zimowy wieczór, a jednocześnie sprawi, że ciarki przebiegną Wam po plecach. Przyznam, że choć historia mnie wciągnęła, nie stanie się moją ulubioną książką autorki. Jennifer L. Armentrout pokazała już niejednokrotnie, że potrafi znacznie więcej.

    Jeśli szukacie emocji, wzruszeń i nieco mrocznej atmosfery, nie będziecie zawiedzeni. Ta książka to świetne połączenie ciepła romansu i chłodu tajemniczego thrillera.

    Ode mnie trzy kostki czekolady.



    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Highway to love - Lena M. Bielska - recenzja

    Dylogii "The Infamous MC" zdecydowanie nie radzę oceniać po okładce, bo możecie się nieźle zaskoczyć. Zamiast typowego romansu z motywem klubu motocyklowego znajdziecie tu wzruszającą i głęboką opowieść o walce o lepsze jutro – historię, którą z dumą objęłam swoim patronatem. 

    "Highway to Freedom" i "Highway to Love" to dwie części tej niezwykle emocjonalnej podróży. Pierwszy tom jest jak prolog – wprowadza nas w świat bohaterów, buduje napięcie i przygotowuje grunt pod to, co nadchodzi. Ale to właśnie w drugim tomie akcja nabiera tempa. W "Highway to Love" znajdziecie liczne zwroty akcji, poruszające momenty i napięcie, które nie pozwoli Wam odłożyć książki. Lena M. Bielska zaskoczyła mnie nie raz, a takie niespodzianki zawsze podnoszą moją ocenę. 

    Nie dajcie się jednak zwieść – to coś więcej niż tylko romans. Autorka wplata w tę historię trudne tematy i tworzy złożonych bohaterów, z którymi łatwo się utożsamić. Madison walczy o lepsze życie dla siebie i swoich dzieci, Rhys zmaga się z konsekwencjami swojej przeszłości, a w tle pojawia się postać drugoplanowa z narcystycznymi zaburzeniami osobowości. Ta historia to emocjonalna bomba, która skłania do refleksji i zostaje z Wami na długo. 

    Nie mogę nie wspomnieć o zakończeniu – idealnie wyważonym i podanym w najlepszym możliwym momencie. Autorka nie przeciąga fabuły na siłę, co sprawia, że historia jest pełna, ale nie przytłacza. 

    Jeśli jeszcze nie znacie tej dylogii, teraz jest idealny moment, by sięgnąć po oba tomy i zanurzyć się w tę niesamowitą opowieść. 🤎 

    Ode mnie cztery kostki czekolady.


    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Christmas_Love_Story_Julia_Biel_recenzja


    A gdyby tak wrócić do ulubionych bohaterów i sprawdzić, co u nich słychać po prawie 3 latach przerwy? Gdybyśmy mogli zobaczyć, jak przygotowują się do świąt, jak spędzają ten magiczny czas i czy wierzą w bożonarodzeniowe cuda?

    Teraz to możliwe!

    Julia Biel zabiera nas w podróż do amerykańskiego zimowego resortu, w którym nasi bohaterowie spędzają święta. I choć okolica jest iście bajkowa, to relacje w niczym nie przypominają bajki.

    To idealna historia na najbliższe tygodnie. Nie brakuje świątecznego nastroju i magicznych chwil. Julia pokazuje nam, jak ważne jest przebaczenie i udowadnia, że najpiękniejszym prezentem jest po prostu druga szansa. Po przeczytaniu "Christmas Love Story" uwierzycie w magię świąt. Przygotujcie chusteczki, bo pojawią się łzy wzruszenia.

    "Christmas Love Story" zmusza do refleksji nad tym, jak wiele jesteśmy w stanie wybaczyć i czy w ogóle jesteśmy gotowi podarować komuś drugą szansę.

    To nie jest typowa świąteczna historia. Mellerowie i ich drugie połówki z różnych powodów mają własną definicję rodziny i spędzają święta na swój sposób. Ale to jest piękne i właśnie tym będzie "Christmas Love Story" różnić się od innych zimowych powieści.

    Największą zaletą tej książki są bohaterowie. Wreszcie mamy ich wszystkich w jednym miejscu. Ella i Jonasz, Wera i Aleks, Joda i Eryk, brat Elli, a także ktoś zupełnie niespodziewany! A tak różne charaktery pod jednym dachem mogą wywołać lawinę śnieżną. 😅

    Wiem, że "Christmas Love Story" albo się kocha, albo nienawidzi. Jula dopuściła się tam niemałej zbrodni, której część osób nie może jej wybaczyć, a inni są zachwyceni obrotem spraw. Ja całkowicie odłączam się od oceny tego, co się wydarzyło i stoję z boku pełna podziwu dla sposobu, w jaki Julia wywróciła wszystko do góry nogami. Z bohatera zrobiła antybohatera. Antybohatera uczyniła ulubieńcem czytelniczek. I to jest coś dla mnie absolutnie niesamowitego! 

    Aby w pełni zanurzyć się w historię z "Christmas Love Story" należy przeczytać "Detox. Love Story".




    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Highway to Freedom - Lena M. Bielska - recenzja

    Poznajcie mój patronat i drogę Madison ku wolności - jej Highway to Freedom. 

    Madison jest młodą żoną i matką. Jej życie odbiega od idealnego, a mąż nie pomaga w wychowaniu dzieci i codziennych obowiązkach. Każdego dnia sytuacja robi się coraz gorsza, a kobieta powoli uświadamia sobie, że chciałaby czegoś więcej. Tylko czy jest wystarczająco silna, aby o to zawalczyć? Czy Madison może naprawić swoje życie bez niszczenia dzieciństwa swoich pociech?

    Rhys jest nowym sąsiadem Madison i... członkiem klubu motocyklowego. Szybko zauważa, że sąsiadka potrzebuje pomocy. Ale w jak zdobyć jej zaufanie i sprawić, aby pozwoliła sobie pomóc?

    To piękna i zaskakująca historia w dwóch częściach. Pierwszy tom można uznać za wprowadzenie do historii właściwej.

    Lena po raz kolejny w znakomity sposób wykorzystała motyw, za którym nie przepadam i na jego podstawie napisała wzruszający romans. Autorka ma do tego talent - nawet te mniej lubiane przeze mnie wątki wplata w taki sposób w historię, że nie mam na co narzekać - uwielbiam to!

    To naprawdę sloooow burn z jedynie delikatnym flirtem i długo trzeba czekać na zbliżenie się głównych bohaterów. Ale to dobrze. Główna bohaterka jest mężatką. Między Madison a Rhysem nie może się nic wydarzyć, prawda? To też sprawia, że pojawia nam się motyw zakazanego romansu, co wydłuża nam oczekiwanie na rozwój relacji między tym dwojgiem. Pewnie zachęci Was też fakt, że mamy tutaj 7-letnią różnicę wieku i to Madison jest starsza.

    Ale najważniejszym tematem jest walka o siebie, walka o wolność. To nie jest łatwa historia. To samo życie. Jedna z postaci cierpi na narcystyczne zaburzenia osobowości, a przez jego zachowanie niejednokrotnie miałam ciarki (nie te pozytywne) na skórze. Uwierzcie, nie brakuje tutaj silnych emocji. 

    Rhys zaś przełamuje stereotypy romansów. Nie jest to typowy członek klubu motocyklowego. Okazuje się niezwykłą czułością i wrażliwością, a przede wszystkim jest spostrzegawczy i nie potrafi nie reagować, widząc, że w małżeństwie Madison dzieje się naprawdę źle.

    Ale aby w pełni zakochać się w tej historii, należy przeczytać oba tomy. To w drugiej części wszystko się zaczyna! 🤎

    Premiera Highway to Freedom 15 listopada.
    Premiera Highway to Love 15 stycznia.
    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Twoja aż po grób Ivy Fairbanks recenzja

    "Twoja aż po grób" to książka, którą albo pokochacie, albo znienawidzicie. Nie ma nic pomiędzy. 🫣

    Lark, 29-letnia wdowa, ucieka za ocean, aby zacząć od nowa. Ucieka od wszechobecnych wspomnień, ale też oceniających spojrzeń. Irlandia ma zadziałać na nią uzdrawiająco. Okazuje się, że jej nowy dom sąsiaduje z domem pogrzebowym. Kobieta poznaje Calluma - 34-letniego właściciela biznesu pogrzebowego, który pomimo swojej nieśmiałości, buduje z Lark nić porozumienia.

    Wkrótce okazuje się, że aby Callum zachował swój rodzinny biznes, musi ożenić się przed kolejnymi urodzinami. Problemy społeczne nie pomagają mu znaleźć żony, a zegar tyka. Lark postanawia pomóc mu w tej, jakby się wydawało, beznadziejnej misji.

    Lubię, kiedy przełamywane są stereotypy. Tym razem nie mamy do czynienia z samcem alfa. Callum jest nieśmiały, poznawanie nowych osób sprawia mu trudność, a na dodatek w silnych emocjach się jąka. Ale czy można mu się dziwić? Dorastanie w domu pogrzebowym musiało odbić się na jego życiu. Rówieśnicy uważali go za dziwaka, co nie ułatwiło mu zawierania znajomości. Więcej czasu spędza z martwymi niż z żywymi, więc nie jest zaskoczeniem, że kontakty międzyludzkie są dla niego wyzwaniem.

    Lark natomiast całkowicie zamknęła się na miłość. Obwinia się za śmierć męża i nie potrafi sobie wyobrazić, że znowu mogłaby kogoś pokochać. Jej również nie mogę się dziwić. Jak widzicie, postawy naszych bohaterów są całkowicie uzasadnione, ich motywy są łatwe do zrozumienia. Niestety, nie są łatwe do przeskoczenia. 

    Fantastycznie spędziłam czas z tą książką. Bałam się, że będę w tym gronie ludzi, którym nie spodoba się taka tematyka. Na szczęście tak nie było. Owszem, kilkukrotnie czytałam z zamkniętymi oczami fragmenty o przygotowywaniu ciała do pochówku, ale poza tym, byłam pochłonięta losami bohaterów. Chciałam, aby ta dwójka otworzyła się na życie. O tym jest właśnie jest ten nieco absurdalny romans - to przypomnienie, że musimy żyć, przełamywać lęki, choć nigdy nie jest to łatwe.

    Jeśli lubicie czarny humor i chcecie poznać bohaterów, którzy są tak blisko związani ze śmiercią, sięgnijcie po ten oryginalny tytuł.



    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Skraj - Stacey McEwan - recenzja

    Jak Wam się podobają te barwione brzegi? Ja nie mogę się na nie napatrzeć. Są idealnie dopasowane do okładki! 🥰❄️

    Skraj - miejsce, gdzie zima nie ma końca. Lodowe pustkowie, na którym, aby przetrwać, należy z wdzięcznością przyjąć dary od Glacjan - skrzydlatych istot. Ceną jest ludzkie życie - Glacjanie w zamian za pożywienie, wybierają ofiarę wśród ludu. 

    Teraz wybrali Dawsyn.

    Młoda kobieta nie zamierza się poddać i jeśli istnieje choć cień szansy na ucieczkę, to zrobi wszystko, co w jej mocy, aby się uratować.

    Tak poznaje Ryona - pół-Glacjanina, który z jakiegoś powodu chce jej pomóc. Pytanie, czy w tym wrogim świecie, Dawsyn może komukolwiek zaufać.

    Nawet nie wiem, kiedy przeczytałam tę książkę - pochłonęła mnie tak bardzo, że w mgnieniu oka dotarłam do finałowej sceny. Jak to w fantastyce - na początku trudno się połapać kto jest kim, ale po kilku rozdziałach wszystko staje się jasne, a przez fabułę się wręcz płynie.

    Dawsyn nie ma czasu na przemyślenie swoich działań, co niejednokrotnie wpędza ją w kłopoty, ale dzięki temu fabuła nie zwalnia ani na chwilę. Dziewczyna jest jednocześnie odważna i impulsywna, a ta mieszanka sprawia, że czytelnik nie ma ani chwili wytchnienia.

    Emocji dostarcza nam też wątek romantyczny, który można nazwać slow burnem, bo na zbliżenie bohaterów musimy (nie)cierpliwie poczekać. 

    Jako romansiara jestem całkowicie usatysfakcjonowana relacją Dawsyn i Ryona. Stale się przekomarzają i dokuczają sobie, ale kiedy nadchodzi niebezpieczeństwo, w jednej chwili potrafią stanąć razem do walki. Z przyjemnością obserwowałam ten duet.

    "Skraj" to typowe romantasy z silną bohaterką, licznymi zwrotami akcji i cliffhangerem na końcu, który sprawi, że będziecie ze mną wyczekiwać kontynuacji.


    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Swallow. Nadzieja na lepsze jutro - Aleksandra Muraszka - recenzja

    Czytaliście trylogię Swallow? 🕊️

    Za nami premiera trzeciego, finałowego tomu - książki, którą objęłam swoim patronatem. Nie skłamię, jeśli powiem, że to prawdopodobnie jedna z najbardziej wyczekiwanych książek tego roku. Z niecierpliwością i zapartym tchem czekaliśmy na szczęśliwe zakończenie dla bohaterów. Tylko czy Ola Muraszka nam je zagwarantuje?

    Odniosłam wrażenie, że w tej części dzieje się więcej niż w dwóch poprzednich tomach razem wziętych. Zwrot akcji pogania zwrot akcji, nie dając czytelnikowi ani chwili wytchnienia.

    To złożona, wielowątkowa historia, w której mamy więcej niż dwójkę postaci pierwszoplanowych, a każda z nich uczy nas czegoś innego poprzez błędy, które popełnia. Nie sposób im nie kibicować, nawet wtedy, gdy wydaje się, że próbują osiągnąć coś niemożliwego. Ola nie ma litości ani dla swoich czytelników, ani dla bohaterów, co jest gwarancją emocjonalnego rollercoastera.

    A skoro już jesteśmy przy emocjach - uważam, że największą zaletą tej serii jest styl autorki, która w każde zdanie przelewa ogrom uczuć. Istotną rolę odgrywa zdrowie psychiczne naszych bohaterów. Ataki paniki, zaburzenia lękowe to tylko wierzchołek góry lodowej. Ola przepięknie pisze o tych trudnych emocjach, skłania nas do refleksji, niejednokrotnie wzrusza, a nawet doprowadza do łez. Nie będę ukrywać - autorka potrafi zgotować piekło swoim postaciom. Nie jest lekko i musicie być na to przygotowani. Niech Was nie zmyli ta przepiękna szata graficzna - Swallow jest historią pełną bólu i rozpaczy.

    Dlaczego objęłam tę książkę patronatem? Ponieważ Ola niejednokrotnie mnie zaskoczyła. Nie sposób było przewidzieć, co wydarzy się dalej. Bardzo doceniam też poruszanie tematu zdrowia psychicznego i uświadamianie, jak ważne jest, aby o nie zadbać, aby zadbać o siebie. I powtórzę się - to historia pisana emocjami. A ja lubię, kiedy powieść mnie przeczołga. Ola zdecydowanie to zrobiła!



    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Sinful - Lena M. Bielska - recenzja

    Lubicie motyw age gap, czyli różnicy wieku? 🤎 Jeśli tak - sięgnijcie po "Sinful".

    Naomi poznaje Victora, kiedy zastępuje koleżankę w pracy jako escort girl. Jej zadaniem jest spędzenie czasu z mężczyzną podczas imprezy. Młoda kobieta nigdy nie chciała się tym zajmować i zrobiła to tylko w drodze wyjątku. Te ustalenia odchodzą jednak w zapomnienie, ponieważ Victor i Naomi świetnie się dogadują i to pomimo dzielącej ich różnicy wieku. Są sobą zaintrygowani. Dochodzi do kolejnego spotkania. I jeszcze jednego...

    Ryzykowna relacja, a w tle tajemnice, intrygi i zemsta.

    Będę z Wami szczera, nie przepadam za motywem age gap. W "Sinful" różnica między bohaterami jest naprawdę duża i wynosi 24 lata! Ale poza tym - kompletnie nie mam się do czego przyczepić. Zauważyłam, że Lena M. Bielska potrafi pisać tak dobrze, że nie przeszkadzają mi nawet te mniej lubiane przeze mnie wątki.

    "Sinful" było moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki i nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Mogę Wam zdradzić, że do dziś przeczytałam już cztery książki Leny i chcę nadrobić je wszystkie. Jestem całkowicie kupiona jej stylem.

    To rewelacyjnie napisana książka. Wszystkie zachowania i decyzje mają swoje uzasadnienie. Czułość wylewa się z każdej strony. Bohaterowie dbają o swój komfort, wielokrotnie pytają się o zgodę - po prostu dbają o siebie i wspierają się w każdej chwili.

    Victor z pozoru jest surowym biznesmenem, ale w towarzystwie najbliższych pokazuje prawdziwą wersję siebie. Jest dla nich niezwykle troskliwy i opiekuńczy. 

    Naomi, choć młoda, jest szalenie inteligentna. Wydawałoby się, że w jej życiu niczego jej nigdy nie brakowało, ale to tylko pozory. Jest zdeterminowana, aby udowodnić swoją wartość.

    Przyznaję, że nie potrafię zakochać się w książce, w której jest tak duża różnica wieku, ale powiem szczerze, że to najlepiej napisany romans z age gap, jaki czytałam. Jeśli lubicie motyw age gap, dajcie szansę "Sinful".

    Ode mnie cztery kostki czekolady.


    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Miłość i inne stopnie naukowe Jennifer Hennessy recenzja

    Poznajcie kolejny tytuł, który skradł mi serce w tym roku. 🤎

    "Miłość i inne tytuły naukowe" uratowała mnie z zastoju czytelniczego. To rewelacyjny romans z takimi motywami jak friends to lovers oraz fake dating, a główni bohaterowie są w trakcie obrony doktoratu, więc pojawia nam się też zyskujący na popularności motyw naukowców.

    Bianca jest rozczarowana swoimi bliskimi. Właśnie obroniła upragniony doktorat, ale na jej imprezie nie pojawił się nikt z zaproszonych osób. Każdy miał coś ważniejszego do zrobienia. Żal sprawia, że kobieta spędza wieczór z licznymi drinkami i Xavierem - kolegą, z którym rywalizowała na studiach. Razem wpadają na genialny pomysł - będą udawać narzeczeństwo, aby zemścić się na najbliższych.

    Czy Biance uda się dać nauczkę swoim przyjaciołom? A może to Bianca wyciągnie z tej przygody lekcję na całe życie?

    Największą zaletą tej historii jest ukazanie przygnębiającej rzeczywistości, w której żyjemy, 
    Dziś sukcesem jest jedynie wyjście za mąż i urodzenie dziecka, ale już nie jest nim obrona tytułu doktora. Młodzi ludzie nieustannie żyją pod presją społeczną. Nie zrozumcie mnie źle: ślub i dziecko to wspaniałe etapy życia, ale nie są one obowiązkowe. Autorka pokazuje, że Bianca chciałaby jedynie otrzymać wsparcie od swoich najbliższych - takie samo, jakie ona okazuje im, kiedy wspólnie celebrują kolejne sukcesy. 

    Chemia między bohaterami nie pozwoliła mi oderwać się od lektury i sprawiła, że chcę przeczytać tę książkę jeszcze raz i ponownie przeżyć te wszystkie emocje.

    Jedyny minus? Mam niedosyt. Brakuje mi jednego, może dwóch rozdziałów, żebym mogła nacieszyć się "i żyli długo i szczęśliwie".

    Mam nadzieję, że przeczytacie tę książkę i zakochacie się w niej równie mocno, co ja 🤎


    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Czas_motyla_Martyna_Senator_recenzja

    Po dłuższej przerwie powraca Martyna Senator – jedna z moich ulubionych polskich autorek!

    Życie Kornelii, głównej bohaterki, powinno być pełne beztroski i radości. W końcu nastoletnie lata to czas, który wielu uważa za najlepszy w życiu. Jednak jej codzienność różni się od tej, którą przeżywają jej rówieśnicy. Kornelia każdego dnia martwi się o zdrowie swojej ciężko chorej siostry, Alicji. Choroba powoli wyniszcza nie tylko Alicję, ale również Kornelię.

    Pewnego dnia Kornelię odwiedza anioł śmierci, Cassiel. Choć może to brzmieć jak wytwór wyobraźni, każda chwila spędzona w jego towarzystwie przynosi Kornelii ulgę. Jego obecność pomaga jej zmierzyć się z chorobą siostry i znaleźć siły, by skupić się na własnym życiu.

    "Czas motyla" to powieść młodzieżowa, która z łatwością poruszy również starszych czytelników. Refleksyjny charakter książki sprawia, że zostaje ona w pamięci na długo po zakończeniu lektury. Martyna Senator porusza w niej trudne i bolesne tematy, takie jak choroba, śmierć i przygotowania do pożegnania bliskich. Wszystkie te kwestie dotykają nastolatki, która powinna cieszyć się życiem, a zmuszona jest mierzyć się z dramatyczną rzeczywistością.

    Autorka przypomina nam, jak ważne jest czerpanie radości z każdej chwili, bo nigdy nie wiemy, która z nich będzie tą ostatnią.Choć historia jest smutna, niesie ze sobą cenną lekcję i pocieszenie.

    Oprócz refleksyjnego charakteru, jednym z największych atutów książki jest jej zaskakujące zakończenie. Uwierzcie mi na słowo – nie jesteście w stanie przewidzieć, co się wydarzy! Uwielbiam takie zwroty akcji.

    Cieszę się, że Martyna wróciła z nową powieścią. "Czas motyla" przypomniał mi, jak zdolną jest autorką. Zaznaczałam (a raczej screenowałam, bo czytałam tę książkę jeszcze w wersji elektronicznej) fragment za fragmentem. Martyna z łatwością sprawiała, że się wzruszałam, smuciłam albo zaczynałam kwestionować pewne sprawy. 

    Gorąco polecam Wam "Czas motyla", ale musicie być przygotowani, że nie jest to lekka lektura. Ode mnie cztery kostki czekolady.


    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
     
    Danger Klaudia Bianek recenzja

    Lubicie motyw różnicy wieku (age gap)? 🤎

    "Danger" to zupełnie inne wydanie twórczości Klaudii Bianek. Autorka, która wciąż kojarzy mi się z literaturą obyczajową, zaskakuje coraz odważniejszymi powieściami. W "Danger" mamy do czynienia z dużą różnicą wieku, bo wynoszącą aż 14 lat, rywalizacją na torze motocyklowym, a także zakazany romans! Mówiłam - jest odważnie. 

    Carmen za dnia to zwyczajna, nieco przeciążona trudną sytuacją w domu, nastolatka. Nocą przemienia się w Estrellę - obiecującą debiutantkę nielegalnych wyścigów motocyklowych.

    Arsen w ciągu dnia jest wymagającym nauczycielem w liceum. Nocą ukrywa swoją twarz pod kominiarką i mknie niepokonany po torze. 

    Ta dwójka spotyka się najpierw na torze, gdzie stają się swoimi rywalami. Łączy ich miłość do adrenaliny i rywalizacji oraz wspólna pasja. Dzieli 14 lat. Sytuacja komplikuje się, gdy spotykają się również w szkole, a Danger okazuje się nowym nauczycielem Carmen. Nagle ich relacja staje się całkowicie zakazana.

    Jestem zaskoczona, że tak odważny romans wyszedł spod pióra Klaudii Bianek. Ale ja lubię zaskoczenia. "Danger" klimatem przypominał mi "Trzy metry nad niebem". Zakazana relacja, motocykle, nielegalne wyścigi - te motywy były naprawdę dobrze poprowadzone.

    Błyskawicznie wciągnęłam się w tę historię. Taki zakazany romans zawsze wywołuje w czytelniku mnóstwo emocji i nie pozwala odłożyć książki na bok.

    A teraz wady. Po pierwsze: opisy Miami wydawały mi się płaskie, nie czułam klimatu tego miasta, a szczególnie jego nocnej wersji. Po drugie: żałuję, że opis zdradza największe zaskoczenie tej książki, czyli to, że Danger jest nauczycielem Carmen. Tym zwrotem akcji reklamowana jest powieść, a czytelnik w pewnym sensie jest okradziony z tej niespodzianki.

    Osobiście nie jestem fanką tak dużej różnicy wieku, a już na pewno nie relacji nauczyciel-uczennica, dlatego nie objęłam tej książki swoim patronatem. Ale nie będę ukrywać, że wciągnęłam się w tę historię i chciałam wiedzieć, jak rozwinie się relacja głównych bohaterów.

    Ode mnie trzy kostki czekolady.


    Share
    Tweet
    Pin
    No komentarze
    Nowsze Posty
    Starsze Posty

    Bookstagram

    Polecany post

    Wydane w Polsce książki z zestawień Goodreads

    Od 2022 roku z niecierpliwością czekam na nowe zestawienie najlepszych romansów według Goodreads. W lutym 2022 roku pojawiła się lista 64 na...

    Wybierz coś dla siebie

    • Kalendarze/dzienniki (4)
    • Kryminał/sensacja/thriller (38)
    • Literatura dla dzieci (2)
    • Literatura fantastyczna (40)
    • Literatura historyczna (14)
    • Literatura kobieca (239)
    • Literatura młodzieżowa (92)
    • Literatura piękna (1)
    • Literatura współczesna (7)
    • Literatura świąteczna (14)
    • Patronat (34)
    • Poezja (4)
    • Reportaż (1)
    • artykuł (15)
    • cytaty (23)
    • hate-love (19)
    • wywiad (4)

    Najpopularniejsze

    • Małe życie
      Teraz nie rozumiesz tego, co ci mówię, ale kiedyś zrozumiesz: cała sztuka z przyjaźnią polega na tym, żeby znaleźć ludzi lepszych od siebie...
    • Bookstagram. Jak zacząć?
      2 października 2018 roku minął rok odkąd prowadzę bookstagrama. Zakładając konto na Instagramie, nie przypuszczałam, że osiągnie ono tak ...
    • Kiedy odszedłeś
      Bo wcale nie czuję, że żyję. W ogóle nic nie czuję. (...) Nie dałeś mi, do cholery, żadnego życia, prawda? Nie bardzo. Po prostu zniszczyłe...

    Archiwum

    • ▼  2026 (2)
      • ▼  kwietnia (2)
        • Jak rozkochać Gbura
        • Mapa pragnień
    • ►  2025 (9)
      • ►  listopada (1)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  lutego (3)
    • ►  2024 (27)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (1)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (1)
      • ►  marca (2)
      • ►  lutego (3)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2023 (25)
      • ►  listopada (2)
      • ►  października (2)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (1)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (1)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (2)
    • ►  2022 (42)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (5)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (5)
      • ►  czerwca (2)
      • ►  maja (4)
      • ►  marca (3)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2021 (51)
      • ►  grudnia (9)
      • ►  listopada (4)
      • ►  października (1)
      • ►  września (3)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (3)
      • ►  maja (6)
      • ►  kwietnia (3)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (8)
      • ►  stycznia (5)
    • ►  2020 (71)
      • ►  grudnia (5)
      • ►  listopada (3)
      • ►  października (10)
      • ►  września (12)
      • ►  sierpnia (1)
      • ►  lipca (4)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (2)
      • ►  kwietnia (5)
      • ►  marca (13)
      • ►  lutego (10)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2019 (55)
      • ►  grudnia (1)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (2)
      • ►  sierpnia (6)
      • ►  lipca (7)
      • ►  czerwca (4)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  lutego (15)
      • ►  stycznia (1)
    • ►  2018 (85)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (6)
      • ►  października (6)
      • ►  września (9)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (19)
      • ►  czerwca (5)
      • ►  maja (8)
      • ►  kwietnia (8)
      • ►  marca (6)
      • ►  lutego (6)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2017 (65)
      • ►  grudnia (7)
      • ►  listopada (7)
      • ►  października (4)
      • ►  września (5)
      • ►  sierpnia (4)
      • ►  lipca (9)
      • ►  czerwca (8)
      • ►  maja (5)
      • ►  kwietnia (4)
      • ►  marca (4)
      • ►  lutego (4)
      • ►  stycznia (4)
    • ►  2016 (21)
      • ►  grudnia (4)
      • ►  listopada (8)
      • ►  października (9)
    Facebook Instagram Pinterest

    Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates